Więcej

    Trzęsienie ziemi w parlamencie

    Czytaj również...

    Zdaniem wielu analityków, zamiana na stanowisku przewodniczącego Sejmu była podyktowana wewnętrznymi sporami w Partii Pracy   Fotomontaż Marian Paluszkiewicz
    Zdaniem wielu analityków, zamiana na stanowisku przewodniczącego Sejmu była podyktowana wewnętrznymi sporami w Partii Pracy Fotomontaż Marian Paluszkiewicz

    Wczoraj, 3 października, do dymisji podał się przewodniczący Sejmu, laburzysta (Partia Pracy — PP) Vydas Gedvilas oraz pierwszy wiceprzewodniczący Vytautas Gapšys, również laburzysta.

    O ile dymisja Gapšysa, uwikłanego w proces sądowy ws. podwójnej księgowości w partii była krokiem oczekiwanym przez partnerów koalicyjnych i wymuszanym przez opozycję, o tyle rezygnacja ze stanowiska Gedvilasa była zaskoczeniem dla wszystkich.
    Partnerzy koalicyjni obawiali się, że dymisja przedstawicieli laburzystów może wywołać upadek koalicji i kryzys rządowy.
    Jednak po porannym spotkaniu premiera Algirdasa Butkevičiusa z kierownictwem Partii Pracy obaw tych nie pozostało.
    Założyciel i nieformalny szef laburzystów, poseł Wiktor Uspaskich, zapewnił premiera, że PP nie wycofuje się z koalicji, a zmiany na stanowiskach sejmowych są podyktowane wewnętrzną sytuacją w partii.

    A ta jest skomplikowana, ponieważ nie tylko Gapšys, do wczoraj też oficjalny prezes partii, ale też Uspaskich oraz posłanka Vonžutaitė są zamieszani w aferę finansową w partii. Co więcej, są skazani w tej sprawie przez sąd pierwszej instancji na kary pozbawienia wolności (Uspaskich, Vonžutaitė) lub na karę grzywny (Gapšys).

    Choć skazani laburzyści twierdzą, że są niewinni i próbują dowodzić swojej niewinności w sądach wyższej instancji, to ich sytuacja w Sejmie jest co najmniej dwuznaczna.
    Opozycja, jak też prezydent Dalia Grybauskaitė, domagała się odsunięcia skazanych polityków od władzy w Sejmie oraz w partii. Co z kolei stwarzało problem dla koalicjantów PP. Głównie premiera, który nie mógł otwarcie konfliktować z partnerami, ale z powodów politycznych nie mógł też jednoznacznie ich popierać.

    Algirdas Butkevičius i Vytautas Gapšys             Fot.  Marian Paluszkiewicz
    Algirdas Butkevičius i Vytautas Gapšys Fot. Marian Paluszkiewicz

    Wczorajsza dymisja Gapšysa ze stanowiska wiceprzewodniczącego Sejmu i formalnego szefa partii oraz Uspaskicha ze stanowiska szefa klubu parlamentarnego PP rozstrzygała konfliktową sytuację wewnątrz koalicji, ale też wybijała z rąk przeciwników — opozycji i prezydent — główny ich argument, że we władzy Sejmu są osoby skazane za afery finansowe.
    Tymczasem nawet dla nich zaskoczeniem okazała się dymisja Gedvilasa. Opozycja próbowała go przekonać o pozostaniu na stanowisku, a nawet zapowiedziała, że nie przegłosuje za jego „odstawkę”, ten był jednak nieugięty i nalegał na przyjęciu jego dymisji. Opozycja zarządziła przerwę w głosowaniu, ale nie zmieniło to sytuacji. Większością głosów Gedvilas pożegnał się wczoraj z fotelem przewodniczącego Sejmu. Według planów PP, będzie on jednym z głównych kandydatów tej partii w wiosennych wyborach do Parlamentu Europejskiego w przyszłym roku.

    Po tych zmaganiach zamieszanie na sejmowej sali wczoraj bynajmniej nie skończyło się.  Partia Pracy zaproponowała bowiem na stanowisko nowego przewodniczącego Sejmu posłankę Loretę Graužinienė.
    Opozycja i tę decyzję laburzystów próbowała sforsować, wystawiając kontrkandydata, liberalnego posła Eugenijusa Gentvilasa. Ich plan jednak nie powiódł się i Sejm większością głosów wybrał Graužinienė na przewodniczącą parlamentu.
    Prezydent Dalia Grybauskaitė pozytywnie oceniła zmiany w Sejmie. W jej opinii, PP dokonała samooczyszczenia się ze skompromitowanych polityków. Nie chciała jednak komentować dymisji Gedvilasa i wyboru nowego przewodniczącego. Uznała to za wewnętrzną sprawę partii i jej partnerów koalicyjnych.

    Tymczasem analitycy dostrzegają coś więcej niż próbę samooczyszczenia się. Zdaniem wielu, wymiana na stanowisku przewodniczącego Sejmu była podyktowana wewnętrznymi sporami w partii. Przypuszcza się, że Gedvilas stawał się coraz bardziej niezależny od Uspaskicha, więc ten potrzebował na tym stanowisku bardziej oddanego człowieka. A że Graužinienė nieraz dowiodła swojej wierności, dlatego wybór padł na nią.
    Sami politycy zaprzeczają tym pogłoskom. Zapewnili wczoraj, że nie zważając na zaszłe zmiany, wszyscy w partii pozostają członkami jednej drużyny.                      

    Więcej od autora

    220. rocznica III rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów

    Dokładnie 220 lat temu z mapy Europy, w jej samym centrum, zniknął unikalny organizm państwowy, który na parę lat przed jego unicestwieniem zdążył jeszcze wydać na świat pierwszą na kontynencie konstytucję. Na jej podstawie miało powstać współczesne, demokratyczne na...

    Kto zepsuł, a kto naprawi?

    Przysłowie ludowe mówi, że „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. I tak zazwyczaj w życiu bywa. W polityce też. Po zakończeniu maratonu wyborczego w Polsce nasz minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius wybiera się do Warszawy. Będzie szukał kontaktów z...

    Oskubać siebie

    Będący już na finiszu przetarg na bojowe maszyny piechoty został raptem przesunięty, bo Ministerstwo Ochrony Kraju tłumaczy, że otrzymało nowe oferty bardzo atrakcyjne cenowo i merytorycznie. Do przetargu dołączyli Amerykanie i Polacy. Okazało się, co prawda, że ani jedni,...

    Odżywa widmo atomowej elektrowni

    Niektórzy politycy z ugrupowań rządzących, ale też część z partii opozycyjnych, odgrzewają ideę budowy nowej elektrowni atomowej. Jej projekt, uzgodniony wcześniej z tzw. inwestorem strategicznych — koncernem Hitachi — został zamrożony po referendum 2012 roku. Prawie 65 proc. uczestniczących w...