Litewsko-rosyjska wojna o mleko i media

Zakazane rosyjskie programy docierają na Litwę bez ograniczeń w odbiorze satelitarnym<br/>Fot. Marian Paluszkiewicz
Zakazane rosyjskie programy docierają na Litwę bez ograniczeń w odbiorze satelitarnym
Fot. Marian Paluszkiewicz

Nikt już nie wątpi, że po zwróceniu się do Światowej Organizacji Handlu (WTO) ws. rosyjskiego embarga na litewski nabiał oraz po sądowym zakazie nadawania rosyjskich programów telewizyjnych na Pierwym Bałtijskim Kanale (PBK), między Rosją i Litwą trwa prawdziwa wojna gospodarcza i informacyjna.

Nasz kraj wydaje się jednak nie ma potencjału, żeby wygrać tę wojnę. Prowadzona przez ostatnie lata przez władze Litwy konfrontacyjna polityka zagraniczna nie pozostawiła też przyjaciół, którzy mogliby pomóc jej w zmaganiach z Rosją.

Spełzła na niczym podjęta w ubiegłym tygodniu próba dogadania się z „Rospotrebnadzorem” o odwołaniu embarga na litewską produkcję mleczarską. Przedstawicielom branży na czele z doradcą premiera Litwy Antanasem Vinkusem, byłym ambasadorem Litwy w Rosji, udało się dogadać się z szefem „Rospotrebnadzoru” Genadijem Oniszczenko o wizytacji rosyjskich inspektorów w litewskich zakładach.

Liczono, że po ich kontroli Rosja odwoła decyzję o wstrzymaniu eksportu litewskiego nabiału. Z takimi sugestiami wystąpił też Oniszczenko, który w ubiegłym tygodniu oświadczył, że jeśli litewskie przedsiębiorstwa mleczarskie uwzględnią zastrzeżenia jego służby co do jakości produktów, to ograniczenia na ich wwóz do Rosji zostaną odwołane. W tym czasie z inicjatywy prezydent Dali Grybauskaitė litewskie władze skierowały wniosek do WTO, w którym oskarża się Rosję o łamanie umowy o wolnym handlu. Rosja od roku jest członkiem WTO. W Wilnie liczono, że umiędzynarodowienie i upolitycznienie rosyjskich działań zmusi Rosję do odwołania embarga. Tymczasem reakcja Moskwy okazała się wręcz odwrotna.

W tym tygodniu szef „Rospotrebnadzoru” oświadczył, że skierowanie przez Litwę wniosku do WTO oraz włączenie do sporu o nabiał Komisji Europejskiej może odroczyć powrót litewskich produktów na rosyjski rynek.

— Zwrócenie się Litwy do WTO przedłuży cały proces na nieporównywalnie dłuższy czas. Zamiast otwierać granice, będą uruchomione logiczne zachowania i będą wykonywane jakieś wirtualne procedury — powiedział Oniszczenko. Dodał też, że choć w ubiegły piątek z litewską delegacją uzgodniono wyjazd rosyjskich ekspertów do zakładów mleczarskich Litwy, to jednak teraz nie wiadomo, kiedy do tej wizytacji dojdzie. W praktyce to oznacza, że rosyjskie embargo potrwa co najmniej do czasu wyjaśnienia sporu z Rosją na forum WTO. Dziś jednak nikt nie przewiduje, ani kiedy ten spór zostanie zakończony, ani też jakim będzie jego wynik.

Tymczasem jak kula śnieżna nakręca się kolejny spór litewsko-rosyjski, tym razem na froncie informacyjnym. Litewska Komisja ds. Radia i Telewizji wstrzymała transmisję na Litwie rosyjskich programów nadawanych przez Pierwyj Bałtijskij Kanał. Decyzję Komisji poparł sąd. Była to reakcja litewskiej strony na propagandowy program „Człowiek i Prawo”, w którym podważono wyniki litewskiego śledztwa ws. wydarzeń styczniowych 1991 r. W programie odpowiedzialnością za ofiary 13 stycznia obarcza się domniemanych litewskich bojówkarzy, a nie żołnierzy sowieckiego „specnazu”, jak to ustaliła litewska prokuratura.

Wyłączenie z tego powodu PBK Rosja określiła przesadną reakcją litewskiej strony, a autorzy programu „Człowiek i Prawo” w jego ostatnim wydaniu przypomnieli Litwie, że jest ona niepodległym państwem dopiero od 20 lat, natomiast częścią składową imperium Rosyjskiego Litwa była aż 200 lat. Przypomniano też, że tylko dzięki działaniom Związku Sowieckiego Litwa otrzymała Wileńszczyznę „i nie zwróciła jej Rosji i Białorusi” po wyjściu ze Związku Republik Radzieckich.

W tej medialnej, a raczej propagandowej wojnie z Rosją, Litwa nie może już liczyć na pomoc organizacji międzynarodowych. Co więcej, wyłączenie rosyjskiego kanału spotkało się z krytyką Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE). Przedstawicielka OBWE ds. wolności mediów Dunja Mijatović oświadczyła, że decyzja o wyłączeniu rosyjskiego kanału zagraża wolności słowa oraz ogranicza pluralizm. Mijatović przyzwała Komisję ds. Radia i Telewizji do zmiany swojej decyzji, którą przedstawicielka OBWE nazwała „skrajną”. Jednak według ekspertów, nawet ta „skrajna” decyzja tylko w pewnym stopniu ogranicza działanie PBK na Litwie, ponieważ rosyjski Pierwyj Kanał, którego PBK jest tylko regionalną adaptacją, jest dostępny w Internecie oraz za pośrednictwem anten satelitarnych, jak też w naziemnej transmisji w przygranicznych rejonach z Białorusią i Rosją.

Zdaniem litewskich komentatorów, PBK jest propagandowym narzędziem Kremla wymierzonym w Litwę i w pewnych wypadkach państwo ma prawo ograniczać wolność wypowiedzi, jeśli te wypowiedzi godzą w podstawowe interesy kraju.