Ukraina na progu wojny domowej?

Sytuacja w ukraińskiej stolicy i państwie coraz bardziej jest dramatyczna Fot. Elta
Sytuacja w ukraińskiej stolicy i państwie coraz bardziej jest dramatyczna Fot. Elta

Ukraina płonie. I choć na razie jest to głównie ogień opon palonych przez protestujących na ulicach Kijowa i koktajli Mołotowa rzucanych przez bojówkarzy w szpalery oddziałów specjalnych i milicji, to sytuacja w ukraińskiej stolicy i państwie coraz bardziej jest dramatyczna.

W ubiegłą niedzielę pochowano pierwsze dwie ofiary starć protestujących z milicją. Ich pogrzeb przerodził się w potężne manifestacje. W tych dniach zostaną pochowane kolejne ofiary. Mówi się o kilku osobach. Los kolejnych — ponad 40 — wciąż jest nieznany. Ślad po nich zaginął, po tym, jak zostały porwane przez nieznanych sprawców.

Chociaż dla uczestników Euro Majdanu (a raczej już Majdanu, bo protestującym nie chodzi tylko o europejską integrację Ukrainy, lecz o obalenie władzy, na której społeczeństwo zawiodło się) sprawca jest oczywisty – to władza, która ma na swoich usługach „szwadrony śmierci” czy też tzw. tituszki – bojówki dresiarzy używane do siłowego blokowania akcji obywatelskich.

— Sytuacja zmienia się z godziny na godzinę i dziś trudno prognozować, w jakim kierunku będzie się rozwijała – ocenia wydarzenia na Ukrainie w rozmowie z „Kurierem” wydawca i redaktor „Kuriera Galicyjskiego”, Mirosław Rowicki. Jego zdaniem, zwrot w kierunku normalizacji sytuacji może nastąpić dzisiaj, 28 stycznia. W tym dniu w Kijowie zbiera się na nadzwyczajne posiedzenia Werchowna Rada Ukrainy. W ocenie redaktora Rowickiego, na posiedzeniu może dojść do zmiany większości rządzącej.
— Jeśli w ogóle do tego posiedzenia dojdzie – zauważa nasz rozmówca. — Są bowiem siły, które są zainteresowane w eskalacji sytuacji prowadzącej do stanu wyjątkowego — wyjaśnia.

Jednym z głównych oficjalnych tematów nadzwyczajnego posiedzenia może być dymisja rządu Mykoły Azarowa i mianowanie nowego premiera. Na takie rozwiązanie godzi się proprezydencka Partia Regionów, ale jednocześnie zaznacza, że zmiana na stanowisku premiera jest możliwa tylko pod warunkiem, jeśli nowym szefem ukraińskiej rady ministrów zgodzi się zostać lider opozycyjnej frakcji „Batkiwszczyna” Arsenij Jaceniuk, zaś wiceszefem rządu zostanie lider również opozycyjnej frakcji UDAR Witalij Kliczko. Taką propozycję Jaceniukowi i Kliczko w ubiegłą sobotę złożył prezydent Wiktor Janukowycz podczas kolejnej rundy negocjacji z przedstawicielami opozycji. Jednak ani Jaceniuk, ani Kliczko nie otrzymali zgody Majdanu na przyjęcie propozycji władzy. A taką zgodę, zdaniem naszego rozmówcy, muszą mieć, bo inaczej ich współpraca z prezydentem nie załagodzi sytuacji.

— Oni nie są liderami Majdanu, który jest organizowany na wzór Siczy kozackiej, gdzie decyzje podejmują się wspólnie. Co więcej, bezskuteczne negocjacje z władzą ostatnio mocno zachwiały ich reputacją – wyjaśnia Mirosław Rowicki. Zgadza się też z opinią, że liderzy opozycji, aczkolwiek od początku byli na Majdanie, jednak od początku nie mogli go kontrolować, dlatego dziś są trzy ośrodki – władza, Majdan i opozycja.
— Trudno powiedzieć, czy Majdan wykreuje lidera. Mówi się, że może nim zostać Witalij Kliczko, jednak nie ma on potrzebnej charyzmy lidera stojącego na czele potężnego ruchu – rozważa nasz rozmówca.

Tymczasem, o tym, że Majdan to nie tylko protestujący na ulicach w centrum Kijowa, lecz potężny ruch społeczny, przekonują się nawet jego zagorzali krytycy. Zwłaszcza po tym, jak w ubiegły weekend protesty odbyły się w większości obwodowych centrów Ukrainy, a w 10 z nich władza została przejęta przez protestujących, którzy wymusili dymisję na tamtejszych gubernatorach i ogłosili władzę rad ludowych.
— Te protesty ogarnęły całą Ukrainę i przeniosły się do jej wschodniej części, co zaskoczyło twierdzących, że społeczeństwa wschodniej i zachodniej Ukrainy diametralnie różnią się.
— Protesty we wschodniej części kraju pokazują, że nie jest to konflikt wartości, lecz jest to walka społeczeństwa niezadowolonego z władzy – zauważa Mirosław Rowicki. Dlatego, jego zdaniem, niewłaściwym byłoby prognozowanie, że eskalacja sytuacji doprowadzi do wojny domowej.

— Bo w tym konflikcie nie chodzi o walkę różnych ideologii, bo całe społeczeństwo walczy o swoje życie, o swoją przyszłość. Jego determinacja jest ogromna, bo w wyniku ostatnich tragicznych wydarzeń została przekroczona granica strachu. Tej determinacji już nic nie powstrzyma, a wprowadzenie stanu wyjątkowego tylko jeszcze bardziej zaostrzy walkę społeczeństwa z władzą – wyjaśnia nasz rozmówca.
Według obserwatorów ukraińskich wydarzeń, decydujący zwrot wydarzeń nastąpił 16 stycznia, kiedy to weszło w życie drakońskie prawo przeciwko antyrządowym manifestacjom.
W poniedziałek, 27 stycznia, z otoczenia prezydenta Janukowycza napłynęły sygnały, że należy odwołać przyjęte prawo. Nie mniej, również z otoczenia prezydenta pojawiły się propozycje, żeby wtorkowa Rada jeszcze bardziej zaostrzyła prawo przeciwko manifestantom.
W poniedziałek też odbyło się ściśle poufne posiedzenie rządu Azarowa. O jego wynikach nic nie wiadomo. Podano tylko, że omawiano na nim sytuację w kraju.