Dzień Niepodległości znowu pod hasłem „Litwa dla Litwinów”

106
Podczas przemarszu nacjonalistów znowu brzmiały rasistowskie i nacjonalistyczne hasła Fot. Marian Paluszkiewicz
Podczas przemarszu nacjonalistów znowu brzmiały rasistowskie i nacjonalistyczne hasła Fot. Marian Paluszkiewicz

Tegoroczny przemarsz nacjonalistów pod hasłem „Litwa dla Litwinów” znowu zaćmił inne imprezy okolicznościowe Dnia Odrodzenia Niepodległości. Wszystkie media znacznie więcej uwagi poświęciły przemarszowi nacjonalistów, niż chociażby znacznie liczniejszemu proeuropejskiemu przemarszowi zorganizowanemu przez młodzież prawicową i liberalną.
 
Tegoroczny marsz nacjonalistów odbył się tradycyjnie pod rasistowskim hasłem „Litwa dla Litwinów”. Skandowano też hasła antyeuropejskie, zwłaszcza w kontekście zniesienia zakazu sprzedaży ziemi dla obywateli UE, czy też wprowadzenia euro. Uczestnicy marszu, którego jednym z głównych organizatorów jest Związek Młodzieży Narodowej (ZMN), solidaryzowali się też z Ukraińcami.
Podczas przemarszu nacjonalistów nie obeszło się też bez antypolskich akcentów. Jeden z transparentów głosił: „AWPL — wystarczy już skłócać narody”. Hasło napisane na tle rosyjskiego medalu „Za współpracę z FSB Rosji” sugerował powielaną przez prawicowych polityków teorię o rzekomej współpracy liderów AWPL z Kremlem. Tymczasem wielu ekspertów, a nawet tych samych polityków prawicy wciąż się przekonuje, że to właśnie działania nacjonalistów służą interesom Rosji.

„Widzimy coraz to nowych »prawdziwych« obrońców Litwy, »prawdziwych« kontynuatorów litewskich wartości, którzy świadomość narodową utożsamiają z coraz głośniejszym i agresywniejszym machaniem trójkoloru (flagi państwowej — przyp. red.) podczas rzekomo narodowościowych, a w zasadzie antyeuropejskich przemarszów. Tym samym zaprzeczają temu, co Litwa osiągnęła po 11 marca w ciągu dziesięciu lat członkostwa w Unii Europejskiej.

Tegoroczny marsz nacjonalistów zebrał kilka tysięcy uczestników i był największym w swojej kilkuletniej historii Fot. Marian Paluszkiewicz
Tegoroczny marsz nacjonalistów zebrał kilka tysięcy uczestników i był największym w swojej kilkuletniej historii Fot. Marian Paluszkiewicz

Taki antyeuropejski i antyzachodni patriotyzm nie tylko jest sprzeczny z wartościami litewskiej niepodległości, które wyznaczył litewski »Sąjūdis«, ale też staje się wygodnym narzędziem Kremla do manipulacji świadomością naszych rodaków” — mówił podczas proeuropejskiego przemarszu lider Związku Ojczyzny – Chrześcijańscy Demokraci Litwy (ZO-ChDL), poseł Andrius Kubilius. Ciekawostką jest, że jeszcze parę lat wstecz, kiedy Kubilius stał na czele prawicowej koalicji, jego rząd politycznie i finansowo wspierał dziś krytykowanych „pseudopatriotów”.

Zaliczanie przez Kubiliusa litewskich nacjonalistów do mechanizmu oddziaływania kremlowskich służb na Litwę można byłoby spisać na karb toczącej się kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, w której ZO-ChDL i nacjonaliści walczą o głosy tego samego elektoratu. Tym bardziej, że w świetle wydarzeń na Ukrainie antyrosyjskie fobie stały się głównym elementem tegorocznej kampanii. Jednak niektóre rosyjskie reakcje, albo raczej ich brak, mogą sugerować, że słowa Kubiliusa o „kremlowskim narzędziu” nie są podyktowane jedynie wyborczą retoryką. „Kurier” ustalił bowiem, że tym razem (zupełnie odmiennie niż w latach poprzednich) Rosja nie odreagowała na przemarsz „litewskich neofaszystów”, odbierając tym samym ich oponentom na Litwie podstawowy argument, że ich działania służą interesom Rosji. Jak udało się nam ustalić, prawie żadne z prokremlowskich mediów nie poinformowało o tegorocznym „przemarszu neofaszystów ulicami Wilna”.

Co więcej, rosyjska propaganda nawet nie skorzystała z okazji powiązania litewskich nacjonalistów z „ukraińskimi faszystami”, którzy według Kremla, bezprawnie rządzą na Ukrainie. Możemy więc tylko domyślać się, czy takie zachowanie rosyjskiej propagandy wobec litewskich nacjonalistów było podyktowane próbą ochrony ich, jako „narzędzia do manipulacji świadomością” Litwinów, czy też zwykłym zaniedbaniem i nieuwagą.

Na marszu nie obeszło się też bez antypolskich haseł Fot. Marian Paluszkiewicz
Na marszu nie obeszło się też bez antypolskich haseł Fot. Marian Paluszkiewicz

Tymczasem rosyjskie, a litewskie media jeszcze więcej uwagi poświęciły pojawieniu się w Internecie petycji do mieszkańców Kłajpedy o przyłączeniu tzw. Kraju Kłajpedzkiego do Rosji. Na Litwie sprawą zajęli się politycy oraz służby specjalne. Padły zarzuty, że petycja jest prowokacją Kremla. Znaleziono też rzekomego prowokatora, który rozpowszechnia petycję. Doniesienia prasowe oparte na informacji Departamentu Bezpieczeństwa Państwa mówią, że jest nim prorosyjska spółka pożytku publicznego „Būkime vieningi” z Kłajpedy. „Kurier” dotarł do „prowokatorów” i zapytał wprost, dlaczego rozpowszechniają skandaliczną petycję.
— Znaleźliśmy ją na jednym z amerykańskich portali i wysłaliśmy ją do litewskich mediów, policji, prokuratury i służb specjalnych, żeby wyjaśnili, kto za tym stoi. Dziś słyszymy, że to my rozpowszechniamy tę petycję. Jest to absurd — odpowiedział nam Vaidas Lekstutis, rzecznik prasowy „Būkime vieningi”. Nasz rozmówca nie wyklucza, że zamiast wyjaśnić, kto stoi za petycją, służby specjalne próbują ją rozegrać w kampanii wyborczej.

— Nie wykluczam, że za tym stoi sama prezydent Dalia Grybauskaitė — oświadczył przedstawiciel „Būkime vieningi”. Jak zauważył, treść petycji świetnie wpisuje się w retorykę toczącej się kampanii wyborczej, w której próbuje się szerzyć waśni narodowościowe.
Rosyjskie media z kolei zauważają, że treść petycji zawiera wiele błędów ortograficznych i stylistycznych, co wskazuje, że jej autorem nie jest Rosjanin. Sugerują, że petycja powstała prawdopodobnie na Litwie i na potrzeby toczącej się prezydenckiej kampanii wyborczej.
Według naszych ustaleń, do wczoraj petycję o przyłączeniu Kłajpedy do Rosji zamieszczoną na amerykańskim portalu avaaz.org podpisało już ponad 200 osób. Niebawem petycja została zamknięta przez jej autora.