Więcej

    20. rocznica podpisania Traktatu Polsko-Litewskiego

    Czytaj również...

    Algirdas Brazauskas  i Lech Wałęsa
    Algirdas Brazauskas i Lech Wałęsa

    Podpisany 26 kwietnia 1994 r. Traktat między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy wciąż pozostaje dla jednej strony porozumieniem niespełnionych nadziei, dla drugiej wygórowanych oczekiwań.

    Sporządzona i podpisana w Wilnie umowa została zawarta na okres 15 lat. Po upływie tego okresu, czyli w 2009 roku ważność Traktatu ulega automatycznemu przedłużeniu na kolejny okres pięcioletni, bo jak ustalono w dokumencie, żadna ze stron nie wypowiedziała go „w drodze notyfikacji najpóźniej na rok przed upływem danego okresu obowiązywania”. W ciągu ostatniego roku żadna z umawiających się stron również nie zapowiedziała wyjścia z porozumienia, co oznacza, iż Traktat będzie nadal obowiązywał.

    Zbigniew Siemienowicz, który w okresie podpisywania Traktatu był posłem na Sejm, uważa, że polsko-litewskie relacje dziś faktycznie wróciły do okresu przed traktatowego, bo wciąż są dyskutowane kwestie, które miały być rozstrzygnięte na mocy podpisanego w 1994 roku dokumentu, aczkolwiek wtedy sytuacja w dwustronnych relacjach wtedy bardziej niż dziś była nieprzychylna porozumieniom.
    — Sytuacja wtedy nie była najlepsza, bo wciąż pamiętano, że Polacy nie głosowali za niepodległością Litwy. Postrzegano nas jako nieutożsamiających się z litewską państwowością. Była jednak chęć naprawienia sytuacji. Obydwie strony chciały przełomu, żeby razem iść do przodu – wspomina w rozmowie z „Kurierem” Zbigniew Siemienowicz. Były poseł zauważa też, że wtedy również były siły przeciwne porozumieniu, nawet bardziej radykalne niż dzisiaj. Wobec czego nawet prezydent Algirdas Brazauskas początkowo chciał w Traktacie zapisu o uznaniu przez stronę polską „okupacji Wilna”, ale ostatecznie odstąpiono od tych żądań, aczkolwiek w dokumencie znalazło się stwierdzenie o Wilnie jako stolicy Litwy.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    — Wtedy większość polityków była bardziej odporna na wpływy radykałów i rozumiała, że wspólne z Polską dążenie do struktur europejskich poprowadzi na przód. Celem była Unia Europejska i NATO. To była „gwiazda przewodnia”, w której stronę podążano – mówi Siemienowicz.
    Wspólny cel skłonił obydwie strony do zawarcia porozumienia traktatowego, aczkolwiek, jak zauważa nasz rozmówca, podpisany dokument nie był precyzyjny. Dawał pole do interpretacji postanowień i zobowiązań. Nie był zabezpieczony mechanizmem egzekwowania porozumienia.

    Zbigniew Siemienowicz- rok 1994
    Zbigniew Siemienowicz- rok 1994

    — Dlatego każdy dziś interpretuje postanowienia Traktatu po swojemu i nie ma mechanizmu, który zweryfikowałby te interpretacje – zauważa Siemienowicz. Jego zdaniem, regres w wykonywaniu postanowień z 1994 roku nastąpił po wejściu Litwy do NATO i UE, a do rozgrywek na Litwie wróciła antypolska karta, która w okresie międzywojennym i w dziejach niepodległej Litwy była mocnym elementem debaty politycznej. Zdaniem Siemienowicza, genezy takiej sytuacji i traktowania Polaków należy szukać w litewskim systemie szkolnictwa.
    — Bo skoro od szkolnej ławki wmawiają społeczeństwu, że jesteśmy okupantami, a tak Polacy są traktowani w podręcznikach, to tak też jesteśmy traktowani przez społeczność litewską – zauważa były poseł. Jego zdaniem, sytuację może zmienić obecna niespokojna sytuacja międzynarodowa, która zagraża bezpieczeństwu również Litwy. Zdaniem naszego rozmówcy, zmusza to litewskich polityków do pragmatycznego myślenia i działań w kierunku zbliżenia z Polską.

    Zbigniew Siemienowicz nie liczy jednak, że zmiana sytuacji i kolejne lata obowiązywania Traktatu przyniesie poprawę sytuacji. Uważa jednak, że odrzucenie traktatu byłoby nieracjonalne.
    — Dziś przynajmniej mamy zobowiązania. Po odrzuceniu dokumentu nie mielibyśmy niczego – zauważa rozmówca.
    O ocenę wykonania postanowień traktatowych i podzielenie się swoimi spostrzeżeniami „Kurier” poprosił również byłego ministra spraw zagranicznych Litwy, obecnie posła na Sejm, Povilasa Gylysa. Odmówił on jednak wypowiedzi, zasłaniając się napiętym kalendarzem obowiązków.
    Całość Traktatu — 27 artykułów — można też podzielić tematycznie na trzy części. Dotyczą one wzajemnych relacji międzypaństwowych, zobowiązań stron w zakresie ochrony praw mniejszości narodowych — litewskiej w Polsce i polskiej na Litwie oraz części deklaratywnej, którą nie obejmuje konkretnych zobowiązań w ramach Traktatu.

    Pierwsza część traktująca głównie o uznaniu nawzajem suwerenności stron układających się dawała gwarancje bezpieczeństwa i poszanowania przez strony całości terytorialnej krajów oraz niewtrącanie się w sprawy wewnętrzne partnera.
    Kilka kolejnych paragrafów traktujących o prawach mniejszości narodowych po 20 latach wciąż są aktualne dla polskiej mniejszości na Litwie.

    Stanisław Tarasiewicz

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    220. rocznica III rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów

    Dokładnie 220 lat temu z mapy Europy, w jej samym centrum, zniknął unikalny organizm państwowy, który na parę lat przed jego unicestwieniem zdążył jeszcze wydać na świat pierwszą na kontynencie konstytucję. Na jej podstawie miało powstać współczesne, demokratyczne na...

    Kto zepsuł, a kto naprawi?

    Przysłowie ludowe mówi, że „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. I tak zazwyczaj w życiu bywa. W polityce też. Po zakończeniu maratonu wyborczego w Polsce nasz minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius wybiera się do Warszawy. Będzie szukał kontaktów z...

    Oskubać siebie

    Będący już na finiszu przetarg na bojowe maszyny piechoty został raptem przesunięty, bo Ministerstwo Ochrony Kraju tłumaczy, że otrzymało nowe oferty bardzo atrakcyjne cenowo i merytorycznie. Do przetargu dołączyli Amerykanie i Polacy. Okazało się, co prawda, że ani jedni,...

    Odżywa widmo atomowej elektrowni

    Niektórzy politycy z ugrupowań rządzących, ale też część z partii opozycyjnych, odgrzewają ideę budowy nowej elektrowni atomowej. Jej projekt, uzgodniony wcześniej z tzw. inwestorem strategicznych — koncernem Hitachi — został zamrożony po referendum 2012 roku. Prawie 65 proc. uczestniczących w...