Samo „przepraszam” porozumienia nie zastąpi

253
Według polskiego historyka, przepraszać Litwinów wypadałoby prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu, tyle że litewska prezydent Dalia Grybauskaitė ostatnio stwierdziła, że z Polską w ogóle nie trzeba rozmawiać Fot. Marian Paluszkiewicz
Według polskiego historyka, przepraszać Litwinów wypadałoby prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu, tyle że litewska prezydent Dalia Grybauskaitė ostatnio stwierdziła, że z Polską w ogóle nie trzeba rozmawiać Fot. Marian Paluszkiewicz

W litewskich mediach przebrzmiała właśnie dyskusja o potrzebie polskich przeprosin Litwinów za „okupację Wilna”. Powodem do tej dyskusji posłużono się wypowiedzią polskiego historyka, prezesa Ośrodka KARTA i redaktora naczelnego  „Karty”, Zbigniewa Gluzy.

W wywiadzie sprzed roku dla tygodnika „Newsweek Historia” odnosząc się do pytania, czy ze strony Polski powinno paść słowo „przepraszam” między innymi, powiedział: „Zanim padnie to słowo, Polacy powinni poznać historię zajęcia Wilna, wysłuchując strony litewskiej. (…) Aby »przepraszam« miało sens, trzeba rozumieć powód przeprosin, a po naszej stronie takiego zrozumienia jeszcze nie ma”.
Historyk wyraził też opinię, że mający litewskie korzenie prezydent Bronisław Komorowski byłby właściwym politykiem, który mógłby Litwinów przeprosić. I choć wypowiedź ta padła w kontekście szerszej rozmowy na temat wspólnej historii i wspólnego zrozumienia tej historii, na Litwie odebrano ją entuzjastycznie tylko w kontekście — „Polska musi przeprosić”.

W rozmowie z „Kurierem Wileńskim” polski historyk ubolewał, że jego wypowiedź na Litwie została odebrana w bardzo wąskim kontekście przeprosin.
„Jakiekolwiek przeprosiny muszą być raczej końcem procesu porozumiewania się, bo samo słowo »przepraszam« nic nie znaczy bez porozumienia. Naszą intencją było więc zapoczątkowanie tego procesu. Uważaliśmy, że dwie rocznice, przypadające w marcu ubiegłego roku — 90-lecie uznania przez mocarstwa zachodnie granicy polsko-litewskiej, co oznaczało przyznanie Wilna Rzeczpospolitej oraz 75-lecie polskiego ultimatum wobec Litwy, były właściwą okazją do zapoczątkowania dialogu na temat wydarzeń 20-lecia międzywojennego. By jak najpełniej poznać wspólną historię, ocenić ją, ale też wyciągnąć wnioski do budowy współczesnych relacji między Polską i Litwą.

Zbigniew Gluza
Zbigniew Gluza Fot. archiwum

W intencjach była poważna rozmowa, a nie »przepraszam« jako gest. Brak porozumienia w polsko-litewskich relacjach jest problemem na tyle głębokim, że same gesty nie wystarczą. Jak się porozumiewać? Publikując w »Karcie« 74 (w lutym 2013) montaż »Litwa zapalna«, zestawiający litewskie świadectwa z okresu 1920-38, odpowiadaliśmy na to pytanie. Przede wszystkim – wysłuchanie drugiej strony” — powiedział nam Zbigniew Gluza.
Jego ośrodek oraz czasopismo od lat pracuje nad tym porozumieniem, przybliżając Polakom litewski punkt widzenia na wspólną historię.
W ubiegłym i na początku tego roku, we współpracy z Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy w Wilnie, w „Karcie” opublikowany został wybór tekstów z dziennika Michała Römera z przełomu 1939/40 roku. Miało to być przedstawienie racji litewskiej strony, ale też przyczynkiem do wspólnej dyskusji. I faktycznie w kwietniu br. polski ośrodek i litewskie centrum zorganizowało taką dyskusję, która – jak później ją nasz rozmówca ocenił – była raczej przedstawieniem litewskich pretensji. Toteż dialog, który miał prowadzić do porozumienia, skończył się — nawet nie zacząwszy się. A bez porozumienia, również w sprawie Ponar, jak mówi historyk, przeprosiny za tzw. „okupację” nie mają sensu.

— Ale czy jest za co przepraszać? — zastanawia się były wiceminister kultury, sekretarz Związku Polaków na Litwie, Edward Trusewicz. – Sprawa zajęcia Wilna przez oddziały Lucjana Żeligowskiego jest wciąż tematem sporów historyków. I nawet litewscy historycy nie mają wspólnej oceny tamtych wydarzeń – wyjaśnia nasz rozmówca. Dodaje też, że sprawę przeszłości należy zostawić historykom.

Edward Trusewicz Fot. Marian Paluszkiewicz
Edward Trusewicz Fot. Marian Paluszkiewicz

— Politycy zaś powinni budować przyszłość – zaznacza Trusewicz.
Biorąc pod uwagę, że przeprosiny dotyczą dwóch stron – przepraszającego i przyjmującego przeprosiny – nasz rozmówca zauważa, że strona litewska, jako ta druga nawet nie jest gotowa do dialogu w kwestii wspólnej historii.
Jako były wiceminister kultury Trusewicz stał na czele grupy roboczej pracującej nad nowym projektem Ustawy o Mniejszościach Narodowych, więc dobrze zna nastawienie litewskich polityków względem kwestii polskiej mniejszości. Jak mówi nam, żadne przeprosiny raczej nie zmienią tego nastawienia.

— Gdy w całej Europie mniejszości narodowe są odbierane jako bogactwo narodowe i kulturowe państwa, u nas wciąż panuje przekonanie, że polska mniejszość to problem, który należy rozwiązać – zauważa Trusewicz. Obawia się też, że w tym kontekście, polskie „przepraszam” zamiast elementarnego przebaczenia, nie mówiąc już o słynnym przykładzie polskich biskupów „przebaczamy i prosimy o wybaczenie”, zmotywuje radykalnych litewskich polityków do „likwidacji skutków polskiej okupacji”, o czym już dziś mówi się w wielu rezolucjach i odezwach radykalnych ugrupowań. Właśnie przedstawiciele tych ugrupowań i historycy z nimi powiązani z entuzjazmem odebrali wyrwaną z kontekstu wypowiedź polskiego historyka, nazywając ją „jednym z nielicznych głosów rozsądku z Warszawy”.