Kijów obawia się rosyjskich „sił pokojowych” w Donbasie

169
Codziennie giną ludzie, w tym również cywile Fot. EPA-ELTA
Codziennie giną ludzie, w tym również cywile Fot. EPA-ELTA

Na wschodzie Ukrainy nadal codziennie giną ludzie, w tym również cywile, choć oficjalnie nadal obowiązuje zawieszenie broni podpisane przez władze w Kijowie i prorosyjskich separatystów w Donbasie.

Tzw. mińskie porozumienie zakłada również negocjacje ws. ułożenia relacji między oficjalnym Kijowem a samozwańczymi republikami – Doniecką i Ługańską – w ramach jednolitego państwa.
Tymczasem separatyści po tzw. lokalnych wyborach 2 listopada mówią, że rozmowy mogą dotyczyć współpracy, ale już tylko międzypaństwowej między Ukrainą a dwiema tzw. republikami ludowymi. Stawiają też warunek, żeby Ukraina wycofała się z „okupowanych” terenów, za które samozwańcze władze na wschodzie Ukrainy uważają dwa tamtejsze obwody. Grożą, że w przeciwnym razie siłą zajmą obszary kontrolowane przez wojsko ukraińskie. A napływający z Rosji do Doniecka i Ługańska sprzęt wojskowy i uzbrojenie świadczy, że prorosyjscy separatyści mogą niebawem spełnić swoje groźby. Będzie to oznaczało wznowienie z nową siłą konfliktu zbrojnego między Kijowem a samozwańczymi republikami, do którego przygotowuje się również ukraińska strona.
Wczoraj, 10 listopada, rzecznik prasowy ukraińskiego resortu obrony, Andrij Łysenko, poinformował, że nie zważając na prowokacje separatystów, strona rządowa będzie nadal przestrzegała zawieszenie broni. Jak wyjaśnił, reakcja na nieustające ostrzały sił rządowych przez separatystów stałoby się powodem dla Kremla do wprowadzenia na Ukrainę tzw. swoich sił pokojowych, które Rosja kiedyś wprowadziła do Abchazji, Naddniestrza czy Osetii Południowej.
Oficjalny Kijów obawia się, że nawet „pokojowa” otwarta rosyjska interwencja doprowadzi do zamrożenia konfliktu w Donbasie, który obok separatystycznych regionów Gruzji i Mołdawii stanie się kolejną na postsowieckiej przestrzeni enklawą kontrolowaną przez Kreml.

Petro Poroszenko
Petro Poroszenko

Według międzynarodowych obserwatorów, podpisując w Mińsku na Białorusi zawieszenie broni — strony konfliktu jedynie dały sobie czas na przegrupowanie sił i ich uzupełnienie po stratach w sprzęcie oraz ludziach po miesiącach krwawych walk.
Rosnącemu napięciu w Donbasie z niepokojem przyglądają się na Zachodzie.
W poniedziałek szef niemieckiej dyplomacji Frank Walter Steinmeier zaapelował do stron konfliktu o przestrzeganie pokojowych ustaleń z Mińska. Apel skierował też do Rosji, która neguje swoje wsparcie dla separatystów, choć dowody w postaci sprzętu i broni dostarczanych z Rosji do Doniecka i Ługańska zadają kłam oświadczeniom Moskwy. Obserwatorzy Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) poinformowali właśnie o kolejnych konwojach z uzbrojeniem, w tym czołgów i wyrzutni rakietowych zaobserwowanych pod Donieckiem.
OBWE wydała w sobotę komunikat, w którym wyraziło zaniepokojenie obecnością rosyjskich konwojów wojskowych oraz czołgów na wschodzie Ukrainy. Obserwatorzy misji donieśli o „konwojach czołgów i broni ciężkiej” w okolicach Doniecka i Makiejewki. W skład konwoju wchodziło ponad 40 czołgów i ciężarówek. Drugi konwój — 9 czołgów T72 i T64 — przemieszczał się na południu od Doniecka.
Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini nazwała tę informację „bardzo niepokojącą” i zaapelowała do Rosji, żeby powstrzymała napływ nowych posiłków dla separatystów na wschodzie Ukrainy.
„Apeluję do Rosji o wypełnienie swych zobowiązań pod tym względem, m. in. przez zapobieżenie dalszemu napływowi z jej terytorium na Ukrainę żołnierzy, broni czy bojowników i wycofanie z Ukrainy wszystkich żołnierzy, broni i sprzętu” — oświadczyła szefowa unijnej dyplomacji. Zaapelowała także do władz Rosji o użycie swych wpływów, żeby zmusić separatystów do wypełnienia mińskich zobowiązań.
Tymczasem separatyści chcą renegocjować ustalenia z Mińska, które, ich zdaniem, straciły na wadze po tym, jak Kijów zawiesił wcześniej przyznany separatystycznym rejonom specjalny status w składzie Ukrainy.
Władze samozwańczych republik, choć twierdzą, że ukraińskie prawo ich nie obowiązuje, zawieszenie specjalnego statusu dotyczących ich jednostek administracyjnych — uznali za złamanie mińskich porozumień.
Oficjalny Kijów natomiast za naruszenie uzgodnień z Mińska uznał przeprowadzone 2 listopada wybory w Doniecku i Ługańsku, dlatego wycofał wcześniej nadane specjalne pełnomocnictwa regionom zajętym przez separatystów.
W atmosferze narastającego konfliktu jego strony przygotowują się do kolejnej rundy negocjacji, która może odbyć się w białoruskiej stolicy jeszcze w tym tygodniu albo pod koniec miesiąca.
W poniedziałek, 10 listopada, separatyści oświadczyli, że do czasu tego spotkania wstrzymają wymianę jeńców wojennych. Oficjalny Kijów zmaga się też z wewnętrznymi problemami zarówno gospodarczymi, jak też politycznymi. Wczoraj, 10 listopada, minął właśnie termin, kiedy tamtejsza Główna Komisja Wyborcza miała podać oficjalny wynik październikowych wyborów parlamentarnych. Nie mogła jednak tego zrobić, bo wciąż nie są znane wyniki wyborów z kilku okręgach wyborczych. Już wiadomo natomiast, że konstytucyjną większość w nowym parlamencie zdobyły siły wywodzące się z Majdanu. Najwięcej – 132 posłów w 450-osobowym parlamencie zdobył Blok Petra Poroszenki. Współpracujący z nim „Narodowy Front” premiera Arsenija Jaceniuka będzie miał 82 posłów, a „Samopomoc”, która również dołączy do przyszłej koalicji rządzącej, zdobyła 33 miejsca w ukraińskiej Radzie Najwyższej. Aż 27 miejsc w niej zostanie nieobsadzonych, ponieważ nie przeprowadzono wyborów przedstawicieli okupowanego przez Rosję Krymu oraz części obwodów donieckiego i ługańskiego zajętych przez separatystów.