Więcej

    Miecz Steponavi’klesa znowu nad polskimi szkołami?

    Czytaj również...

    Fot.Marian Paluszkiewicz © 2012
    Po zwycięstwie liberałów rozpoczeło się dorzynanie polskich szkół Fot. Marian Paluszkiewcz

    Liberałowie nowo wybranego mera Wilna Remigijusa Šimašiusa przed wyborami obiecali tańszy prąd i gaz, a po wyborach zaczynają tradycyjnie — od dorzynania polskich szkół. Przynajmniej tak wynika z zapowiedzi pierwszego wiceprezesa Ruchu Liberałów oraz byłego ministra oświaty posła Gintarasa Steponavičiusa.

    Były minister, który przed kilkoma laty przeforsował w Sejmie ustawę oświatową ograniczającą polskie szkolnictwo w ogóle, teraz — z przysłowiowym mieczem Damoklesa — ma oczekiwania już do konkretnych polskich placówek oświatowych Wilna. Chodzi o legendarne polskie szkoły — im. Joachima Lelewela oraz im. Władysława Syrokomli, które ubiegają się o status szkół gimnazjalnych. W przekonaniu Steponavičiusa nie mają one żadnych szans na otrzymanie tego statusu. Najbliższa ich perspektywa — przekonuje sławetny minister — to szkoła początkowa lub progimnazjum.

    „W szkole Lelewela są piony polski i rosyjski, ale oczywistym jest, że pod względem liczby uczniów szkoła ta nie będzie mogła zostać gimnazjum. Będzie mogła funkcjonować jako szkoła podstawowa lub progimnazjum” — zaznaczył Gintaras Steponavičius w wywiadzie dla radia „Znad Wilii”. Dodał też, że jeśli rodzice i pedagodzy tych szkół będą chcieli zachować status szkół średnich, to mogą zakładać prywatną placówkę.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    „Samorząd im w tym powinien pomóc” — cynicznie dodał były minister. Tak samo też podkreślał w wywiadzie radiowym, że reorganizacja polskich szkół musi być dokonana w trosce o polskie szkolnictwo.

    „W Wilnie są dwa polskie gimnazja. Część polskich szkół ma prawo kompletowania 11-12 klas. Toteż w gimnazjach Jana Pawła II i Adama Mickiewicza brakuje uczniów, a z tego powodu cierpi przygotowanie do egzaminów, bo mają oni mniej przedmiotów do wyboru. Należy więc widzieć pełnię sytuacji i nie wolno stawiać na głowie całego systemu z powodu kilkunastu szkół” — powiedział były minister oświaty.

    Jego wypowiedź zaniepokoiła wspólnoty sławnych „dziewiętnastki” i „piątki”, które właśnie czekają na decyzję Ministerstwa Oświaty i Nauki o akredytacje gimnazjalne.
    „Mamy poparcie samorządu miasta Wilna. Teraz czekamy na decyzję ministerstwa, kiedy zechce nas akredytować” — powiedziała w rozmowie z „Kurierem” Edyta Zubel, dyrektorka dawnej „piątki”, czyli Szkoły Średniej im. Joachima Lelewela. Jej szkoła ubiega się o status gimnazjum specjalistycznego, które oferowałoby programy nauczania początkowego, podstawowego oraz średniego razem z nauczaniem o kierunku inżynieryjnym.
    „Spełniamy wszystkie kryteria gimnazjum specjalistycznego, również pod względem liczby uczniów” — zapewniła nas dyrektorka placówki.

    Również „Syrokomlówka” oczekuje na decyzję resortu. Szkoła ta zamierza realizować jeden z programów Ministerstwa Oświaty nauczania średniego oparty na wartościach chrześcijańskich. Obydwie placówki otrzymały poparcie samorządu, ale ostateczna decyzja zależy od resortu.

    Na razie jego plany na I półrocze nie przewidują podjęcia działań akredytacyjnych wobec szkół polskich. A decyzja ma zapaść do 1 września. Tak przewiduje ustawa.
    Tymczasem w Sejmie pojawiła się inicjatywa poparta przez ponad 30 posłów o prolongowanie do 1 września 2018 roku terminu reorganizacji placówek szkolnych. Prawdopodobnie o to zabiega również Ministerstwo Oświaty, które nie nadąża z procesem akredytacji szkół. Bo według przedstawionych danych, w całym kraju na reorganizację wciąż czeka 108 placówek z nieco ponad 450 szkół średnich.

    Dlatego, jak zauważa w rozmowie z „Kurierem” prezes stowarzyszenia „Macierz Szkolna” poseł Józef Kwiatkowski, dziwi nieco fakt, że były minister oświaty wskazał przede wszystkim na problem dwóch polskich szkół. Przy tym, jako argument w tej dyskusji przedstawia się, że litewskie szkoły w Wilnie są często przepełnione, gdy tymczasem polskie szkoły rzekomo świecą pustkami.

    Rys. Edgar Gaiduk
    Rys. Edgar Gaiduk

    „Absolutna nieprawda” — ucina dyskusję poseł Kwiatkowski.
    Sprawdzamy. Według danych stołecznego samorządu w „Syrokomlówce” uczy się prawie 900 uczniów, u „Lelewela” na Antokolu o połowę mniej, aczkolwiek placówka ta od lat dzieli pomieszczenia z litewskim miejscowym progimnazjum. Czyli…?

    „Obydwie szkoły mają prawie pełny komplet uczniów” — zauważa Kwiatkowski.

    Z danych samorządowych wynika coś więcej, że argument o utrzymywaniu szkół polskich kosztem dyskryminacji szkół litewskich trudno traktować inaczej niż w kategorii podżegania do waśni narodowościowych. W Wilnie jest szereg szkół litewskich, które świecą przysłowiowymi pustkami, ale o tym w dyskusji już nie mówi się. Podstawowa szkoła „Sausio 13” przeznaczona jest dla 800 uczniów, a uczęszcza do niej tylko 308. O ponad połowę mniej uczniów — 420 — uczęszcza również do stołecznego gimnazjum „Senvagės”, które może pomieścić około 880 uczniów. Podobna sytuacja w kolejnych szkołach — „Minties”, „Gerosios vilties”, „Spindulio” i jeszcze kilkunastu innych z litewskim językiem nauczania.
    Prezes „Macierzy Szkolnej” zauważa też, że litewscy politycy wciąż nie dostrzegają różnicy, że gdy w Wilnie działają szkoły litewskie, rosyjskie i polskie, to w innych miastach i rejonach są tylko szkoły litewskie.
    „Dlatego nie można stawiać tych samych warunków dla wszystkich placówek” — mówi prezes. Podkreśla też społeczny status szkół mniejszości narodowych, które, pomimo że są placówkami oświatowymi, częstą też pełnią rolę ośrodków polskiej wspólnoty.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    220. rocznica III rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów

    Dokładnie 220 lat temu z mapy Europy, w jej samym centrum, zniknął unikalny organizm państwowy, który na parę lat przed jego unicestwieniem zdążył jeszcze wydać na świat pierwszą na kontynencie konstytucję. Na jej podstawie miało powstać współczesne, demokratyczne na...

    Kto zepsuł, a kto naprawi?

    Przysłowie ludowe mówi, że „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. I tak zazwyczaj w życiu bywa. W polityce też. Po zakończeniu maratonu wyborczego w Polsce nasz minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius wybiera się do Warszawy. Będzie szukał kontaktów z...

    Oskubać siebie

    Będący już na finiszu przetarg na bojowe maszyny piechoty został raptem przesunięty, bo Ministerstwo Ochrony Kraju tłumaczy, że otrzymało nowe oferty bardzo atrakcyjne cenowo i merytorycznie. Do przetargu dołączyli Amerykanie i Polacy. Okazało się, co prawda, że ani jedni,...

    Odżywa widmo atomowej elektrowni

    Niektórzy politycy z ugrupowań rządzących, ale też część z partii opozycyjnych, odgrzewają ideę budowy nowej elektrowni atomowej. Jej projekt, uzgodniony wcześniej z tzw. inwestorem strategicznych — koncernem Hitachi — został zamrożony po referendum 2012 roku. Prawie 65 proc. uczestniczących w...