Piłsudski: Litwini walczący o niepodległą Polskę

430
Piłsudski: Litwini walczący o niepodległą Polskę Fot. Marian Paluszkiewicz
Piłsudski był nie tylko Litwinem, ale w ¾ był Żmudzinem, gdyż troje z jego dziadków urodziło się na historycznej Żmudzi – mówi „Kurierowi” prof. Alfredas Bumblauskas Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie można sobie wyobrazić świętowania Niepodległości Polski bez wspominania Józefa Piłsudskiego. Trudno również pominąć pierwszego prezydenta II Rzeczpospolitej, Gabriela Narutowicza.

Jak to się stało, że po stronie odbudowy Polski stanęli tak mocno przedstawiciele starych, litewskich, a nawet – żmudzkich rodów?

Spojrzenie na udział spadkobierców tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego w walce o niepodległą Polskę i jej granice, nawet wbrew odradzającej się również Litwie, przez długi czas było jednoznaczne. Dla Polski byli oni po prostu Polakami, dla Litwy — zdrajcami sprawy narodowej.
Dziś, gdy dawne spory już nie dzielą, stopniowo pojawia się nowe, nieco głębsze zrozumienie wspólnej historii.

Marszałek Józef Piłsudski lubił mówić o sobie, że jest „starym Litwinem” i dobrze czuł się w otoczeniu litewskiego ziemiaństwa.
— Był nie tylko Litwinem, ale w ¾ był Żmudzinem, gdyż troje z jego dziadków urodziło się na historycznej Żmudzi. Kultura, którą żyli ci ludzie, także jej polskość jest głęboko osadzona w historii Wielkiego Księstwa Litewskiego – wyjaśnia w rozmowie z „Kurierem” prof. Alfredas Bumblauskas.

Jak to się stało, że właśnie Litwin stał się symbolem polskiej walki o niepodległość?
— Żeby zrozumieć tę sytuację, trzeba sięgnąć bardzo głęboko, do czasów Wielkiego Księstwa Litewskiego. Już wtedy język polski stał się językiem państwowym WKL. W następnych wiekach polskojęzyczna szlachta coraz bardziej utożsamiała się z polskim ruchem narodowym. Dlatego później tak wielkie poparcie mógł zyskać Żeligowski — też przecież pochodzący z terenów WKL. Dopiero od niedawna ta sprawa zaczyna być dostrzegalna w litewskiej historiografii – zauważa historyk.

W okresie zaborów, w sytuacji braku własnego państwa większe i coraz większe znaczenie odgrywała kultura, a w tej przecież nośnikiem jest przede wszystkim wspólny język. Na przełomie XIX i XX w. okazało się, że bardzo duży procent litewskiej szlachty stanął po przeciwnej stronie barykady niż litewski ruch narodowy.

Przedstawiciele starych rodów, dla których język polski był językiem ojczystym, stając po stronie polskiego ruchu narodowego, stawali jednocześnie w obronie Litwy, ale nie takiej, jakiej chcieli twórcy nowego litewskiego państwa. Obecnie coraz częściej można spotkać się z poglądem, że konflikt, który pozornie wygląda na polsko-litewski, faktycznie był konfliktem dotyczącym dwóch wizji niepodległej Litwy. Wynikał on w pewnej mierze z niezrozumienia, w pewnej zaś z szerzącego się po obu stronach nacjonalizmu.

— „Starolitwini”, czyli potomkowie bojarów i szlachty byli od wieków narodem politycznym. Nie zrozumieli jednak litewskiego odrodzenia narodowego. Zgadzam się z tezą, jaką już dawno wygłosił Stanisław Cat-Mackiewicz, że utożsamienie się litewskiej szlachty z mniejszością narodową, czyli z Polakami było błędem – podkreśla prof. Alfredas Bumblauskas.

Oczywiście, cała szlachta nie stanęła po stronie polskiego ruchu narodowego. Michał Römer czy choćby Stanisław Narutowicz, brat Gabriela są tego przykładami. Także Donatas Malinauskas – to sygnatariusze Aktu Niepodległości Litwy z 16 lutego 1918 r. Nie było ich jednak wielu.

— Na szersze spojrzenie na kwestię narodu zamykał nacjonalizm. Litewski, ale też polski, reprezentowany przez Dmowskiego. Polskojęzyczność w tym czasie na Litwie odbierano jak coś obcego. Zdarzały się jednostki, jak np. ks. Antanas Viskantas, który mówił przez całe trzecie dziesięciolecie XX w., że nie może być niepodległej Litwy bez sojuszu między „Starolitwinami” a „Młodolitwinami”. Ale, niestety, takich ludzi było zbyt mało – mówi historyk.

— To były czasy, w których po obu stronach dominowały tendencje nacjonalistyczne, w dużej mierze oparte na nacjonalizmie językowym. W pewnym sensie są one obecne do dzisiaj. Jerzy Giedroyc mówił, że Polską rządzą dwie trumny: Piłsudskiego i Dmowskiego. Żartowałem kiedyś, że Polacy są pod tym względem bogatsi, bo my mamy tylko jedną trumnę — Smetony. Nacjonalizmu językowego nadal jest dużo i trudno powiedzieć, kiedy powstanie dla niego dobra alternatywa, ale w historiografii zrobiono już bardzo dużo, by przekonać ludzi, że to właśnie język polski jest językiem Radziwiłłów — podkreśla Bumblauskas.

Prof. Alfredas Bumblauskas
Prof. Alfredas Bumblauskas

A sam Marszałek? Czy jest szansa na to, że na Litwie będzie kiedyś cieszył się szacunkiem lub choćby — zrozumiany? Przecież on, Litwin, walczył nie tylko o odbudowę niepodległej Polski, ale także w obronie Europy przed bolszewikami. Łatwo sobie wyobrazić, jak potoczyłaby się historia Litwy, gdyby nie zwycięstwo Polaków w Bitwie Warszawskiej.

Prof. Bumblauskas uważa, że mimo to spojrzenie na samego Piłsudskiego powoli się zmienia.
— Coraz częściej jego nazwisko pojawia się w kontekście Cudu nad Wisłą. Wpływ na to mają nie tylko historycy, ale także np. film Jerzego Hoffmana „1920 Bitwa Warszawska”. Coraz głośniej zauważa się, że Piłsudski szedł do Wilna nie tylko ze względów sentymentalnych, ale przede wszystkim – strategicznych. Doskonale rozumiał, że najważniejszym wrogiem są bolszewicy – dodaje historyk.

Ale przecież nie tylko Piłsudski. Szacunku, wyrażającego się choćby w budowie pomnika w Wilnie, nie doczekał się także Jagiełło, mimo że jego znaczenie dla obu krajów, jak i historii Europy jest niezaprzeczalne.

— To kolejny stereotyp z czasów międzywojennych. Musimy pamiętać, że nasza świadomość narodowa powstawała w okresie międzywojennym — na tle konfliktu z Polską. To naturalne, że polskość jest obca i pod tym kątem spoglądamy na całą historię, poczynając od Jagiełły. Dziś jednak mogę powiedzieć, że czasy Wielkiego Księstwa Litewskiego, aż do Tadeusza Kościuszki powoli zostają doceniane. Nie ma już powtarzanych dogmatycznie cytatów z „Historii Litwy” Šapoki. Przypominamy sobie powoli o Sienkiewiczu, Gombrowiczu. Dostrzegamy, że ich korzenie sięgają Wielkiego Księstwa Litewskiego. Piłsudski musi jednak jeszcze trochę poczekać. Zbyt wiele wiąże się kontrowersji z tą postacią – podsumowuje prof. Alfredas Bumblauskas.