Więcej

    Reżyser Jan Buchwald o zbliżającej się premierze i współpracy z Polskim Teatrem w Wilnie

    Czytaj również...

    „Chciałbym, by publiczność, która przyjdzie i zobaczy nasz spektakl miała satysfakcję teatralną” – mówi reżyser, Jan Buchwald Fot. Marian Paluszkiewicz

    Już w najbliższą niedzielę, w Domu Kultury Polskiej w Wilnie odbędzie się premiera sztuki Gabrieli Zapolskiej „Ich czworo. Tragedia ludzi głupich w trzech aktach” w wykonaniu aktorów Polskiego Teatru w Wilnie. „Chciałbym, by widzowie świetnie się bawili, ale ze spektaklu wyszli z pewną refleksją na bardzo ważne tematy” – powiedział „Kurierowi Wileńskiemu” Jan Buchwald, reżyser spektaklu.


    W jaki sposób nawiązał Pan współpracę z zespołem Polskiego Teatru w Wilnie? Od kogo wyszła inicjatywa?

    Ten pomysł zrodził się poza nami, w zasadzie można powiedzieć, że zostaliśmy wyswatani. W ubiegłym roku teatr w Toruniu zaproponował, żebym z aktorami Polskiego Teatru w Wilnie nagrał wszystkie księgi „Pana Tadeusza”. Przyjechałem więc do Wilna, poznałem aktorów, zrobiłem obsadę i zrealizowaliśmy projekt, uważam, że z wielkim powodzeniem. Jeszcze w trakcie pracy nad „Panem Tadeuszem” Irena Litwinowicz, kierownik artystyczny Polskiego Teatru w Wilnie zaproponowała, by naszą współpracę kontynuować w teatrze. Zastanawiałem się, co mogłoby to być, przeglądałem stare afisze, zdjęcia zespołu z poprzednich spektakli. Pomyślałem, że byłoby dobrze spróbować takiego realistycznego, komediowego tekstu, z tzw. małej klasyki polskiej. Do tego świetnie nadaje się twórczość Gabrieli Zapolskiej. Uważam, że „Ich czworo” to bardzo dobry dramat, trochę gorzka komedia, niektórzy mówią – tragifarsa. To tekst, który śmieszy, ale także pozwala trochę pomyśleć. Reżyserowałem ten spektakl ponad 20 lat temu, w Kaliszu. Co więcej – przyjechałem z nim nawet do Wilna. Trochę na zasadzie sentymentów, pomyślałem, że warto tu z tym spektaklem wrócić.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Ten spektakl w Kaliszu był dosyć ważnym w Pana pracy jako reżysera…

    Tak. Otworzył moją dyrekcję, był chętnie oglądany. Niektórzy uważali wtedy, że na początek to zbyt skromny dramat, że na początek potrzeba czegoś większego, jak np. „Dziady”. Ja byłem przekonany, że wybrałem słusznie. Chciałem zacząć przede wszystkim od poznania aktorów, a taki realistyczny dramat psychologiczny, gdzie nie można schować się za wielką akcją czy efektami, jest do tego idealny. To wielki sprawdzian umiejętności aktorów, którzy zostają ze słowem i prawdą psychologiczną.

    Czym różni się ta wileńska realizacja?

    Odczytałem tekst na nowo, może zwróciłem uwagę na nieco inne sprawy. Te wydarzenia mogłyby się rozgrywać w zasadzie w każdym miejscu i czasach, a my postanowiliśmy umieścić akcję w Wilnie lat 30-tych. Pojawią się więc pewne akcenty związane z tymi konkretnymi uwarunkowaniami. Wśród nich będzie również numer dziennika „Kuriera Wileńskiego” z tego okresu.

    Czy łatwo jest pracować nad spektaklem na odległość?

    Dlaczego na odległość? W zasadzie od kwietnia jestem w Wilnie. Próby odbywają się w trzech dwutygodniowych cyklach, w sumie przeprowadzimy ich ok. 50. Jest to przede wszystkim ciężka praca na miejscu, tak, jak zwykle w teatrze. Spektaklu, który trwa półtorej godziny, nie da się zrobić zaocznie. Zaczynamy od prób analitycznych, to trwa ok. tygodnia. Czytamy, rozmawiamy o postaciach, o sztuce. Potem powstaje zarys scenografii, próbujemy się poruszać, wymyślać jakieś sytuacje, relacje między postaciami… To wszystko wymaga wiele pracy i czasu. Teraz, tuż przed premierą, składamy to wszystko w całość, dodajemy muzykę, światło dekoracje. Efekt naszej pracy będzie można obejrzeć w niedzielę.

    Jak współpracuje się Panu z zespołem, który nie jest zawodowym teatrem?

    Fantastycznie. Często pytają mnie o to także moi znajomi. Aktorzy, z którymi tutaj pracuję, to rzeczywiście ludzie, którzy na co dzień wykonują inne zawody, ale nie nazwałbym ich amatorami. Oni wszyscy naprawdę skutecznie połknęli tego bakcyla teatralnego. Wiedzą doskonale, na czym polega budowanie roli, technika aktorska. Przez kilkadziesiąt lat istnienia tutaj polskiego teatru można powiedzieć, że wykształciła się tu pewnego rodzaju szkoła aktorska. Pani Irena Litwinowicz, która jest zawodowym reżyserem dba o to, by tych młodych aktorów nie zabrakło.

    Jakie są Pana oczekiwania wobec zbliżającej się premiery?

    Przede wszystkim chciałbym, by publiczność, która przyjdzie i zobaczy nasz spektakl, miała satysfakcję teatralną. W tym przypadku miałaby ona polegać na podwójnym odbiorze. Chciałbym, by widzowie świetnie się bawili, ale ze spektaklu wyszli z pewną refleksją na bardzo ważne tematy. W tej sztuce wszystko wygląda śmiesznie, ale tak naprawdę to smutna, rodzinna historia, w której kryje się wielkie niespełnienie, brak szczęścia i zgody. Chciałbym także, by satysfakcję ze swojej gry mieli aktorzy, by poczuli tę właściwą interakcję z widownią, by czuli, że są dobrze odbierani. Takie są moje marzenia przed premierą.

     

    Premiera spektaklu „Ich czworo. Tragedia ludzi głupich w trzech aktach”
    Dom Kultury Polskiej w Wilnie
    17 czerwca 2018 r., godz. 17.00
    Bilety do nabycia w sekretariacie DKP, pokój 203. Cena biletu 7 euro.

    Reklama (dobiera algorytm zewnętrzny na podst. ustawień czytelnika)

    Afisze

    Więcej od autora

    O polskiej inteligencji w Związku Sowieckim

    Spotkanie w Wilnie w symbolicznym miejscu Słownik prezentuje sylwetki nauczycieli, naukowców i innych przedstawicieli polskich elit, którzy po 1945 r. pozostali na terenach wcielonych do Związku Sowieckiego. Wielu z nich nie miało możliwości kontynuowania działalności w czasach komunizmu, wszyscy narażeni...

    Nie wiemy, kto był Litwinem a kto Polakiem. Symboliczna uroczystość w Jewiu

    Polacy i Litwini żegnają wspólnie poległych Mszę św. koncelebrowali abp Gintaras Grušas, biskup polowy i metropolita wileński, bp Jonas Ivanauskas, biskup koszedarski. W uroczystości wzięli udział m.in.: ambasador RP na Litwie Urszula Doroszewska, wiceminister obrony narodowej Litwy Zilvinas Tomkus, mer...

    „Losy polskich zesłańców i wygnańców” — uroczysty finał konkursu

    Ocalić rodzinne historie Uczestnicy konkursu mieli za zadanie opisanie rodzinnej historii, związanej z zesłaniem lub też przesiedleniami Polaków z Wileńszczyzny. Nadesłane prace były nie tylko ocenione przez jury, ale także — co może jeszcze ważniejsze — wydane w formie niewielkiej...

    Koniuchy to wyjątkowe miejsce dla Polaków

    Mord w Koniuchach to przykład jednej z wielu zbrodni w czasie II wojny światowej, której ofiarą padli cywile. Choć doszło do niego w czasie niemieckiej okupacji (w nocy z 28 na 29 stycznia 1944) sprawcami nie byli wówczas Niemcy....