Wilno nie przestało być dla mnie domem

Siostra Anna Mroczek: Uznaję za wielką łaskę, że mogłam aktywnie uczestniczyć w cudzie powstania Centrum Kształcenia Rodziny

Siostra Anna Mroczek, zdobywczyni ex aequo, wraz z Tadeuszem Romanowskim, tytułu Polak Roku 2019 „Kuriera Wileńskiego”, należy do bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr od Aniołów. Mimo że mieszka w podwarszawskim domu zgromadzenia, nie zerwała więzów z Wileńszczyzną. W Nowej Wilejce dzięki jej staraniom ruszyło Centrum Kształcenia Rodziny.

Od kilku lat mieszka Siostra w Konstancinie-Jeziornie pod Warszawą. Jak to się stało, że została Siostra zgłoszona jako kandydatka na Polaka Roku „Kuriera Wileńskiego”?

W 2008 r., po 14 latach posługi na Wileńszczyźnie, zostałam wezwana do Zarządu Generalnego Zgromadzenia, który stacjonuje w Konstancinie-Jeziornie. W poprzedniej sześcioletniej kadencji byłam zastępczynią przełożonej generalnej, obecnie jestem odpowiedzialna za finanse zgromadzenia. Przez te 12 lat nigdy nie zapomniałam o Wileńszczyźnie, szczególnie w kontekście naszej anielskiej posługi, którą pełnimy tutaj nieprzerwanie od ponad 130 lat! Różne potrzeby zaś sprawiały, że wręcz regularnie tutaj przyjeżdżałam, w ostatnich trzech latach szczególnie, gdy rozpoczął się remont budynku na potrzeby Centrum Kształcenia Rodziny. Jak to się stało, że zostałam zgłoszona? O to postarały się „moje dzieci”, jak zwykłam nazywać teatr Betania, który założyłam na początku mojej pracy w Wileńskiej Szkole Średniej, obecnie Gimnazjum im. J.I. Kraszewskiego w Nowej Wilejce. Był aktywny do beatyfikacji Jana Pawła II, czyli do 2011 r. Nasze relacje są jednak wciąż żywe. To członkowie teatru Betania jako pierwsi uznali, że zasługuję na tytuł Polaka Roku.

Girl in a jacket

Jaką Wileńszczyznę pamięta Siostra sprzed swojego wyjazdu? Jak się zmieniła?

Trudno mi mówić o jakichś zapierających dech spostrzeżeniach, bo często tu jestem, więc niemożliwe, by w krótkim czasie zdążyły się dokonać zmiany nie do poznania. Obserwuję zaś permanentną zmianę na lepsze, jeśli chodzi o poziom estetyki życia. Gdy przyjechałam tu w 1994 r., chleb w sklepie podawano z żelaznego rusztu i zawijano w szary, gruby papier. Wszystko było przesiąknięte komunistycznym pragmatyzmem. Obecnie Wilno, szczególnie jego Starówka, jest piękne i ciągle upiększane; prowadzone są restauracje wielu zabytkowych budynków. Mentalność ludzi zmienia się oczywiście wolniej niż zewnętrzny wygląd, ale to też spostrzegam pozytywnie. Zaraz po przyjeździe przyszła mi do głowy taka myśl: „Tu ludzi są bardziej ludzcy, a dzieci bardziej dziecinne”. Gdy dłużej przyglądałam się tutejszemu społeczeństwu, stwierdziłam, że więzy międzyludzkie, do których każdy człowiek jest naturalnie predysponowany, są tutaj mocniejsze i żywsze. A znaczy to tyle, że proces atomizacji społeczeństwa, który jest jednym z symptomów jego sekularyzacji, tutaj, na szczęście, nie zdążył jeszcze nieodwracalnie zniszczyć relacji rodzinnych, sąsiedzkich, przyjacielskich, przynajmniej w takiej dzielnicy, jaką jest Nowa Wilejka.

Jak wygląda obecnie Siostry zaangażowanie na Wileńszczyźnie?

W myśl słynnej frazy Antoine’a de Saint Exupéry’ego – „Na zawsze jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś” – wiele moich powinności ma w niej swoje wyjaśnienie. Ktoś potrzebuje modlitwy, innemu trzeba przywieźć księdza albo tylko lekarstwa, ktoś inny potrzebuje zwyczajnej rozmowy, by wylać swój ból, „dzieci” zapraszają na swoje śluby, chcą pokazać swoje domy i dzieci. Co i raz czynię starania, by w ramach partnerstwa miast Konstancina-Jeziorny i Nowej Wilejki (którego zawarcia byłam przyczyną) grupy dzieci przyjechały do Polski, tudzież w drugą stronę. Są to doraźne zaangażowania, natomiast systematycznie, od 2006 r., publikuję artykuły na łamach „Magazynu Wileńskiego”. Od 2004 r. redaguję anielski kalendarz, w którym zawsze popularyzuję anioły Wilna, a który dociera do Wilniuków dzięki redakcji „Tygodnika Wileńszczyzny”, a ostatnio także redakcji „Spotkań”.
Od trzech latach determinacją moich przyjazdów na Litwę była rekonstrukcja budynku, który kiedyś służył jako plebania, potem szpital, a teraz będzie schronieniem dla Centrum Kształcenia Rodziny.

Jak będzie wyglądała działalność Centrum Kształcenia Rodziny w Nowej Wilejce?

Będzie to placówka oświatowa, która ma wspierać rodzinę na każdym etapie. Jest już zarejestrowana jako placówka pożytku publicznego. W systemie weekendowym będą prowadzone szkolenia, warsztaty, sesje na tematy rodzinne, mające na celu nie tylko działanie nastawione na interwencje kryzysowe, ale szeroko pojętą profilaktykę; dedykowane więc będą wszystkim rodzinom! Będą działać gabinety specjalistyczne, ukierunkowane na pomoc indywidualną, zgodnie z zapotrzebowaniem społecznym – prawnika, mediatora rodzinnego, psychoterapeuty, logopedy itp. Przez cały tydzień dom będzie otwarty dla przedszkolaków. W perspektywie myślimy też o klubie seniora. Na poddaszu urządzana jest kaplica, aby wszystko odbywało się tu pod miłosiernym okiem Zbawiciela w duchu jego Ewangelii i pragnienia, by dom jego był zapełniony.

Czy zamierza Siostra powrócić na Litwę, żeby zająć się rozwojem jego działalności? Może tytuł Polaka Roku jest do tego zachętą?

To, że udało się z murów, które przez minione ćwierćwiecze niszczały (a wokół których wiele lat chodziłam, zawsze wzdychając do Boga o pomoc), wydobyć dzisiejszy blask, to dla mnie prawdziwy cud! Uznaję za wielką łaskę, że mogłam w tym cudzie aktywnie uczestniczyć! To trzeba zachować w pamięci na trudne dni, że Bóg swoim Boskim Tchnieniem dmie w żagle naszych wzniosłych marzeń. Moja patronka, św. Teresa od Dzieciątka Jezus, mawiała, że to Bóg daje marzenia, a daje je po to, by je spełniać! CKR jest tego potwierdzeniem. Czy zamierzam powrócić na Litwę? Jeden z betaników na pożegnanie napisał: „Człowiek winien do domu wrócić… a więc czekamy!”. Wilno nie przestało być dla mnie domem i mam nadzieję, że na zawsze nim zostanie.


FOT. NAUJOSIOS VILNIOS SENIŪNIJA/FACEBOOK


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 5(13) 01-07/02/ 2020