Emocje trzeba przyjąć, a najlepiej wyrażać je poprzez słowa

145
Lucyna Narkiewicz-Skórko Fot. archiwum prywatne

O trudne emocje dorosłych i dzieci wywołane kwarantanną, o to, jak sobie radzić ze stresem i z lękiem przed koronawirusem, „Kurier Wileński” zapytał psycholog dziecięcą Lucynę Narkiewicz-Skórko.

Kwarantanna to trudny okres dla wszystkich domowników. Nasze dzieci również są zaniepokojone nową dla nich sytuacją, przeżywają stres, martwią się, kiedy zakończy się stan niepewności, boją się o zdrowie własne i osób najbliższych. Jak rodzice mogą pomóc dziecku w opanowaniu lęku?

Wszyscy znaleźliśmy się w zupełnie nowej sytuacji i sama ta nowość budzi niepokój, bo to, czego nie znamy, to nas przestrasza. Tak naprawdę jest to sytuacja kryzysowa. Dotknęła wielu ludzi, którzy muszą przeorganizować swoje życie, swoją pracę, swoją naukę w zupełnie nowych warunkach. Do tego dochodzi niepokój o wirus, niepokoimy się o swoje zdrowie, o zdrowie swoich bliskich, ponadto nie wiemy na ten temat zbyt wiele. Informacje o wirusie dobiegające z różnych krajów przyczyniają się do wzrostu niepokoju.
W obliczu takiego kryzysu wszystkie mechanizmy, które dotąd pomagały człowiekowi funkcjonować, zostały zaburzone. Człowiek potrzebuje czasu, żeby się przestawić na nowe tory. W tej sytuacji pierwszą rzeczą jest uświadomienie sobie, że niepokój, który przeżywamy, jest normalny. Każdy z nas go przeżywa. Intensywność przeżywania u różnych osób może być różna, ale każdego to dotknęło. To jest normalne. Nie tylko ja nie umiem się pozbierać, nie umiem tego poukładać, nie ogarniam tego wszystkiego – tak naprawdę każdy z nas tak ma.

Wystarczy nazwać emocje, a dziecko wtedy otrzymuje sygnał: „O! Mama (tata) mnie rozumie!”. To pomaga przetrwać

Jak w tej sytuacji możemy pomóc dziecku?

Dzieci ze względu na swój wiek rozwojowy mają mniej doświadczenia w tym, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, dlatego potrzebują dorosłego. Emocje dzieci w dużej mierze zależą od stanu emocjonalnego dorosłych. Jeżeli ja jestem podenerwowana, niecierpliwa, to moje dziecko wyczuwa ten niepokój i też zaczyna się niepokoić, bo myśli sobie, że skoro jest coś, z czym dorosły sobie nie radzi, to znaczy to jest coś, czym trzeba się martwić. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w samolocie – żeby się uratować, maskę tlenową najpierw zakłada osoba dorosła, później pomaga dziecku. Żeby pomóc dzieciom przejść przez to wszystko, ja jako dorosły – mama, tata, nauczyciel – muszę zadbać o swój stan emocjonalny: umieć się wyciszyć, przeorganizować swoje myśli, zrelaksować, odpocząć. Gdy dziecko zobaczy, że mama jest przez większość dnia w miarę spokojna, przytuli dziecko, odpowie na pytania, ono również się uspokoi.

Po czym możemy poznać, że dziecko się boi, nawet jeżeli nie mówi nam o swoich odczuciach?

Dzieci, zwłaszcza małe, jeśli odczuwają strach, niepokój, chcą się przytulić, włażą nam na kolana, „przylepiają się” do nas. Niepokój może się przejawić również w ten sposób, że dziecko nie chce już spać samo w swoim pokoju. W trudniejszych przypadkach mogą się pojawić objawy somatyczne, np. ból brzuszka, ból głowy, rozkojarzenie.

Jak możemy pomóc dziecku w opanowaniu lęku?

Pomóc znaczy usłyszeć, zauważyć, co dziecko przeżywa. Chodzi o nazwanie emocji: „Boisz się teraz”, „Wygląda na to, że się bardzo niepokoisz”. Wystarczy nazwać emocje, a dziecko otrzymuje sygnał: „O! Mama (tata) mnie rozumie!”. To pomaga przetrwać, dziecko rozumie, że nie jest samo, dostaje sygnał, że ma wsparcie u mamy i taty. Trzeba też być otwartym na to, co dziecko czuje. Nie mówmy dziecku: „Dobra, uspokój się, nie będziemy się teraz tym zajmować”. Nie da się na rozkaz ani uspokoić, ani zdenerwować. Te uczucia, które mamy, należy przyjąć, zaakceptować. To nie znaczy, że akceptujemy pewne zachowania, np. kiedy dziecko się złości i rzuca zeszytem. Może nam za to wtedy powiedzieć: „Mamo, pomóż mi, nie umiem sobie poradzić”. Uczucia akceptujemy, niewłaściwym zachowaniom mówimy: stop.

Musimy siebie i dzieci nauczyć umiejętności oddzielania tego, na co ja mam wpływ, od tego, co ode mnie nie zależy

Jak należy rozmawiać z dzieckiem o zagrożeniu koronawirusem?

W zależności od wieku – jego językiem, na tyle szczegółowo, na ile potrafi to zrozumieć. Mniejszemu dziecku można powiedzieć, co to jest za choroba, jak się przenosi i jak można siebie ochronić, żeby się nie zarazić. I wystarczy. Nas, dorosłych, też „się wkręca” różnymi informacjami na Facebooku, w internecie. Radziłabym, by wiadomości na ten temat przyjmować raz dziennie, np. w obejrzeć serwis w telewizji – to tyle, ile muszę wiedzieć. Więcej nie czytam, bo to generuje niepokój. Nie straszmy dzieci danymi statystycznymi o kolejnych przypadkach zachorowań czy śmierci z powodu koronawirusa. Chyba że będą to przypadki wyzdrowień – warto zwracać uwagę na pozytywne aspekty sytuacji. My, dorośli, z liczbami sobie poradzimy. Dzieci nie umieją sobie z tym radzić.
Swoim przykładem zapewniajmy dziecko, że będziemy robili wszystko, żeby nie zachorować. To znaczy: wychodzimy do sklepu raz w tygodniu, na spacer idziemy do lasku, gdzie nie ma ludzi, od ludzi trzymamy się na odległość, zakładamy maski i rękawiczki, czyli stosujemy się do zaleceń służb. To jest dla dziecka wystarczające zapewnienie, że robimy wszystko, żeby pozostać zdrowym.

Kwarantanna narzuciła dzieciom wymóg zdalnego uczenia się. Jak zmotywować dziecko do samodzielnej pracy, kiedy tak bardzo mu się nie chce siąść do zadań?

Jeżeli dziecko było wcześniej samodzielne, to teraz będzie potrzebowało tylko trochę pomocy. Jeżeli nie było samodzielności, to musimy jej dziecko nauczyć. Jeśli nie było ono wcześniej zmotywowane do nauki, to mamy jeszcze większy kłopot. Zorganizować nauczanie w domu pomoże jasno ustalony plan dnia. Wyznaczamy godzinę, o której wstajemy, jemy śniadanie, od której do której jesteśmy zajęci swoimi obowiązkami. Potem obiad, czas wolny. Kiedy dziecko czegoś nie chce, bo ma np. gorszy dzień, dajemy mu wybór: zrobisz to teraz czy zrobisz to za dwie godziny? Nie dopuszczamy możliwości, że dziecko może nie wykonać jakiegoś zadania, tylko ustalamy, kiedy je zrobi.

Nowy sposób nauczania jest dla dziecka również źródłem stresu – szwankuje sprzęt, zawiesza się internet, trzeba szybko przesłać zadania. Jak sobie radzić w takich sytuacjach?

Musimy siebie i dzieci nauczyć umiejętności oddzielania tego, co zależy ode mnie, na co ja mam wpływ, od tego, co ode mnie nie zależy. Zawiesił się internet? Trudno, nie denerwujemy się tym, na co nie mamy wpływu, co nie jest w polu naszej odpowiedzialności. Szukamy innego rozwiązania, jak ten stres zniwelować. Jeśli dziecko wykonało pracę, a nie może jej przesłać swojemu nauczycielowi, może dać sygnał, że praca została wykonana i jak tylko pojawi się możliwość, zostanie przesłana.

Wszystkie emocje są okay. Niektóre mogą być jednak niewygodne. Trzeba sobie przypomnieć, co nam pomaga się odprężyć

Czy w okresie kwarantanny zmieniły się problemy, z którymi rodzice zwracają się najczęściej? O co pytają rodzice, czym niepokoją się dzieci?

W telefonach, które otrzymuję, zauważam trochę większy niepokój. Ujawniają się przypadki dzieci ze zwiększonym odczuwaniem niepokoju, pojawiają się nawet myśli samobójcze! Stan emocjonalny dzieci zależy np. od warunków, jakie dzieci mają w domu – jedne mają większą przestrzeń, inne zupełnie maleńką. Życie w mieszkaniu dwupokojowym, w którym mieszka pięć, sześć osób, jest trudne. Domownicy są skazani na siebie przez 24 godziny na dobę. Bardzo trudno jest wtedy o przestrzeń prywatną, która jest bardzo potrzebna. Warto zorganizować dziecku jakiś własny kącik, żeby mogło ono pobyć samo. Są rodziny, które dotąd nie miały dobrych relacji – w takich przypadkach jest trudniej.
Dorośli podobnie – jest napięcie, bo muszą ogarnąć i pracę zawodową, i „dyżur w stołówce”, bo ktoś gotuje dla domowników, i szkolne obowiązki dzieci, bo młodszym dzieciom trzeba asystować. Wszystko to trzeba zorganizować, a możemy mieć wrażenie, że nic nam nie wychodzi. Czas mija, prace się mnożą, a ja nie potrafię im podołać. Tutaj też bym radziła się wyciszyć i uspokoić. To da się zrobić, ale nie na raz, potrzeba zorganizowania i rozplanowania. Jeśli dziecko mnie potrzebuje od godz. 9 do 12, to przez te trzy godziny zajmuję się tylko dzieckiem. Potem jemy obiad, ono ma czas wolny, a ja siadam do pracy. Staram się robić jedną rzecz w jednym czasie, żeby nie generować niepokoju. Bo kiedy się denerwuję, kiedy robię wszystkie rzeczy naraz, to tak naprawdę dobrze nie wychodzi mi nic. Znowu mam poczucie fiaska. Tymczasem można sobie pomóc i przeorganizować czas.
Ważne jest też, by zachować relacje z innymi ludźmi – dzwonić, rozmawiać. Zadbać o swoje najważniejsze potrzeby: sen, odżywianie się, ruch. W sytuacjach stresowych pierwszą oznaką, która mówi o tym, że nie dajemy sobie rady, jest zaburzenie snu. Nie możemy zasnąć, nie możemy spać, nawet gdy zaśniemy na kilka godzin, budzimy się wymęczeni. Wpadamy w błędne koło. Warto na takie rzeczy zwrócić uwagę.

Kwarantanna to okres, kiedy nie radzimy sobie z różnymi emocjami: złością, bo coś idzie nie po naszej myśli; frustracją, bo nie radzimy sobie z problemami; obawą o jutro, bo straciło się możliwość zarabiania. Jak radzić sobie z negatywnymi emocjami?

Nie ma pozytywnych i negatywnych emocji. Wszystkie emocje są okay. Niektóre mogą być jednak niewygodne. Jeśli przez większość dnia czujemy niepokój, frustrację, to oczywiście jest to męczące, jesteśmy psychicznie zmęczeni. Żeby się zrelaksować, trzeba sobie przypomnieć, co nam pomaga się odprężyć. Jedni czytają książkę, inni piją herbatę, ktoś lubi popatrzeć na zieleń drzew, ktoś włącza muzykę do posłuchania. Mamy swoje strategie relaksu. Możemy powiedzieć innym domownikom: „Słuchajcie, potrzebuję się zresetować. Dajcie mi 15 minut, muszę poleżeć”.
Emocje trzeba przyjąć. Najlepiej o nich porozmawiać z jakąś bliską osobą. Nazywanie, wyrażanie emocji poprzez słowa to najbardziej dojrzały sposób ich przeżywania. Jeżeli będziemy je w sobie tłumić i zaczniemy trzaskać szafką czy krzyczeć, bo tyle mamy w sobie niepokoju, to nie będzie adekwatny sposób wyrażenia emocji. Jeśli to się kumuluje, to w pewnym momencie wybuchniemy. Jeśli zaakceptujemy uczucia, przyjmiemy, że w tej sytuacji to jest normalne, że tak się czuję, to też nas troszkę uspokoi. Obecna sytuacja, kwarantanna, kiedyś się skończy, nie będzie trwała w nieskończoność. Myślenie o tym w ten sposób też nam pomaga w złapaniu równowagi.


Lucyna Narkiewicz-Skórko
Psycholog dziecięca z Poradni Pedagogiczno-Psychologicznej w Wilnie. Od 13 lat prowadzi warsztaty w ramach programu „Szkoła dla rodziców i wychowawców”. Wilnianie mieli możliwość poznać ją m.in. podczas zajęć „Jak mówić, żeby dziecko nas słuchało, jak słuchać, żeby dziecko do nas mówiło”.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 16(45) 18-24/04/ 2020