Polacy uciekający z Białorusi podejmują dramatyczne decyzje

Trafiają do nas przede wszystkim Polacy, ale też Białorusini. Przyjeżdżają z jedną walizką, a Białystok jest miejscem, do którego trafiają najpierw – mówi Anna Kietlińska, prezes Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”.

Nasze działania mają na celu zapewnienie osobom z Białorusi poczucia bezpieczeństwa i danie szansy na normalne życie w Polsce
| Fot. atchiwum prywatne

Polaków w Białymstoku od rodaków na Białorusi dzieli niewielka odległość, jednak staje się ona coraz trudniejsza do pokonania. Jak zmieniająca się sytuacja polityczna wpływa na działalność Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”?

Od 30 lat działamy przede wszystkich na rzecz Polaków na Litwie, Łotwie i Białorusi, głównie w obszarze kultury, ze szczególnym naciskiem na teatr. Na Wileńszczyźnie od samego początku prowadziliśmy „Kresy”, organizowaliśmy też studium teatralne, w którym kształcili się instruktorzy szkolnych teatrów, jak również Festiwali Teatrów Szkolnych we współpracy z Macierzą Szkolną. Organizowaliśmy także plenery malarskie w Suderwie czy Taboryszkach. Teraz nieco mniej jesteśmy obecni na Litwie, skoncentrowaliśmy się na Białorusi. Wspieraliśmy tam przede wszystkim dwie największe polskie organizacje, czyli Związek Polaków na Białorusi i Macierz Szkolną w Grodnie. Działaliśmy głównie w obszarze edukacji, tu były największe potrzeby, ale też wspieraliśmy ZPB. Ta współpraca nabrała szczególnego znaczenia, gdy w 2005 r. wybrana prezes Andżelika Borys nie została uznana przez białoruskie władze i nastąpił rozłam w związku. Od tego momentu na Białorusi jesteśmy stale obecni.

Zanim stało się to niemożliwe, bywaliśmy na Grodzieńszczyźnie co tydzień, dwa. Od ponad roku sytuacja się zaogniła i musimy szukać nowych form kontaktu z tamtejszymi Polakami. Teraz, ze względu na sytuację polityczną, bardzo wielu Polaków z Białorusi przyjeżdża do Polski. Od czerwca prowadzimy projekt, który został nazwany Centrum Pomocy Polakom z Białorusi i Białorusinom. Wspieramy w nim osoby, który ze względu na represje reżimu musiały opuścić swoje miejsce zamieszkania. Trafiają do nas przede wszystkim Polacy, ale też Białorusini. Nierzadko są to całe rodziny, które musiały w ciągu jednego dnia podjąć decyzję o wyjeździe. Przyjeżdżają więc z jedną walizką, a Białystok jest miejscem, do którego trafiają najpierw.

Nasze działania mają na celu zapewnienie im poczucia bezpieczeństwa, ułatwienie dobrego startu i danie szansy na normalne życie i funkcjonowanie w Polsce. Uciekający z Białorusi podejmują naprawdę dramatyczne decyzje. Kierują nimi często strach przed więzieniem, lęk o dzieci, bardzo realne zagrożenia. Uciekając, nie wiedzą, kiedy będą mogli wrócić do domów.

Czytaj więcej: Kryzys na granicy z Białorusią głównym tematem polsko-litewskiego Zgromadzenia Parlamentarnego

Te osoby zostają w Białymstoku na stałe?

Niekoniecznie. Wspólnota Polska ma oddziały w wielu miastach i dlatego możemy pomóc w rozpoczęciu nowego życia także w innych częściach Polski. Pomoc, jakiej udzielamy, jest różnorodna. Są to zapomogi finansowe, pomoc w wynajęciu mieszkania przez pierwsze trzy miesiące, wspieramy też dzieci w adaptacji do polskich warunków szkolnych. Otrzymują one pakiet korepetycyjny, który pomaga im w wyrównaniu różnic programowych. Prowadzimy za rękę przez urzędy.

Ale Białystok stał się też ważnym miejscem działalności ZPB. To w naszym mieście osiadła część działaczy. Nadal wspierają oni Polaków, którzy pozostali na Białorusi i działają w naprawdę bardzo trudnych warunkach, wręcz partyzanckich, w konspiracji. Mimo to udaje się im utrzymać w jakimś stopniu działalność polskich szkół, troszczyć się o polskie dziedzictwo, groby, cmentarze.

Pomagacie też tym, którzy nie mogli lub nie chcieli uciekać przed represjami.

Tak. Organizujemy pomoc prawną, przede wszystkim dla tych, którzy zostali osadzeni w aresztach. Myślę tu zwłaszcza o liderach ZPB, Andżelice Borys i Andrzeju Poczobucie. Nie mamy z nimi kontaktu bezpośrednio, zwracamy się do ich rodzin. Dopiero przez rodziny kontaktujemy się z adwokatami, którzy udzielają pewnych informacji, ale niestety, jako działający w warunkach państwa reżimowego są obwarowani mnóstwem ograniczeń. Wspieramy też takie osoby, jak członkinie zarządu ZPB Irena Biernacka i Maria Tiszkowska czy nauczycielka z Brześcia Anna Paniszewa. Po aresztowaniu i dwóch miesiącach spędzonych w odosobnieniu zostały z Białorusi wywiezione do Polski i nie mają możliwości powrotu. Staramy się, by mogły nadal prowadzić swoją działalność edukacyjną, teraz na odległość, zdalnie, ale nadal aktywnie.

W Białymstoku działa duże środowisko aktywnych osób, co miesiąc organizowane są w różnych miejscach akcje protestacyjne, które mają przypominać o tym, co dzieje się z Polakami na Białorusi. Te akcje solidarnościowe prowadzimy wspólnie z Białorusinami, którzy uciekli z kraju, naświetlamy całą tamtejszą sytuację.

Jak wielu Polaków opuściło już Białoruś?

Nie prowadzimy statystyk dotyczących całej Polski. Mogę mówić jedynie o Białymstoku. Obecnie w okolicach Białegostoku jest ok. 8 tys. osób z Białorusi. Nie wszyscy są Polakami. Od czerwca bardzo konkretną pomocą otoczyliśmy ok. 300 osób. Doskonale wiemy, że ta sytuacja będzie się pogłębiać i że potrzebujących takiego wsparcia będzie przybywać.

Czytaj więcej: Tłum migrantów na granicy polsko-białoruskiej, Polska w gotowości

CENTRUM POMOCY Polakom z Białorusi i Białorusinom uciekającym przed reżimem w swoim kraju zostało oficjalnie otwarte 28 czerwca br. w Białymstoku. Mieści się w siedzibie Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, którego działalność jest dobrze znana Polakom zza wschodniej granicy. Centrum prowadzi
Wspólnota Polska we współpracy z Fundacją „Pomoc Polakom na Wschodzie” i Fundacją „Wolność i Demokracja”
| Fot. znadniemna.pl

W jaki sposób przybywający z Białorusi mogą rozpocząć nowe życie w Polsce? Jak to wygląda od strony prawnej?

Nasi podopieczni najczęściej mają Kartę Polaka, w tej sytuacji to bardzo dużo. Mają możliwość posłania dzieci do szkół, pójścia do pracy. Karta Polaka jest obecnie bardzo pożądanym dokumentem, nie tylko przez młodzież, która chce studiować. Niektórzy starają się ponadto o uzyskanie prawa do stałego pobytu w Polsce. Jednak nie wszyscy Kartę Polaka mają. Zgłaszają się do nas osoby, które nie posiadają tego dokumentu, bo nie potrafiły udokumentować swojego polskiego pochodzenia, ale je deklarują.

Pomagamy także Białorusinom, np. w uzyskaniu ochrony międzynarodowej. Dla nich to, że polskie państwo przeznaczyło środki na działalność naszego centrum, ma bardzo duże znaczenie. Nie chodzi tylko o wsparcie finansowe, lecz także o to, że mają gdzie zadzwonić po pomoc, zapytać, poprosić o wyjaśnienie kwestii prawnych. To wiele dla nich znaczy.

Jak widzi Pani przyszłość? Czy Łukaszence uda się doprowadzić do rozwiązania kwestii Polaków na Białorusi, zmuszając ich do wyjazdu do Polski? Czy polska społeczność w tym kraju może po prostu zaniknąć?

Nie sądzę. Nie wszyscy wyjeżdżają. Niektórzy nie chcą, a inni nie mogą ze względu na różne uwarunkowania, zobowiązania rodzinne. Ważne jest też to, że osoby, z którymi mamy kontakt, chcą wrócić. Mają nadzieję, że zagrożenie minie, że będą mogli kontynuować swoją działalność. Czują się potrzebni u siebie i nie zapominają o tym ani na chwilę. My również, podobnie jak inne organizacje, staramy się wspierać polską działalność na terenie Białorusi. To teraz bardzo trudne, ale szukamy nieustannie nowych, skutecznych form. Nie zamierzamy rezygnować.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 47(135) 20-26/11/2021