Da się wylegiwać całe dnie na kurlandzkich plażach, czytając zaległe książki i gazety, obserwując nielicznych ludzi i wpatrując się w bezkres morza. Na plażach kurlandzkich, bo w Połądze ceny na ostatni świąteczny weekend zupełnie oszalały. Sto euro za łóżko na jedną noc – a to i tak oferta z dolnej półki – przyznacie Państwo, sporo. Inna rzecz, że ceny kwater w Połądze szukanych na ostatnią chwilę to akurat mnie specjalnie nie zdziwiły, kilka innych rzeczy już tak.
Pojeździłem bowiem też trochę po Litwie, zajrzałem obowiązkowo do Wilna i nasunęły mi się refleksje. Nie wiem, czy jak człowiek wpada gdzieś tylko raz w roku, to widzi więcej, ale z pewnością inaczej. Dostrzega to, co patrzącym na co dzień wydaje się oczywiste, a może wręcz niewarte zauważenia. Zaskoczyła i jednocześnie zbudowała mnie powszechność ukraińskich flag przed miejskimi ratuszami, żółto-niebieskich serduszek poparcia na witrynach sklepów, skandowanie „Sława Ukrainie” przez kibiców Żalgirisu Kowno podczas meczu z Dinamem Zagrzeb. W Polsce kiedyś było podobnie, ale co tu kryć, dawno przestało. Rosyjska propaganda robi swoje, jawne popieranie Ukrainy stało się passé. Oczywiście nie wszyscy temu ulegli, ale wielu, zwłaszcza z tych głośno krzyczących, tak. Jak widać, doświadczenia rosyjskiego buta w PRL poszły chyba szybciej w niepamięć niż posmakowanie go wprost w obrębie ZSRS.
Zwróciła też moją uwagę liczba oznakowanych miejsc martyrologii Żydów w trakcie II wojny światowej. Jakby było ich więcej niż w minionych latach. Do tego często z informacjami, kto, z imienia i nazwiska, za daną zbrodnię był odpowiedzialny. A bardzo często byli to Litwini. Dowiedziałem się, że w Szadowie powstało muzeum „Zaginiony sztetl”, będące próbą litewskiego rozliczenia się z trudną przeszłością. W Polsce obok pięknych kart pomocy Żydom takie ciemne też niestety mamy. W dalszym ciągu narrację narzucają ci, którzy krzyczą głośniej, choć powinni milczeć. Do Szadowa nie udało mi się tym razem dojechać, czego bardzo żałuję, ale obiecałem sobie, jak Bóg da, że w przyszłym roku będzie on jednym z głównych punktów urlopowego programu. I tylko szkoda, że ten tegoroczny nieodwołalnie już się skończył…
Komentarz opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 33 (95) 22-28/08/2026

