Muzeum, które pozwala zmierzyć się z trudną przeszłością

Świat, którego już nie ma. „Zaginiony sztetl” w Szadowie opowiada historię, której Litwa nie może zapomnieć. To muzeum wpisuje się w szerszą debatę o pamięci żydowskiej, o relacjach litewsko-żydowskich i polityce historycznej Litwy.

Czytaj również...

Do muzeum „Zaginiony sztetl” (lit. Dingęs štetlas) w Szadowie nie wchodzi się od razu z ruchliwej ulicy, jak to bywa dużych miastach. Najpierw trzeba przejść przez przestrzeń, która sama staje się częścią opowieści: przez park, obok starego cmentarza żydowskiego, aż do głównego budynku. Dopiero po kilkudziesięciu krokach wyłania się muzeum.

Ten sposób wejścia ma znaczenie. Zanim zwiedzający zobaczy pierwszą gablotę, znajduje się w miejscu, które przypomina, że historia nie wydarzyła się w abstrakcji. Żyli tu konkretni ludzie, tworzyli swoje domy, rodziny, szkoły, miejsca modlitwy i pracy.

– Kiedy robimy pierwsze kroki i wchodzimy na teren muzeum – od parkingu, przez okazały park, cmentarz, aż po sam budynek – wszędzie odczuwamy, że każdy element jest starannie przemyślany i dopracowany do perfekcji – mówi dr hab. Jarosław Wołkonowski, prof. UwB, badacz dziejów Żydów na Litwie. Jego zdaniem już sama koncepcja przestrzeni przygotowuje zwiedzającego do poznania historii. – Koncepcja narracyjna jest bardzo dobrze opracowana, ukazuje historię Żydów na Litwie od początku pojawienia się tej mniejszości narodowej na tych terenach do lata 1941 r., kiedy została unicestwiona w tym miasteczku.

Szczególne znaczenie ma sąsiedztwo muzeum i starego cmentarza żydowskiego. To właśnie ono nadaje miejscu wyjątkową, niemal namacalną perspektywę czasu. Cmentarz, na którym odnaleziono ok. 1300 nagrobków i ich fragmentów, z najstarszymi zidentyfikowanymi pochówkami pochodzącymi z końca XVIII w., jest materialnym świadectwem wielopokoleniowej obecności żydowskiej społeczności Szadowa. Muzeum opowiada o życiu tego świata, a cmentarz pozostaje jego rzeczywistym śladem.

Razem tworzą przestrzeń, w której szczególnie wyraźnie można poczuć długowieczność utraconego miasteczka. Nie jest to historia społeczności, która pojawiła się nagle i równie nagle zniknęła. To historia świata budowanego przez stulecia, którego kres przyniosła Zagłada.

– Budynek współgra z otoczeniem. To jest naprawdę mistrzostwo – stworzyć coś, w czym przestrzeń wokół muzeum staje się jego częścią – ocenia dr Martyna Rusiniak-Karwat z Instytutu Studiów Politycznych PAN. – Cały kompleks składa się z mniejszych budyneczków, co jest bardzo ciekawe. Wszystko współgra z otoczeniem. Zastanawiam się, jak wygląda to zimą. Następnym razem chciałabym pojechać zimą, żeby zobaczyć, jak ta przestrzeń koreluje z wystawą.

Architektura, która opowiada

Muzeum zaprojektował fiński architekt Rainer Mahlamäki wraz z pracownią Lahdelma & Mahlamäki Architects. Budynek jest konceptualną interpretacją utraconego sztetlu. Jego bryła nawiązuje do tradycyjnej zabudowy miasteczka, a dachy przywołują obraz domów nieistniejącej już społeczności. W centrum kompozycji pojawia się sylwetka synagogi – symbolicznego serca dawnego życia.

W Szadowie granica między architekturą, krajobrazem i ekspozycją jest płynna. Muzeum nie jest jedynie budynkiem, w którym umieszczono wystawę. Jest narracją rozpisaną na przestrzeń. Zwiedzający stopniowo zanurza się w opowieści o świecie szteltu, który przez stulecia był częścią historii Litwy i Europy Wschodniej.

– Sposób opowieści o życiu żydowskim na Litwie i w Szadowie jest bardzo oryginalny, przekonujący, zrozumiały i przystępny dla każdego zwiedzającego, niezależnie od zasobu wiedzy z tej tematyki – mówi Wołkonowski. Jak podkreśla, przekaz muzeum opiera się na współczesnych badaniach, zgromadzonych artefaktach, unikalnych fotografiach, krótkich narracyjnych opowieściach oraz filmach przedstawiających życie Żydów w okresie międzywojennym i podczas II wojny światowej.

Rusiniak-Karwat zwraca uwagę, że siłą wystawy jest jej wielozmysłowość. Można nie tylko oglądać eksponaty, lecz także słuchać muzyki i odgłosów dawnego sztetlu, dotykać przedmiotów, otwierać szuflady, poznawać repliki artefaktów. Szczególne wrażenie zrobiły na niej cztery metalowe naczynia, które po naciśnięciu przycisku uwalniają zapachy przywołujące miniony świat.

Sposób opowieści o życiu żydowskim na Litwie i w Szadowie jest bardzo oryginalny, przekonujący, zrozumiały i przystępny dla każdego zwiedzającego | Fot. Ilona Lewandowska

Muzeum dla ludzi

Wystawa została zaprojektowana tak, aby była dostępna dla różnych odbiorców, także osób z niepełnosprawnościami, dzieci i osób niewidzących. – Poszłabym tam z dzieckiem w każdym wieku – mówi Rusiniak-Karwat. – Nawet siedmio- czy ośmioletnie znalazłoby tam ciekawe obiekty. Może takiego małego dziecka nie zaprowadziłabym do części opowiadającej o Zagładzie, ale pod tym względem muzeum również zostało bardzo dobrze zaplanowane.

Jak zauważa rozmówczyni „Kuriera Wileńskiego”, ścieżka zwiedzania pozwala ominąć najbardziej drastyczne fragmenty wystawy, zaznaczone są miejsca dla zwiedzających powyżej 12. roku życia, dzięki czemu muzeum może być miejscem rodzinnej edukacji historycznej, dostosowanej do wieku odbiorców.

– To jest muzeum dla ludzi. Przeszłości można doświadczać wszystkimi zmysłami, co jest ważne szczególnie dla dzieci. Jest muzyka i odgłosy dawnego sztetlu, można nawet powąchać zapachów, które kiedyś tam mogły tam być. Obok autentycznych eksponatów mamy sporo replik, które można dotknąć, dokładnie obejrzeć.

Wystawa nie przytłacza tekstem. Informacje są obecne, ale nie dominują. Opowieść prowadzą także przedmioty, fotografie, filmy i tzw. museum voices – krótkie wprowadzenia do poszczególnych sal przygotowane przez uznanych badaczy pamięci i historii.

– Ważnym elementem ekspozycji są filmy o życiu i historii miasteczka. To one prowadzą w bardzo sugestywny sposób przez historie miasteczka. Tekstu nie ma dużo, ale jest obecny wszędzie. I co ważne, nie dominuje wystawy. Możesz przeczytać tylko te główne tablice, a resztę opowiadają eksponaty i filmy– zauważa Rusiniak-Karwat.

Trudne pytania o Zagładę

„Zaginiony sztetl” nie jest wyłącznie opowieścią o żydowskim Szadowie. To także muzeum historii Litwy, pokazujące jej wielokulturowe dziedzictwo, a następnie dramatyczne wydarzenia XX w.

– Wystawa przedstawia m.in. okres okupacji sowieckiej i deportacji oraz wydarzenia lat 1939–1941. Zajmuję się badaniem tego okresu na Litwie, więc bardzo dokładnie obejrzałam tę część ekspozycji. W muzeum dostałam pigułkę wiedzy. Gdybym dopiero zaczynała badania, byłby to świetny punkt wyjścia – mówi Rusiniak-Karwat.

Najtrudniejsza część ekspozycji dotyczy Zagłady litewskich Żydów. Muzeum nie zatrzymuje się na nostalgicznej opowieści o utraconym świecie. Pokazuje antysemityzm, mechanizmy przemocy, strukturę zbrodni, a także sprawców i ich odpowiedzialność. Znajduje się tu m.in. kartoteka litewskich pomocników zawierająca zdjęcia, nazwiska, informacje o wyrokach i motywacjach, a także cytaty z przesłuchań.

– To się bardzo rzadko zdarza, żeby muzeum pokazywało oprawców w taki sposób – mówi Rusiniak-Karwat.

Jarosław Wołkonowski ocenia tę część wystawy jako szczególnie ważną dla współczesnej Litwy. – Zagłada oraz przyczyny unicestwienia mniejszości żydowskiej na Litwie są ukazane w muzeum obiektywnie, dostępnie, przekonująco, w oparciu o dogłębną współczesną wiedzę. Dla litewskiego odbiorcy ten przekaz stanowi nowe odkrycie bolesnych kart historii Litwy i dla niejednego mieszkańca Litwy będzie wyzwaniem – podkreśla.

Jego zdaniem muzeum podejmuje temat, który przez lata nie był przedstawiany w sposób wystarczająco bezpośredni. – Władze Litwy wykazały się odwagą, udzielając zgody na zbudowanie takiego muzeum i takiego przekazu. Narracja w sprawie mordowania cywilnej ludności żydowskiej jest odważna i przełomowa – jest to pierwsze takie muzeum. Do tej pory ten wątek był przedstawiany z pominięciem źródła nienawiści Litwinów do mniejszości żydowskiej.

Dlatego „Zaginiony sztelt” ma znaczenie wykraczające daleko poza Szadów. Jest ważnym miejscem dla Litwy, jej pamięci historycznej i edukacji kolejnych pokoleń. Pozwala młodym ludziom poznać nie tylko historię żydowskiej społeczności, lecz także zrozumieć, jak wyglądało wielokulturowe społeczeństwo, co doprowadziło do jego rozpadu i jakie były konsekwencje Zagłady.

– Potencjał edukacyjny i rola muzeum w przełamaniu ugruntowanych wcześniej stereotypów są bardzo duże – ocenia Wołkonowski. – Ta narracja muzeum w zasadzie może być skuteczna dla młodszych litewskich odbiorców i osób spoza środowiska naukowego, dając nowe spojrzenie na te wydarzenia. Przekaz ten jest logiczny, oparty na badaniach i mocnych dowodach oraz na zgromadzonych artefaktach.

Szczególne znaczenie ma sąsiedztwo muzeum i starego cmentarza żydowskiego | Fot. Ilona Lewandowska

Pamięć jako droga do pojednania

Ważnym elementem misji muzeum jest nie tylko zachowanie pamięci o zamordowanych, lecz także zmierzenie się z trudną przeszłością. W tym sensie „Zaginiony sztetl” wpisuje się w szerszą debatę o pamięci żydowskiej na Litwie, relacjach litewsko-żydowskich i polityce historycznej.

– Muzeum wpisuje się w szerszą debatę o pamięci żydowskiej, o relacjach litewsko-żydowskich i polityce historycznej Litwy. Co więcej, przekaz, jaki powstaje po zwiedzeniu muzeum, stanowi faktycznie nowe spojrzenie oparte na głębszej refleksji – mówi Wołkonowski.

Jego zdaniem droga do pojednania wymaga nie tylko pamięci o ofiarach, lecz także odwagi w nazywaniu odpowiedzialności. – Ekspozycja muzeum potwierdza w zasadzie moje badania na temat polityki historycznej Litwy w płaszczyźnie trudnych relacji litewsko-żydowskich. Prezydent Algirdas Brazauskas przeprosił w imieniu narodu litewskiego (dokonał tego kilka razy) podczas wizyty w Knesecie. Ale wtedy i jeszcze dzisiaj są głosy protestów, co prawda nielicznych, po co on to robił. Obecna sytuacja rezonuje z moim poglądem, że droga do dalszego współistnienia litewsko-żydowskiego prowadzi przez trudny dialog dojścia do prawdy historycznej, ukazania winnych tych zbrodni oraz przyczyn, oficjalnych przeprosin i zadośćuczynienia. Narracja tego muzeum mieści się i rezonuje z przedstawioną powyżej drogą, która może doprowadzić do pojednania.

To właśnie dlatego znaczenie „Zaginionego sztetlu” jest tak duże. Muzeum nie pozwala zamknąć historii Szadowa wyłącznie w przeszłości. Pokazuje, że pamięć jest częścią współczesnej odpowiedzialności – wobec ofiar, ich potomków, ale także wobec przyszłych pokoleń.

Warto wybrać się dalej od Wilna

„Zaginiony sztelt” jest także ważnym powodem, by spojrzeć na Litwę szerzej niż tylko przez pryzmat Wilna. Szadów znajduje się poza głównym turystycznym szlakiem, ale właśnie dzięki temu wizyta w muzeum może stać się pretekstem do poznania mniej oczywistej części kraju i jego wielokulturowego dziedzictwa.

To miejsce pokazuje, że najważniejsze opowieści o historii Litwy nie zawsze usłyszymy w pobliży największych miast. A to, co odnajdziemy, może przerosnąć nasze oczekiwania.

– Jechałam tam, wiedząc tylko, że to muzeum sztetlu. Nie wyobrażałam sobie, co tam będzie: czy cała historia Litwy, czy tylko Szadowa. I zostałam pozytywnie zaskoczona – wspomina Rusiniak-Karwat. – Miałam wrażenie, że idę po świecie, którego już nie ma, więc twórcom muzeum udało się osiągnąć to, co zamierzali.

– Odwiedzający wychodzi z tego miejsca z wiedzą i z emocjami – mówi Rusiniak-Karwat. – Rozumiem, dlaczego ludzie wracają zachwyceni. To jedna z tych wystaw, do których chętnie wróciłabym ponownie. Może dlatego, że to wszystko jest takie… bardzo idealne. Jedziesz tam i wszystko jest piękne. Budynek jest bardzo ładny, muzeum zaprojektowane niezwykle precyzyjnie – opowiada. – Nie ma tam pokazanych tych mniej idealnych elementów rzeczywistości – przecież żaden sztetl nie był doskonały. Po prostu wychodzisz z tego miejsca z nostalgią za czymś, co się już skończyło, bezpowrotnie przeminęło – dzieli się swoimi spostrzeżeniami.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 31 (89) 08-14/08/2026

Afisze

Więcej od autora

Polski Teatr „Studio” z Wilna na Festiwalu Dziedzictwa Kresów

XXII Festiwal Dziedzictwa Kresów, który latem 2026 r. odbywał się na Podkarpaciu, po raz kolejny stał się przestrzenią spotkania z kulturą wyrastającą z historii dawnych Kresów Rzeczypospolitej.

Śladami s. Wandy Boniszewskiej i s. Heleny Majewskiej. Droga pamięci z Bujwidz do Pryciun

Około 160 osób wyruszyło 2 sierpnia z Bujwidz do Pryciun w Pieszej Pielgrzymce Śladami s. Wandy Boniszewskiej i s. Heleny Majewskiej. Wspólna modlitwa i wędrówka stały się okazją do przypomnienia historii dwóch sióstr ze Zgromadzenia Sióstr od Aniołów oraz losów wielu osób, które w czasach sowieckich prześladowań zachowały wierność wierze i Kościołowi.