Wybory do Dumy Państwowej w Rosji, które odbyły się w dniach 18–20 września, zostały przez niektórych rosyjskich komentatorów określone mianem specjalnej operacji wyborczej – nawiązując do terminu używanego przez Kreml w odniesieniu do inwazji na Ukrainę. W ramach ściśle kontrolowanego procesu wyborcy mogli wybierać spośród partii, z których wszystkie zostały zatwierdzone przez Kreml i w pełni popierają Putina. Jedyna partia sprzeciwiająca się wojnie na Ukrainie, Jabłoko, została wykluczona z wyborów.
Według scenariusza Kremla
Władimir Putin rządzi od 26 lat, ale jeszcze nigdy kampania i wybory nie były tak ściśle kontrolowane. Nigdy też tak mocno Kremlowi nie zależało na stworzeniu pozorów potężnego poparcia społecznego dla polityki Putina – polityki wojny.
Wszystkie partie, które dostały się do Dumy, w ten czy inny sposób popierały wcześniej wojnę. Rządząca partia Jedna Rosja znacząco zwiększyła stan posiadania. Wynik „partii Putina” i wyższa frekwencja mają być sygnałem, że Rosjanie popierają wojnę i obecny kurs polityki Kremla. Wojenni weterani z Ukrainy będą zaś stanowili ok. 11 proc. ogółu deputowanych. Gdyby zechcieli utworzyć w Dumie własną frakcję, mogłaby ona rywalizować z KPRF (komunistami) o status drugiej co do wielkości.
Na początku kampanii wyborczej wczesnym latem Kreml kładł nacisk na kwestie gospodarcze i społeczne, ale od połowy sierpnia – gdy pogłębił się kryzys paliwowy w wyniku ukraińskich ataków na rafinerie – Putin zdecydowanie skupił się na poparciu dla wojny i „patriotycznej” jedności.
Rząd nie próbował wzbudzić optymizmu wśród elektoratu poprzez podwyższenie emerytur lub świadczeń socjalnych, jak to zazwyczaj miało miejsce przed wieloma poprzednimi wyborami. To była najbardziej pozbawiona wydarzeń i konkurencji, nudna kampania wyborcza do Dumy w historii współczesnej Rosji. Jak to określił ekspert wyborczy Stanisław Andriejczuk: „Zamiast świąt, zabawy i pierożków – dyscyplina i porządek”.
„Dyscyplinę i porządek” widać w oficjalnych wynikach. Jedna Rosja dostała niemal 58 proc. w głosowaniu na listy krajowe. Jej kandydaci wygrali też w 208 z 225 okręgów jednomandatowych. To oznacza ponad 350 deputowanych w 450-osobowej Dumie. Solidna większość konstytucyjna.
Drugie miejsce zajęli komuniści: blisko 14 proc. poparcia i kilka mandatów z okręgów. W sumie KPRF będzie miała mniej deputowanych niż po 2021 r., ale i tak, jeśli można mówić o jakiejś porażce reżimu, to właśnie tutaj.
Od końca ubiegłego roku urzędnicy kremlowscy wspominali o dążeniu do wyparcia KPRF z drugiego miejsca i zastąpienia jej najpierw przez LDPR, a według późniejszych wersji – przez partię Nowi Ludzie. Tłumaczono to chęcią pozbawienia partii komunistycznej wizerunku „pierwszej partii opozycyjnej”, a także osobistą niechęcią kuratora polityki wewnętrznej Kremla Siergieja Kirijenki do przywódcy komunistów Giennadija Ziuganowa.
Ostatecznie Nowi Ludzie zajęli dopiero czwarte miejsce (blisko 8 proc.), ustępując miejsca nawet zdezorientowanej po zmianie przywódcy LDPR (9 proc.). W rezultacie KPRF stała się jedyną partią „opozycyjną”, która uzyskała w tych wyborach wynik dwucyfrowy. Rzutem na taśmę, a właściwie dzięki dodaniu głosów na samym finiszu ich liczenia, w Dumie utrzymała się też Sprawiedliwa Rosja.
Zupełnie niewiarygodne wyniki
Frekwencja oficjalnie wyniosła 59,32 proc., ale według szacunków niezależnych analityków było to poniżej 40 proc.; nawet w 69 proc. lokali wyborczych została ona sztucznie zawyżona. Za sfałszowane uznaje się ok. 31 proc. głosów oddanych w lokalach wyborczych, a w przypadku partii Jedna Rosja ich odsetek może sięgać nawet 55 proc. Prawdziwy wynik „partii Putina” to ok. 34 proc.
Od 2011 r. władze dysponują mnóstwem narzędzi do „korygowania”, jak to się określa w wewnętrznym kręgu politycznym Kremla, wyników głosowania. Przede wszystkim komisje wyborcze mają wolną rękę dzięki zlikwidowaniu niezależnej obserwacji wyborczej. Partie i kandydaci „opozycyjni” już dawno nie prowadzą szeroko zakrojonych i skutecznych kampanii rekrutacji i szkolenia obserwatorów.
Ponadto podczas kampanii wyborczej zlecono kierownictwu korporacji państwowych, instytucji budżetowych i innych lojalnych wobec władzy podmiotów wzmocnienie „mobilizacji korporacyjnej”. Do niewielkich grup pracowników przydzielono ich kolegów, wybranych spośród menedżerów średniego szczebla – tzw. brygadzistów, którzy czuwali nad frekwencją swoich „podopiecznych”.
W piątek 18 września, kiedy głosował głównie elektorat kontrolowany przez władze, wyborców zmuszano do głosowania, co miało wpłynąć na wzrost frekwencji. W niedzielę, kiedy wzrósł odsetek elektoratu protestu, pojawiły się przeszkody w głosowaniu. W Moskwie z powodu awarii systemu elektronicznego w części lokali wyborczych wyborcy musieli czekać po kilka godzin, aby otrzymać papierową kartę do głosowania. Wielu przewodniczących komisji wyborczych w rozmowach z przełożonymi pytało nawet, czy „osiągnęli wystarczającą frekwencję”, czy też „trzeba się jeszcze postarać”.
Wiarygodność oficjalnych danych jest powszechnie kwestionowana, a jako szczególnie rażący przykład podaje się Czeczenię – gdzie długoletni przywódca regionu Ramzan Kadyrow uzyskał 99,85 proc. głosów i po raz kolejny reelekcję. Wszyscy kandydaci z partii Jedna Rosja, ubiegający się o stanowiska gubernatorów, odnieśli zwycięstwo. Partia Jedna Rosja wygrała również wybory do wszystkich regionalnych zgromadzeń ustawodawczych.
Wybory po raz kolejny wyłoniły uległą Dumę, która będzie bezkrytycznie zatwierdzać ustawy przedkładane jej przez Kreml.
Wraca temat mobilizacji do armii
Uwaga ponownie skupia się teraz na brutalnej wojnie na wyniszczenie na Ukrainie. W tygodniach poprzedzających wybory szeroko spekulowano, że po nich nastąpi nowa fala mobilizacji mająca na celu wzmocnienie szeregów armii, która według doniesień ponosi co miesiąc nawet 30 tys. ofiar.
Już w czasie głosowania pojawiły się kolejne sygnały, że mobilizacja jest nieuchronna. Mężczyźni w wieku poborowym, którzy wzięli udział w wyborach za pomocą systemu zdalnego głosowania elektronicznego (DEG), zaraz po wysłaniu swojego cyfrowego głosu zaczęli masowo otrzymywać oficjalne powiadomienia elektroniczne od komisariatów wojskowych o wpisaniu do ewidencji wojskowej lub cyfrowe wezwania.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 38 (110) 26/09-02/10/2026



