Wrze w Etiopii. Nadciąga „druga wojna światowa Afryki”?

Wzrost napięć w etiopskim regionie Tigraj, w tym doniesienia o intensywnych ostrzałach artyleryjskich i atakach dronów, wzbudził obawy przed powrotem wojny w tym północnym regionie Etiopii, jednego z najważniejszych pod wieloma względami krajów Afryki – konfliktu, który potencjalnie może być podsycany przez inne państwa. Sytuację komplikują rebelia milicji Fano oraz intrygi sąsiednich Erytrei i Sudanu.

Czytaj również...

Od połowy sierpnia etiopskie rządowe siły (ENDF) przeprowadziły liczne ataki dronów w całym regionie Tigraju, położonej najdalej na północ części państwa. Celem były stolica regionu, Mekelie, oraz wschodnia, północno-zachodnia i południowa część Tigraju. Federalni na dużą skalę wykorzystują drony pozyskane ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Turcji.

Wcześniej doszło do zakrojonych na szeroką skalę walk z Frontem Wyzwolenia Ludu Tigraju (TPLF) w zachodniej części regionu. Retoryka obu stron zaostrzyła się od czasu, gdy 1 sierpnia w pobliżu Humery doszło do poważnych walk – dopiero drugich od 2022 r.

Wzrost aktywności wojskowej odzwierciedla załamanie się porozumienia pokojowego z Pretorii, wynegocjowanego przez Unię Afrykańską (UA), które zakończyło poprzednią wojnę w Tigraju. Poprzednia wojna ograniczała się do terytorium Etiopii; jeśli dojdzie do nowego konfliktu, prawdopodobnie wciągnie on sąsiednie państwa, takie jak Sudan i Erytrea. Pojawiają się nawet ostrzeżenia, że będzie to „druga wojna światowa Afryki”, w nawiązaniu do wojny w Kongo w latach 1998–2003, w którą zaangażowanych było dziewięć krajów afrykańskich.

Federalni kontra Tigraj

Konflikt władz federalnych w Addis Abebie z regionalnym rządem w Tigraju, zdominowanym przez Ludowy Front Wyzwolenia Tigraju (TPLF), liczy już sobie wiele lat. Każda ze stron oskarża drugą o dążenie do wywołania nowego konfliktu po wyniszczającej wojnie z lat 2020–2022, która pochłonęła co najmniej 600 tys. ofiar.

Porozumienie pokojowe z Pretorii zakończyło walki i pozwoliło utrzymać niepewny spokój do końca 2025 r., kiedy to wybuchły nowe starcia między oddziałami federalnymi a siłami z Tigraju. Teraz jest jeszcze gorzej.

Jakimi siłami dysponują obie strony? Jalale Getachew Birru, analityk z ACLED, szacuje, że na początku 2024 r. siły Tigraju liczyły ok. 270 tys. żołnierzy. Tymczasem rząd federalny rok temu rozpoczął produkcję dronów. No i ma do dyspozycji liczniejszą od wroga i lepiej uzbrojoną armią. W tym starciu TPLF może mieć jakieś szanse tylko dzięki wsparciu z zewnątrz. To przede wszystkim sąsiednia Erytrea oraz potężna milicja Fano.

W sierpniu Erytrea zaoferowała TPLF wsparcie wojskowe i polityczne: wysłała czołgi i ciężką artylerię do Tigraju. Erytrea zacieśnia więzi z TPLF od początku 2025 r., aby przekształcić Tigraj w strefę buforową ze względu na własne napięcia z rządem federalnym Etiopii. Powstała również koalicja etnonacjonalistycznych frakcji rebeliantów, w tym TPLF, której celem jest obalenie rządu federalnego Etiopii.

Szef najsilniejszej milicji Fano z Amhary, Zemene Kassie, potwierdził w połowie sierpnia istnienie koalicji między Fano, TPLF, Armią Wyzwolenia Oromo (OLA) oraz kilkoma innymi grupami. Również rząd sudański miał podobno od końca 2025 r. ułatwiać organizację kilku spotkań między tymi grupami a Erytreą w celu omówienia współpracy wojskowej przeciwko federalnemu rządowi Etiopii. To jest też odwet za pomoc, jakiej Addis Abeba udziela drugiej stronie wojny domowej w Sudanie, czyli paramilitarnej formacji RSF.

Bunt w kolebce starożytnej Etiopii

Niemniej groźne dla rządu federalnego premiera Ahmeda Abiya od ingerencji sąsiadów może być w kontekście starcia z Tigrajczykami aktywność rebeliantów w regionie zamieszkanym przez lud Amhara. To druga co do wielkości grupa etniczna w Etiopii. Zamieszkany przez nich region jest naturalną fortecą, ze szczytami wznoszącymi się ponad 4 tys. m n.p.m.

Jest to również historyczna kolebka wczesnych królestw Etiopii. Przez długi czas region ten był politycznym i religijnym centrum kraju, co pozwoliło Amharom zajmować centralne miejsce w życiu narodowym aż do końca XX w. Lata reform politycznych stopniowo spychały tę społeczność na margines. Następnie załamanie się bezpieczeństwa i nasilenie przemocy międzygrupowej pogłębiły napięcia, prowadząc do powstania lokalnych milicji, takich jak Fano.

Amhara Fano National Movement (Fano) sprzeciwia się etiopskiemu systemowi federalizmu etnicznego i dąży do przywrócenia historycznej, kluczowej roli Amhary w systemie scentralizowanym, podczas gdy OLA popiera federalizm etniczny w celu osiągnięcia samostanowienia Oromo. Fano został założony przez bojowników nacjonalistycznych z Amhary i początkowo funkcjonował jako luźna sieć milicji.

Początkowo rząd w Addis Abebie postrzegał tę organizację jako mniejsze zagrożenie niż frakcje opozycyjne w Oromii i Tigraju. Obecnie dochodzi do starć między Fano a siłami federalnymi w 11 strefach regionu Amhara. W styczniu powstała koalicja milicji Amhara Fano National Force, mająca na celu zjednoczenie różnych frakcji i stworzenie wspólnego frontu przeciwko rządowi dążącemu do ich podzielenia.

Walki toczą się codziennie wzdłuż zmieniających się linii frontu, a ich cechą charakterystyczną są zasadzki i najazdy na ośrodki miejskie.

Kryzys federalizmu etiopskiego

Etiopią rządzi koalicja ugrupowań etnicznych, które dominują w swoich regionach. Zgodnie z konstytucją z 1994 r. państwo jest federacją 11 takich regionów. Obecny model państwa stworzono po obaleniu komunistycznego reżimu płk. Mengystu Hajle Marjama. Za jego rządów Etiopia była bastionem sowieckich wpływów w tej części świata. Lata 80. XX w. przyniosły jednak rozkład dyktatury. Załamała się gospodarka oparta na centralnym planowaniu. W połączeniu z katastroficzną suszą wywołało to klęskę głodu, której skala zaszokowała świat.

Gdy upadł Związek Sowiecki, dni Mengystu były policzone. W maju 1991 r., gdy siły opozycji zbliżały się do stolicy, dyktator zbiegł do Zimbabwe, gdzie otrzymał azyl i mieszka tam do dziś. W 2008 r. został w Etiopii skazany zaocznie na karę śmierci za zbrodnie ludobójstwa.

Ostatnie trzy dekady przyniosły odbudowę kraju, który stał się jedną z potęg na kontynencie. Jednak wewnętrzne konflikty niszczą ten dorobek – nie tylko w Tigraju i Amhara. Do zbrojnych starć na tle etnicznym dochodzi w wielu innych częściach państwa, od regionu Afar na północnym wschodzie, przez centralną Oromię, po sąsiadujące z dwoma państwami sudańskim Benishangul Gumuz i Gambella na zachodzie. Pytania o zdolność rządu etiopskiego do zapewnienia bezpieczeństwa w całym kraju są jak najbardziej zasadne.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 35 (101) 05-11/09/2026

Afisze

Więcej od autora