Prezydent reanimuje temat metra w Wilnie. Tym razem z nieco innej perspektywy

Prezydent Litwy „odkopał” temat metra w Wilnie. Temat tak długo drążony, że gdyby z taką konsekwencją drążono tunele dla metra, to mielibyśmy już co najmniej 50 km linii. Niemniej, prezydent temat przedstawił z nowej perspektywy, bardziej „aktualnej geopolitycznie”.

Czytaj również...

Kwestia bezpieczeństwa

O stanowisku prezydenta poinformował we wtorek, 20 października, na antenie Žinių radijas jego główny doradca ds. polityki gospodarczej i społecznej Vaidas Augustinavičius. Jego zdaniem sensowne byłoby ponowne przeprowadzenie analizy kosztów i korzyści oraz ocena projektu w nowym kontekście geopolitycznym. Chodzi o sprawdzenie, czy metro spełniałoby kryteria projektu o podwójnym przeznaczeniu, czyli służyłoby nie tylko transportowi, lecz także bezpieczeństwu narodowemu.

Podziemna infrastruktura mogłaby pełnić funkcję schronu, a w tunelach mogłyby działać sieci łączności. Doradca wskazał też, że warto rozważyć częściowe finansowanie inwestycji ze środków unijnych w ramach nowego Funduszu Konkurencyjności. Zastosowanie metra jako schronu przywoływali wcześniej dziennikarze i publicyści — intensywniej od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Trzy dekady debatowania

O metrze w Wilnie dyskutuje się od dekad. Zwolennicy przekonują, że inwestycja przyciągnęłaby wielomilionowy kapitał i uwolniła miasto od korków. Przeciwnicy odpowiadają, że stolica ma zbyt mało mieszkańców, by budowa się opłaciła, a prace ziemne zaszkodziłyby dziedzictwu kulturowemu.

Pomysł wpisania metra do planu rozwoju miasta w latach 2000-2002 promował ówczesny mer Artūras Zuokas. Zaczęło się odbijanie piłeczki. Powstawały kolejne studia opłacalności i analizy. Potrzebne było prawo.

Droga do ustawy pozwalającej na budowę metra była wyboista. W 2014 r. prezydent Dalia Grybauskaitė zawetowała ustawę o metrze, uznając ją za sprzeczną z przepisami o koncesjach. Rok później ówczesny premier Algirdas Butkevičius nazywał pomysł utopią, a pod koniec 2016 r. Sejm zrezygnował z głosowania nad projektem.

Rząd wrócił do tematu w 2018 r. Przewodniczący zarządu stowarzyszenia „Metro sąjūdis” Juozas Zykus wyliczał wówczas w rozmowie z „Kurierem Wileńskim”, że pierwsza, siedmiokilometrowa linia powstałaby w cztery lata i kosztowałaby 300 mln euro, a docelowo miasto potrzebuje sieci o długości ok. 45 km.

Przekonywał, że do metra przesiadłaby się trzecia część mieszkańców. Wtedy, w 2018 r., sceptyczna była m.in. Rita Tamašunienė, ówczesna przewodnicząca frakcji AWPL-ZChR w Sejmie. Jej zdaniem Wilno jest zbyt małym miastem, by metro się opłacało, a ważniejsze są problemy wykluczenia społecznego i ubóstwa.

Jesienią 2018 r. Sejm przyjął jednak ustawę o realizacji projektu, umożliwiając prywatnym inwestorom podjęcie budowy. Przepisy weszły w życie na początku 2020 r. Metra jednak jak nie było, tak nie ma.

Źródła „Kuriera Wileńskiego” z kolei mówią, że były nieoficjalne konsultacje na temat szybkiego metra, nadziemnego, a na niektórych odcinkach podziemnego — bo Wilno mieści się na bardzo nierównej powierzchni. Pomysł ten, jak wskazywali niektórzy inżynierowie, jest znacznie bardziej realny, nie mniej warty uwagi niż pomysł metra.

Głos publicystów

Za budową metra od lat opowiadali się na łamach „Kuriera Wileńskiego” publicyści. W felietonach z 2025 i 2026 r. nazywali je dla Wilna cywilizacyjną koniecznością, wskazując na korki i na to, że metro mogłoby służyć jako schron w razie wojny. To ta sama argumentacja, którą podniosła Kancelaria Prezydenta RL.

Na Litwie wielokrotnie niemożliwe rzeczy okazywały się możliwe, jeśli temat stawał się ważny z perspektywy obronności. Czy będzie tak tym razem, nie wiadomo — ale obrazki Kijowian chowających się przed rosyjskimi rakietami właśnie w metrze okrążały wszystkie media i profile na Litwie. Jakiś ślad w pamięci i wyobraźni na pewno to zostawiło, także polityków. Można więc twierdzić, że zbliżamy się do materializacji pomysłu metra w Wilnie, jak nigdy dotąd.

Afisze

Więcej od autora

Litwa chce przestać, a nie może. Czeka nas kolejna zmiana czasu

W nocy z soboty na niedzielę na Litwie przekręcamy wskazówki zegara o godzinę do tyłu. Wiecznie podłączone do internetu telefony oczywiście zrobią to w większości bez naszej pomocy. Niemniej, Litwa chce zerwać z tym zwyczajem — ale nie może. A powodów do zerwania jest sporo.

„Zbliżać narody”. Polsko-litewskie bartnictwo tematem spotkania w Ambasadzie RP

„Stracony świat. Bartnictwo w Wielkim Księstwie Litewskim”. Tytuł zaprezentowanej w Ambasadzie RP w Wilnie książki mówi sam za siebie. Prowadzący spotkanie w rozmowie z „KW” zaznaczają, że tu chodzi o coś więcej, niż rozmowę o pszczołach. To temat obojga narodów — co najmniej!