Sztuka dostrzegania potencjału. Edgar Kolesnik o inwestycjach i rozwoju

Choć zawodowo związany jest z Warszawą, jego historia zaczyna się w Wilnie, gdzie się urodził i chodził do szkoły. Litwa pozostaje ważną częścią jego życia, także zawodowego – dziś z perspektywy inwestora obserwuje rozwój całego regionu bałtyckiego. Z Edgarem Kolesnikiem rozmawiamy o tym, jak podejmuje się decyzje inwestycyjne, czego dziś szuka kapitał oraz jak zmienia się gospodarcza mapa Europy Środkowej i państw bałtyckich. Pytamy także o jego drogę od Wilna do międzynarodowego biznesu.

Czytaj również...

Brenda Mazur: Panie Edgarze. Co musi mieć firma, żeby przekonać inwestora?

Edgar Kolesnik: Analizując daną firmę, patrzę przede wszystkim na trzy kluczowe elementy: rynek, na którym działa, jej model biznesowy oraz ludzi, czyli pracowników.

Po pierwsze – rynek. Liczy się jego wielkość, dynamika, trendy i otoczenie konkurencyjne. Nawet bardzo dobrze zarządzanej firmie trudno będzie rozwijać się przez wiele lat, jeżeli działa na rynku, który strukturalnie się kurczy.

Po drugie – model biznesowy. Interesuje nas, w jaki sposób firma zarabia, co wyróżnia jej produkt lub usługę, jakie ma przewagi konkurencyjne i czy potrafi je utrzymać.

Trzecim elementem są ludzie: założyciele, kadra menedżerska, kultura organizacyjna i zdolność zespołu do realizacji ambitnej strategii. W private equity nie inwestujemy wyłącznie w to, czym firma jest dzisiaj, ale przede wszystkim w to, czym może się stać w ciągu kolejnych kilku lat.

Zanim kupimy firmę, powinniśmy rozumieć, kto i dlaczego będzie chciał ją od nas odkupić w przyszłości. Spółka musi rozwijać się w sposób, który będzie zrównoważony i atrakcyjny dla kolejnego właściciela. To wymaga myślenia o potencjalnym wyjściu z inwestycji już na samym początku.

Czy dobry inwestor powinien bardziej ufać liczbom, czy intuicji?

Liczby są fundamentem. W zarządzaniu często powtarza się zasadę: „what gets measured gets managed” – trudno świadomie rozwijać biznes, jeżeli nie potrafimy mierzyć jego wyników i rozumieć, co za nimi stoi.

Ale inwestowanie nie polega wyłącznie na analizowaniu danych historycznych. Kupujemy obietnicę przyszłości, której przecież nie znamy. Musimy oszacować potencjalny zwrot z inwestycji, zidentyfikować ryzyka i ocenić prawdopodobieństwo różnych scenariuszy.

I tutaj pojawia się doświadczenie, które niektórzy nazywają intuicją. Po kilkunastu latach analizowania firm, rynków i zespołów zarządzających zaczynamy szybciej dostrzegać pewne wzorce. Łatwiej rozpoznać, czy przewaga konkurencyjna jest rzeczywista, czy strategia jest wykonalna i, co ważne, czy zespół potrafi dostarczyć obiecane wyniki.

Dla mnie intuicja nie zastępuje analizy. Jest raczej umiejętnością łączenia liczb z doświadczeniem i trafną oceną ludzi. Trzeba jednak uważać na pułapkę własnego doświadczenia – nie każdą firmę czy sytuację można oceniać według tych samych schematów. Dlatego równie ważne są otwartość na nowe perspektywy, kwestionowanie własnych założeń i ciągłe uczenie się.

W 2020 r. został Pan partnerem w Abris Capital Partners. Abris inwestuje w bardzo różne sektory. Czy istnieje uniwersalny przepis na dobrą inwestycję?

Nie ma jednego przepisu, ale szukamy firm z dobrym zespołem, przewagą nad konkurencją i potencjałem wzrostu. Naszą rolą jest nie tylko dostarczenie kapitału, lecz także pomoc w rozwoju. Przykładem są m.in. firmy takie, jak Cargounit, który stał się liderem polskiego rynku wynajmu lokomotyw, czy Alsendo, rozwijające technologie do zarządzania dostawami. W obu przypadkach liczą się dobra strategia, ludzie i konsekwencja. Ważna jest też cena – nawet świetna firma może okazać się złą inwestycją, jeśli zapłacimy za nią zbyt dużo. Dlatego dobry biznes nie zawsze oznacza dobrą inwestycję.

Od wielu lat pracuje Pan w private equity, angażując się również w rozwój młodych talentów, m.in. jako przewodniczący grupy roboczej NextGen/AI w Polskim Stowarzyszeniu Inwestorów Kapitałowych (PSIK) oraz liczne warsztaty i spotkania z młodymi ludźmi. Czy młodzi ludzie rozpoczynający dziś karierę w finansach powinni specjalizować się w jednej dziedzinie, czy raczej budować szerokie kompetencje?

Na początku kariery warto budować solidne podstawy i poznawać różne obszary. W finansach trzeba rozumieć liczby, ale dobry inwestor powinien też wiedzieć, jak działają firmy, co motywuje ludzi i jak rozwijają się rynki. Ważne są również komunikacja, współpraca i umiejętność zadawania właściwych pytań.

Specjalizacja przychodzi z czasem. Warto próbować nowych rzeczy, wykazywać inicjatywę i nie bać się większej odpowiedzialności. W świecie sztucznej inteligencji wiedza jest coraz łatwiej dostępna, dlatego szczególnego znaczenia nabierają samodzielne myślenie, budowanie relacji i podejmowanie decyzji. Nie trzeba wiedzieć wszystkiego od początku – ważne, by szybko się uczyć i nie bać się wyzwań.

Które sektory Europy Środkowej uważa Pan za najbardziej perspektywiczne?

Szczególnie interesujące są dla mnie specjalistyczna produkcja, technologie i usługi dla biznesu oraz ochrona zdrowia. Naszym atutem nie powinny być już tylko niskie koszty, ale przede wszystkim wiedza, innowacyjność i własne rozwiązania. Szansę mają firmy, które potrafią się rozwijać, zdobywać nowe rynki i wykorzystywać technologie.

W produkcji Europa Środkowa ma silne kompetencje przemysłowe, inżynieryjne i techniczne. Największą szansę widzę w rozwijaniu specjalistycznych produktów, własnych technologii.

W technologiach i usługach biznesowych interesujące są firmy, które rozwiązują konkretne problemy klientów i potrafią skalować rozwiązania na kolejne rynki. Wiele z nich ma potencjał, by stać się europejskimi liderami, mimo że dzisiaj działają głównie lokalnie.

Ochrona zdrowia to z kolei sektor wspierany przez długoterminowe trendy demograficzne, rosnące potrzeby pacjentów i rozwój samych technologii.

Kolesnik-2026-10-24-2-PORTAL
Edgar Kolesnik: „Chcę pokazać młodym ludziom, że inwestowanie to nie tylko giełda, ale przede wszystkim rozwijanie firm, współpraca z ludźmi i podejmowanie decyzji” | Fot. archiwum prywatne

Czy sztuczna inteligencja będzie dla inwestorów szansą, czy zagrożeniem?

Przede wszystkim szansą. Sztuczna inteligencja demokratyzuje dostęp do wiedzy i narzędzi, które jeszcze niedawno były osiągalne głównie dla największych organizacji. Dzisiaj mniejsza firma może wykorzystywać zaawansowaną analitykę, automatyzować obsługę klientów, wspierać sprzedaż czy rozwijać oprogramowanie znacznie szybciej i taniej niż wcześniej. To może być szczególnie ważne dla przedsiębiorstw z Europy Środkowej, które często mają bardzo dobre kompetencje, ale ograniczone zasoby w porównaniu z globalnymi konkurentami.

Jednocześnie AI zmienia zasady konkurencji. Pozwala firmom działać szybciej i taniej, automatyzować procesy i konkurować z większymi graczami. Jednocześnie może zagrozić biznesom, które nie dostosują się do zmian. Dlatego patrzę na dwa aspekty: jak sztuczna inteligencja może pomóc firmie rosnąć i czy nie podważy jej dotychczasowego modelu działania. Samo korzystanie z AI nie wystarczy – ważne, czy przynosi konkretne efekty.

Europa Środkowa przez lata była postrzegana jako region niższych kosztów. Czy dziś możemy mówić o przejściu od „taniej Europy” do „inteligentnej Europy”?

Zdecydowanie. Najpierw naszą przewagą były koszty, potem jakość, a dziś coraz większe znaczenie mają innowacje, własne technologie i marki. Nie chcemy już tylko dostarczać produkty innym, ale tworzyć firmy, które odnoszą sukcesy na rynkach międzynarodowych.

Czy napięcia geopolityczne zmieniły sposób, w jaki inwestorzy patrzą na Europę Środkową i państwa bałtyckie?

Tak, choć czasem ryzyko jest większe w oczach inwestorów niż w rzeczywistości. Nasz region ma mocne fundamenty, wykwalifikowanych pracowników i duży potencjał wzrostu. Wojny i napięć nie można lekceważyć, ale członkostwo w UE i NATO oraz rozwijająca się gospodarka wzmacniają naszą stabilność.

Polska i Litwa są dla siebie konkurentami czy partnerami? Jakie atuty Litwy bywają niedoceniane?

Żartuję czasem, że jestem litewskim Polakiem albo polskim Litwinem. Oba kraje są mi bardzo bliskie i kibicuję im obu. Polska ma przewagę skali i duży rynek, a Litwa silną orientację międzynarodową. Litewscy przedsiębiorcy od początku myślą o ekspansji zagranicznej, co dobrze widać w branży technologicznej. Największe możliwości pojawiają się wtedy, gdy połączymy polską skalę z litewską zwinnością i międzynarodowymi ambicjami.

A czy Wilno ma szansę stać się ważnym centrum technologicznym regionu?

Wilno już zaznaczyło swoją pozycję, szczególnie w technologii finansów, cyberbezpieczeństwie i tworzeniu oprogramowania. Teraz ważne jest, by nie tylko przyciągało zagraniczne firmy, lecz także tworzyło własne technologie, produkty i międzynarodowych liderów. Chciałbym, aby przyciągało również utalentowanych specjalistów z całego świata. Sukcesem będzie nie sama liczba firm, lecz to, co dzięki nim powstaje właśnie tutaj.

29 października odbędzie się w Wilnie Forum Młodego Kapitału, podczas którego będzie Pan prelegentem. O czym Pan opowie?

Moje wystąpienie nosi tytuł: „Jak myśli inwestor? O budowaniu wartości, ryzyku i pieniądzach”. Chcę pokazać młodym ludziom, że inwestowanie to nie tylko giełda, ale przede wszystkim rozwijanie firm, współpraca z ludźmi i podejmowanie decyzji. Ważne jest też inwestowanie w siebie – przez edukację, ciekawość świata i odwagę w realizowaniu ambicji.

Które doświadczenia najbardziej wpłynęły na Pana karierę?

Wiele zawdzięczam Wilnu i szkole im. Władysława Syrokomli, gdzie poza nauką angażowałem się w teatr, sport, debaty i samorząd. To nauczyło mnie otwartości i współpracy. Studia na SGH, CEMS w Finlandii i INSEAD (Francja, Singapur, Stany Zjednoczone) poszerzyły moje horyzonty, a ponad siedem lat w konsultingu nauczyło mnie analizowania firm i rynków. Z kolei private equity pokazało mi, że nie wystarczy przygotować dobrą analizę – trzeba jeszcze podjąć decyzję, zainwestować pieniądze i wziąć odpowiedzialność za jej skutki.

Pańska historia zaczyna się w Wilnie, a dziś pracuje Pan w Warszawie i działa na wielu rynkach. Czy miejsce, z którego człowiek pochodzi, ma znaczenie w międzynarodowej karierze?

Zdecydowanie. Dorastanie w wielojęzycznym i wielokulturowym Wilnie nauczyło mnie patrzeć na te same sprawy z różnych perspektyw. To cenna umiejętność w międzynarodowym biznesie, gdzie zrozumienie drugiej strony jest równie ważne jak analiza finansowa.

Czuję silną więź zarówno z Litwą, jak i z Polską. Te dwa kraje i ich kultury ukształtowały moje podejście do świata. Z wdzięcznością wspominam też nauczycieli i przyjaciół z lat szkolnych, z którymi wspólnie dorastałem i odkrywałem świat.

Międzynarodowa kariera nie oznacza odcinania się od korzeni. Przeciwnie, im lepiej poznajemy świat, tym bardziej doceniamy miejsce i ludzi, od których wszystko się zaczęło.


Edgar Kolesnik

Wilnianin z urodzenia, Warszawianin z wyboru. Od wielu lat aktywnie współtworzy rozwój rynku private equity w Polsce i Europie Środkowej, angażując się zarówno w inwestycje i rozwój przedsiębiorstw, jak i inicjatywy wspierające cały ekosystem inwestycyjny. Jest partnerem i szefem warszawskiego biura Abris Capital Partners, a równolegle rozwija nową platformę inwestycyjną, bazując na dotychczasowym doświadczeniu. Wcześniej przez ponad siedem lat zdobywał doświadczenie w doradztwie strategicznym w Kearney, współpracując z największymi międzynarodowymi firmami. Jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, programu CEMS oraz INSEAD, ukończył MBA z wyróżnieniem.


Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 42 (122) 24-30/10/2026

Afisze

Więcej od autora