1
Migracja to nie zderzenie społeczeństw religijnych

Egdūnas Račius podkreśla, że w rozmowach o problemie uchodźców błędnym jest akcentowanie aspektu religijnego Fot. ELTA

Egdūnas Račius podkreśla, że w rozmowach o problemie uchodźców błędnym jest akcentowanie aspektu religijnego Fot. ELTA

Kwestia koegzystencji różnych kultur w jednym społeczeństwie staje się coraz bardziej aktualna. Litwa szykuje się do przyjęcia uchodźców, zaś w mediach coraz częściej widzimy, jak trudno z azylantami dają sobie radę kraje zachodnie.

W Niemczech, w porównaniu z rokiem 2014, pięciokrotnie wzrosła liczba ataków przeciwko ośrodkom dla uchodźców. Po sylwestrowych masowych atakach uchodźców na kobiety w Niemczech mieszkańcy zaczęli obawiać się o własne bezpieczeństwo i kupują broń.
Natomiast parlament Danii uchwalił przepisy, które mają zniechęcić uchodźców do ubiegania się o azyl w tym kraju. Reforma obejmuje m. in. konfiskowanie uchodźcom wartościowych przedmiotów na poczet kosztów związanych z ich pobytem.

To tylko kilka najnowszych przykładów świadczących o wzajemnym niezaufaniu między uchodźcami a mieszkańcami krajów, które udzieliły im azylu. Na tym tle na Litwie pojawia się coraz więcej dyskusji, jak należy traktować uchodźców i co z nimi robić.

― Przede wszystkim należy wyraźnie zrozumieć treść używanych przez nas pojęć. Na przykład, uchodźcą jest obywatel innego państwa, który otrzymał azyl, bo opuścił teren, na którym mieszkał ze względu na zagrożenie życia, zdrowia bądź wolności. Nie wszyscy przybysze z Krajów Trzeciego Świata, którzy ubiegają się o azyl, mogą być uchodźcami. Takich ludzi należałoby nazywać raczej przesiedleńcami, którzy albo zdobędą status uchodźcy, albo też go nie otrzymają i zostaną imigrantami ― tłumaczy w rozmowie z „Kurierem” prof. Egdūnas Račius, kierownik katedry regionalistyki Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie.

Jak podkreśla prof. Račius, nie wolno nazywać ogólnie uchodźcami tych kilku milionów mieszkańców z krajów Afryki i Azji, którzy w ciągu ostatnich 5 lat przybyli do Europy.

― Najważniejsze jest to, że ci ludzie przyjeżdżają z bardzo różnych krajów i reprezentują przede wszystkim różne warstwy społeczne. A, jak wiadomo, przynależność do jakiejś warstwy społecznej, jeżeli nie określa, to przynajmniej bardzo mocno wpływa na życie codzienne, które my nazywamy kulturą. Życie osób wykształconych, należących do klasy średniej, bardzo się różni od codzienności ludzi o słabym wykształceniu i niskich dochodach. Inaczej mówiąc, ich kultura różni się między sobą tak samo, jak np. kultura wykształconego Araba specjalisty i mieszkającego na wsi Litwina, który nie ukończył szkoły średniej — zaznacza Egdūnas Račius.

Na pytanie, czy litewskie społeczeństwo jest dostatecznie tolerancyjne i otwarte dla innych kultur, rozmówca także odpowiada, opierając się o aspekt wykształcenia. Jak mówi, poziom tolerancji litewskiego społeczeństwa względem innych kultur nie należałoby rozpatrywać o kryterium oceny ogólnej, ale pod kątem warstw społecznych.

― Na przykład, mieszkańcy mający niższe wykształcenie, mieszkający w rejonach, są bardziej otwarci dla kultury rosyjskiej i oceniają ją pozytywniej niż, powiedzmy, osoby bardziej wykształcone i najczęściej preferujące kulturę Europy Zachodniej. Natomiast na temat kultur, znajdujących się od nas dalej, mamy po prostu zbyt mało informacji, nakłaniającej do ich poznania i przyjęcia. Dlatego też naturalne jest, że tolerancji i otwartości względem tych nieznanych albo mało znanych kultur w litewskim społeczeństwie oczywiście brakuje — przyznaje rozmówca.

Prof. Egdūnas Račius także podkreśla, że w rozmowach o problemie uchodźców błędnym jest akcentowanie aspektu religijnego i coraz częściej spotykane określenie, że „dzisiaj w konflikcie zderzają się dwa różne światy ― społeczeństwo chrześcijańskie i islamskie”.

― Europejscy agnostycy i ateiści łatwo znajdują wspólny język z muzułmańskimi agnostykami i ateistami. Podobnie też praktykujący chrześcijanie znajdują wspólny język z wierzącymi muzułmanami oraz w wielu miejscach w Europie próbują jednoczyć się, bo widzą, że pojedynczo są zbyt słabi, aby obronić swoje wartości. Te wartości, owszem, nie są identyczne, jednak są bardzo bliskie, zarówno w islamie, jak też w chrześcijaństwie ― mówi nam kierownik katedry regionalistyki UWW.

Jak podkreśla prof. Račius, wzajemne niezaufanie przede wszystkim pojawia się z braku doświadczenia, zaś brak doświadczenia często wiąże się z brakiem wykształcenia.

― Inaczej mówiąc, kulturowa prowincjonalność prowadzi do kulturowego szowinizmu i rasizmu, które z kolei przeszkadza myśleć krytycznie. Powstaje takie swoiste „zaczarowane koło”. Jak z niego się wydobyć? Poprzez oświatę. Tylko poprzez wykształcenie można spodziewać się jakichś adekwatnych działań i ocen względem innych i siebie samych ― sądzi Egdūnas Račius.

Tymczasem Ieva Koreivaitė-Sadauskienė, wykładowczyni Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Nauk Politycznych Uniwersytetu Wileńskiego, specjalistka ds. polityki i kultury Bliskiego Wschodu, w rozmowie z „Kurierem” podkreśla, że wrogie nastawienie wobec przedstawicieli świata muzułmańskiego jest spowodowane brakiem poznania tej kultury i utożsamianiem całej religii z ekstremistycznymi działaniami organizacji terrorystycznych.

Rozmówczyni zaznacza, że islamska tradycja religijna, tak samo, jak chrześcijańska czy judaistyczna, jest faktycznie kontynuacją tradycji Abrahama. Podstawą Koranu ― księgi objawowej w islamie ― jest Stary Testament. Przedstawiona jest tam historia narodu żydowskiego oraz ten sam motyw stworzenia świata.
― Co prawda, sury (czyli rozdziały) Koranu, które zostały objawione, gdy prorok Muhammad zaczął rządzić Medyną i bronić się przed atakami z Mekki, różnią się od nauki Chrystusa.
Chrystus nie miał władzy politycznej, więc jego nauka polega przede wszystkim na dążeniu do zbawienia drogą duchową. Natomiast w przypadku Muhammada jest inaczej. Musiał on zajmować się regulacją stosunków społecznych, pogodzić ze sobą różne społeczności Medyny i adekwatnie rozdzielić dobra materialne między różnymi warstwami ― tłumaczy nam Ieva Koreivaitė-Sadauskienė.

Interpretatorzy praw religijnych i doktryn islamu akcentują ważność kontekstu ― miejsca i czasu Fot. archiwum

Interpretatorzy praw religijnych i doktryn islamu akcentują ważność kontekstu ― miejsca i czasu Fot. archiwum

Jak mówi, po śmierci Muhammada zaczął się nowy etap ― historia podbojów i rozwoju społeczeństwa muzułmańskiego. Rozmówczyni podkreśla, że nie należy utożsamiać pojęcia „muzułmanin” i „islamista”. Muzułmanin bowiem jest wyznawcą islamu jako religii, zaś islamista jest zwolennikiem doktryny politycznej zwanej islamizmem.
― Nie wypada więc mówić, że dzisiejszy światopogląd muzułmanów jest islamski, bo jest on muzułmański — twierdzi Koreivaitė-Sadauskienė. ― Z innej strony, nie wolno też powiedzieć, że islam został gdzieś w przeszłości i jesteśmy obecnie jedynie świadkami jego dewiacji, czyli odchyleń, spowodowanych prześladowaniem celów politycznych i nieprawidłową interpretacją. Islam stopniowo ulega rozwojowi i jest reformowany.

Jak zaznacza, obecnie religia ta posiada kilka odmian: islam tradycyjny, narodowy, modernistyczny i fundamentalny. Istnieje także tzw. islam dżihadystyczny (czyli terrorystyczny), z którym to właśnie obecnie jest utożsamiana cała religia.

― Najgorsze jest to, że nasze społeczeństwo ma zbyt mało informacji o intelektualnych prądach islamu, na przykład, o staraniach inteligencji islamskiej w sprawie połączenia doktryny islamu z zasadami demokracji. Zapominamy także, że w świecie muzułmańskim jest tylko kilka krajów, które propagują radykalny islamizm. W większości muzułmańskich państw tylko poszczególna część życia mieszkańców jest regulowana poprzez islamskie wartości i prawo ― tłumaczy Ieva Koreivaitė-Sadauskienė.

Rozmówczyni ubolewa, że w zachodnim społeczeństwie islam jest kojarzony przede wszystkim z tym, co reprezentują organizacje terrorystyczne. Jak mówi, takie organizacje wzmacniają, wydzielają i wyrywają z kontekstu Koranu tylko poszczególne islamistyczne koncepcje — na przykład usprawiedliwiają zabójstwa osób cywilnych, samobójstwo itp.

Podobne traktowanie islamu potępia natomiast absolutna większość muzułmanów. W głównym centrum religijnym sunnitów ― uniwersytecie Al-Azhar ― oraz w centrach religijnych szyitów ― Nadżafie, oraz Komie ― dżihadyzm jest spostrzegany jako herezja.

Jak mówi Ieva Koreivaitė-Sadauskienė, większość interpretatorów praw religijnych i doktryn islamu akcentują ważność kontekstu ― miejsca i czasu.

― To znaczy, że opisane w Koranie poszczególne społeczne normy, które były aktualne w VII wieku, dzisiaj są już niedopuszczalne. Na przykład, jeden z zapisów Koranu głosi, że Muhammad polepszył sytuację kobiet w ówczesnej Arabii. Dlatego też współcześni interpretatorzy twierdzą, że w świecie modernistycznym prawa kobiet także nie powinny być mniejsze niż gdzie indziej. W takich racjonalistycznych krajach kobiety otrzymują dużo praw. Jednak o tym na Zachodzie raczej nikt nie mówi. Mówi się wiele natomiast o np. praktykowanym w północnej Afryce obrzezaniu kobiet. Te praktyki powszechnie kojarzy się z islamem, chociaż religia je zabrania ― tłumaczy Koreivaitė-Sadauskienė.

Co do budzących niepokój migrantów z Bliskiego Wschodu, zaznacza, że nie warto w tym przypadku akcentować aspektu religijnego.

— Jeżeli z Syrii na Litwę przybyliby chrześcijanie, prawdopodobnie także nie byliby dla nas bardzo bliscy pod względem kulturowym. Na Bliskim Wschodzie nawet kobiety chrześcijanki mogą na przykład nosić nakrycia głowy, a muzułmanki mogą ich nie zakładać. Imigrant może pochodzi z regionu, w którym nadal są bardzo przestrzegane tradycje lub tak samo może pochodzić z miasta, w którym ludzie są od siebie oddaleni i o tradycjach zapomnieli. To znaczy, że imigrant może dla nas być dosyć bliski kulturowo albo też być zupełnie obcy. I przynależność do islamu nie jest tutaj najważniejszym elementem — mówi Koreivaitė-Sadauskienė.

Rozmówczyni podkreśla przede wszystkim, że migrantów, którzy przybędą na Litwę, nie wolno oceniać jako jakiejś jednolitej masy ― każdy przypadek będzie indywidualny i ocena jednej osoby czy rodziny nie powinna wpływać na traktowanie wszystkich.

Specjalistka ds. kultury Bliskiego Wschodu także zadaje pytanie, czy nasze społeczeństwo, w kontekście problematyki migrantów, w ogóle można określać jako chrześcijańskie?

― Owszem, posiadamy wartości chrześcijańskie. Jednak zwykle pojmujemy je nie jako wartości religijne, ale raczej etyczne. Być może dlatego tak wrogo jesteśmy nastawieni na akcent religijny związany z migrantami i chcemy, aby przyjechały do nas osoby jak najbardziej „sterylne”. W ogóle powiedziałabym, że w kontekście migracji nie warto mówić o zderzeniu się społeczeństw religijnych. Być może ma to jakiś sens, rozważając na szczeblu teoretycznym, globalnym. Jednak w życiu codziennym i praktycznym to nie daje żadnych owoców i nic nie mówi, o czekających na nas wyzwaniach ― twierdzi Koreivaitė-Sadauskienė.

Jedna odpowiedź do Migracja to nie zderzenie społeczeństw religijnych

  1. Tadeusz mówi:

    Uderzono mnie w lewy policzek,to muszę podstawić prawy?Im można nie szanować naszych tradycji obyczajów,a nam milczeć i tylko przyglądać się,jak gwałcą i rabują naszych kobiet ?Spróbowałby któryś z nas coś podobnego uczynić u nich,to by już nie żył.Ten artykuł jest napisany dla niepoprawnych liberałów i idealistów,więc nie mogę go przyjąć jako dyrektywy do działania.Swych wartości należy bronić i stanowczo,bo wlazą nam na głowy.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.