20
Jarosław Wołkonowski: Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ― ważne święto

Jarosław Wołkonowski Fot. Marian  Paluszkiewicz
image-76842

Jarosław Wołkonowski, dziekan Wydziału Ekonomiczno-Informatycznego Wileńskiej Filii Uniwersytetu w Białymstoku Fot. Marian Paluszkiewicz

1 marca, po raz szósty obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ― święto żołnierzy Armii Krajowej antykomunistycznego i niepodległościowego podziemia, którzy walczyli z Niemcami i Sowietami. Na ten temat rozmowa z dr hab. Jarosławem Wołkonowskim, dziekanem Wydziału Ekonomiczno-Informatycznego Wileńskiej Filii Uniwersytetu w Białymstoku.

Dlaczego data celebrowania Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych została ustanowiona właśnie na 1 marca? Jakie znaczenie ten dzień ma dla narodu polskiego?

Właśnie w dniu 1 marca 1951 roku w więzieniu mokotowskim w Warszawie wykonano siedem wyroków śmierci na żołnierzach antykomunistycznego podziemia polskiego z organizacji Wolność i Niezawisłość (WiN). Byli to oficerowie: ppłk. Łukasz Ciepliński, ppłk. Mieczysław Kawalec, kpt. Józef Batory, mjr Adam Lazarowicz, kpt. Franciszek Błażej, por. Karol Chmiel oraz kpt Józef Rzepka. Wszyscy oni byli żołnierzami Armii Krajowej podczas okupacji niemieckiej. WiN to organizacja, która po rozwiązaniu Armii Krajowej już podczas nowej okupacji sowieckiej, walczyła przeciw sowietyzacji i komunizacji państwa polskiego oraz podporządkowaniu go Związkowi Sowieckiemu. Domagała się, by wojska sowieckie i NKWD wycofały się z Polski, organizacja nie uznała zmian terytorialnych Polski, które zostały narzucone na konferencji w Jałcie w 1945 roku.

Skąd zrodził się sam termin „Żołnierze Wyklęci”?

Żołnierzami Wyklętymi zostali wszyscy polscy żołnierze, którzy w latach 1945-1963 walczyli przeciw sowietyzacji Polski i byli w antykomunistycznym ruchu oporu na terenach państwa polskiego. Ocenia się, że w tym okresie w podziemiu antykomunistycznym walczyło około 200 tys. Żołnierzy Wyklętych, z których około 7 tys. zginęło w walkach lub zostało rozstrzelanych z wyroków sądów Polski Ludowej i Związku Sowieckiego. Według wyroków sądowych żołnierze ci byli zdrajcami, pospolitymi bandytami, kryminalistami i przestępcami —  byli wyklęci ze świadomości społeczeństwa, stąd zrodził się termin „Żołnierze Wyklęci”. Dla Polaków i narodu polskiego dzień 1 marca jako święto Żołnierzy Wyklętych jest dniem oddania hołdu i pamięci tym żołnierzom, a przede wszystkim ludzkiej sprawiedliwości tym ludziom, którzy walczyli w słusznej sprawie z reżimem totalitarnym —  walka ich i oni sami zostali napiętnowani przez system totalitarny jako pospolici bandyci i zdrajcy.
Jak Żołnierze Wyklęci byli związani z Wileńszczyzną?

6 lipca 1944 roku Okręg Wileński Armii Krajowej wspólnie z Nowogródzkim Okręgiem AK przeprowadził operację „Ostra Brama” mającą na celu zdobycie Wilna przed wkraczającą armią sowiecką. Polskie oddziały AK wyzwoliły połowę miasta w dniu 9 lipca 1944 roku, a mianowicie jego prawobrzeżną część —  dzielnicę Kalwaryjską, Żyrmuny, Bołtupie, Zwierzyniec. Wtedy też w panice wojska niemieckie zniszczyły Most Zielony i Most Zwierzyniecki, aby odciąć się od ataków polskich oddziałów, które zgrupowały się w prawobrzeżnej części miasta. Lewobrzeżnej części Wilna polskie oddziały AK, na skutek bardzo silnego oporu wojsk niemieckich, nie potrafiły zdobyć z marszu. Została ona wyzwolona wspólnie przez oddziały polskie AK i wojska sowieckie w dniu 13 lipca 1944 roku.
W dniu 17 lipca gen. Czerniachowski zaprosił do swej siedziby (dzisiaj jest to budynek ambasady Danii przy rondzie Jana Pawła II w Wilnie) dowódcę Wileńsko-Nowogródzkiego Okręgu AK ppłk-a Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka” i szefa sztabu mjr-a Teodora Cetysa „Sława” na rozmowy na temat dalszej wspólnej walki przeciw wojskom niemieckim. Podczas tego spotkania zostali oni podstępnie rozbrojeni i uwięzieni. W podobny sposób dowódcy polskich oddziałów byli zaproszeni na uroczystość wręczenia odznaczeń do Bogusz. Zostali oni również podstępnie rozbrojeni i wzięci do niewoli. Oddziały polskie na skutek podstępnych działań strony sowieckiej ruszyły do Puszczy Rudnickiej, która, jak się później okazało, już była okrążona przez wojska sowieckie. W Puszczy Rudnickiej po kilku dniach, na skutek przewagi wojsk sowieckich, oddziały polskie liczące około 6 tys. żołnierzy złożyły broń i trafiły do niewoli sowieckiej. Odprowadzeni zostali do zamku w Miednikach, a stamtąd pod koniec lipca do Kieny, skąd pociągiem towarowym zostali wywiezieni w głąb Związku Sowieckiego, a następnie na Sy berię. Jednak część polskich oddziałów AK, będących w okrążeniu w Puszczy Rudnickiej, potrafiła przebić się z bronią w ręku przez wojska sowieckie i rozpoczęła walkę z sowieckim okupantem.

Jakie więc polskie oddziały w okresie okupacji sowieckiej walczyły o wolną i suwerenną Polskę na terenie Wileńszczyzny?

Jednym z nich był oddział porucznika Lisowskiego „Korsarza”, który 15 września 1944 zniszczył „sielsowiet” w Małych Solecznikach. 17 września 1944 roku na terenie gminy Ejszyszki oddziały AK spaliły 9 mostów, w tym 1 „znaczenia ogólnopaństwowego”. 20 października 1944 r. oddział AK zmobilizowany z lokalnej sieci terenowej opanował miasteczko Ejszyszki, niszcząc m. in. dokumentację w urzędach sowieckich. W grudniu 1944 roku oddział Czesława Czeszumskiego „Edka” uwolnił w Popiszkach koło Wilna około 200 osób, w większości Polaków, zatrzymanych przez milicję i przeznaczonych do wywózki w głąb ZSRR. Jesienią 1944 roku rozpoczęły walkę dwa oddziały „Samoobrony” pod dowództwem Władysława Kitowskiego „Orlicza” i Witolda Turonka „Tumry”. Większość polskich oddziałów walczących na Wileńszczyźnie to były oddziały AK, które uniknęły rozbrojenia i wywózki na Syberię przez wojska sowieckie, ale powstały też spontanicznie nowe oddziały. Żołnierzom tych oddziałów był nie do przyjęcia komunistyczny system totalitarny, jaki przyniosły na te tereny wojska sowieckie.

Zygmunt Edward Szendzielarz, ps. „Łupaszka” Fot. archiwum
image-76843

Zygmunt Edward Szendzielarz, ps. „Łupaszka” Fot. archiwum

Jaki los spotkał żołnierzy, którzy na Wileńszczyźnie walczyli w podziemiu antykomunistycznym?

Przytłaczająca większość tych oddziałów została zniszczona przez obławy NKWD i wojska sowieckie.

Tak w miejscowości Sangieliszki w rejonie solecznickim na wiejskim cmentarzu przy kaplicy znajduje się zbiorowa mogiła 20-25 żołnierzy AK z oddziału „Komara”, którzy zginęli tutaj na początku lutego 1945 roku w walce z oddziałami NKWD w pobliżu domu Zofii Sakowicz. Polski oddział przybył do tej miejscowości po ciężkich walkach 6-7 stycznia 1945 roku w Puszczy Rudnickiej z jednostkami NKWD. W pierwszych dniach lutego został podstępnie okrążony i całkowicie rozbity w walce z oddziałami NKWD. Ciała zabitych polskich żołnierzy, jak również 4 cywilów —  Zofii Sakowicz, jej 8-miesięcznej córki, jej matki i pastucha, 12-letniego Igora Gołubiewa — sowieccy żołnierze wrzucili do podpalonej chaty. Kiedy sowieci odeszli, mieszkańcy wsi pochowali polskich żołnierzy i cywilów w grobie na wiejskim cmentarzu, który znajduje się przy kaplicy tuż obok tej miejscowości. W Wilnie w Tuskulanum jest około 30 trumien, gdzie znajdują się szczątki żołnierzy Armii Krajowej, skazanych na karę śmierci przez stalinowskie sowieckie sądy w latach 1944-1945 za udział w Armii Krajowej. Innego „przestępstwa” sowieckie władze stalinowskie nie przedstawiły.
30 żołnierzy AK rozstrzelano w podziemiach budynku KGB w Wilnie na Placu Łukiskim, zaś ciała pogrzebane zostały w willi NKWD znajdującej się nieopodal Tuskulanum. Spośród skazanych był ksiądz Mikołaj Tapper „Żaba” pochodzący z Warszawy oraz dowódca oddziału polskiego Michał Babul „Gaj” (z zawodu nauczyciel) pochodzący z okolic Ejszyszek. W kolejnych latach większość polskich oddziałów została rozbita, zaś żołnierze zginęli i zostali pochowani na wiejskich cmentarzach. Jednym z takich cmentarzy jest Wersoka w rejonie solecznickim. Na terenie dawnego majątku Szalewiczów znajduje się cmentarz, na którym pochowano 4 żołnierzy AK z Okręgu Nowogródzkiego. Jednym z nich jest żołnierz AK Michał Rzuchowski „Łabędź”, który poległ 6 lutego 1945 roku w Bołądziszkach w walce z oddziałami NKWD. Obok znajduje się bezimienny grób, w którym prawdopodobnie pochowanych jest 8 żołnierzy AK z grupy „Hajduka” poległych razem z Michałem Rzuchowskim 6 lutego 1945 roku w walkach z oddziałami NKWD w Bołądziszkach.

Ilu ogółem Żołnierzy Wyklętych zginęło na Wileńszczyźnie?

Straty spośród walczących w antykomunistycznym podziemiu na Wileńszczyźnie szacunkowo są oceniane na około 200 Żołnierzy Wyklętych. Oddzielną kartę walk z sowietyzacją Polski zapisała 5 Wileńska Brygada, która wycofała się z Wileńszczyzny w trakcie operacji „Ostra Brama”, pokonała kilkaset kilometrów i walczyła na Pomorzu. Wielu jej żołnierzy oraz dowódca, legendarny „Łupaszka” Zygmunt Szendzielarz, a także sanitariuszka Danuta Siedzikówna „Inka”, zginęli na polu walki lub z wyroków śmierci sądów jako Żołnierze Wyklęci.

 Pana zdaniem, czy mieszkający na Litwie Polacy mają dostatecznie informacji i świadomości co do działalności AK? Dlaczego ludzie tutaj raczej nadal obchodzą 23 lutego, a święto 1 marca jest mniej znane? Jak można to zmienić?

Sądzę, że Polacy mieszkający na Litwie, mają dzisiaj słabą świadomość i mało informacji co do działalności AK, jaką prowadziła ta formacja podczas okupacji niemieckiej w latach 1941-1944 na terenie Wileńszczyzny. Temat ten z jednej strony jest trudny władzom Litwy. Należy jednak zauważyć, że władze litewskie zarejestrowały w 2004 roku, po kilkunastu nieudanych próbach, kombatancką organizację zrzeszającą byłych żołnierzy AK pod nazwą „Klub Kombatantów Armii Krajowej”. Z drugiej strony wiele było w prasie litewskiej artykułów szkalujących żołnierzy AK walczących na terenie Wileńszczyzny. Podręczniki historii w szkołach na Litwie wymagają wiele radykalnych korekt i zmian na ten temat, gdyż najczęściej ukazują żołnierzy AK jako bandytów i wrogów państwa litewskiego. Należy zauważyć, że jeżeli na temat walk AK z okupacją niemiecką na terenie Wileńszczyzny jest pewna, co prawda, bardzo skąpa informacja, to na temat walk Żołnierzy Wyklętych z polskiego podziemia antykomunistycznego z sowieckim systemem totalitarnym jest całkowita pustka.

Jak to można zmienić?

Aby dzień 1 marca był dla Polaków na Litwie znany i utrwaliłby się w świadomości społecznej, należy podjąć działania, mające na celu przywrócenie pamięci Żołnierzom Wyklętym i oddania im należytego hołdu. Jednym z takich działań mogłoby być zidentyfikowanie (według DNA) 30 Żołnierzy Wyklętych spoczywających dzisiaj —  jako nieznani —  w Tuskulanum, a następnie przeniesienie ich szczątków i pogrzebanie w kwaterze żołnierskiej na Rossie. Według mojej opinii, należy zorganizować uroczysty pogrzeb żołnierzy na Rossie, gdyż ludzie ci, po pierwsze, pogrzebu nie mieli (symboliczne otwarcie Tuskulanum i zostawienie ich wspólnie z żołnierzami niemieckimi i mordercami Żydów trudno jest nazwać pogrzebem). A po drugie, im zwyczajnie się należy spoczynek w kwaterze żołnierskiej.
Należy też godnie upamiętnić miejsca spoczynku Żołnierzy Wyklętych na terenie Wileńszczyzny. Jeżeli władze samorządowe rejonu solecznickiego podjęły się trudu odnalezienia i uporządkowania grobów Żołnierzy Wyklętych na swym terenie, to nie widzimy takich działań w rejonie wileńskim. Należy też podjąć działania, aby w rejonach wileńskim i solecznickim ulicom zostały nadane nazwy na cześć nazwisk Żołnierzy Wyklętych. Można i należy podejmować starania w stołecznym samorządzie, aby taką nazwę nadać jednej z ulic miasta Wilna. Odpowiednia polityka pamięci oraz polityka pamięci historycznej prowadzona przez władze, organizacje społeczne i instytucje państwowe spowoduje, że 23 lutego, jako dzień żołnierzy sowieckich, odejdzie w niepamięć, a jego miejsce zajmie dzień 1 marca, jako dzień Żołnierzy Wyklętych, którzy jako pierwsi podjęli się walki z totalitarnym sowieckim reżimem.

20 odpowiedzi to Jarosław Wołkonowski: Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ― ważne święto

  1. Maur mówi:

    Bardzo dobry artykuł.
    Jasno pokazuje świat tradycyjnych wartości i zestawia z dzisiejszymi próbami dezawuowania ich.
    To jest jeden z fragmentów historii, który każdy szanujący się człowiek znać musi. Musi też wiedzieć co, jak i dlaczego się wydarzyło by móc odpowiedzieć na pytanie dlaczego wciąż nie jest tak jak być powinno.
    Pozostawanie w niewiedzy lub wiedzy fałszywej rodzi nieuchronną konieczność by doświadczyć osobiście tej lekcji historii. Tylko wówczas będzie to ból osobisty. Nie tak jak teraz, gdy był to ból tylko Żołnierzy Wyklętych.

  2. Anonymous mówi:

    “Korsarz” miał stopień kaprala; po ujawnieniu konfident NKGB;
    w wiejskim areszcie w Popiszkach uwolniono kilkunastu;
    “Edek” miał na imię Stanisław;
    200 poległych i wymordowanych ? Liczba zaniżona.

  3. józef III mówi:

    dzięki Profesorze !

  4. Tadeusz mówi:

    To może ci “wyklęci” uratowali Polskę od całkowitego unicestwienia i germanizacji i zawiesili biało-czerwona flagę nad Berlinem?zrobili to żołnierze WP,a wśród nich i mój wujek,ci zaś “niezłomni”tylko terroryzowali ludzi okolicznych wsi oraz ich rabowali.Tak było w czasie wojny i po niej,kiedy należał odbudowywać kraj.

  5. Rajmund Klonowski mówi:

    Panie Tadeuszu,
    Nikt nie neguje ani nie umniejsza bohaterstwa tych, którzy zawiesili w Berlinie flagę Biało-Czerwoną, w tym także i Pańskiego Wujka. Ale obok ich historii należy także opowiedzieć historię tych, którzy przez całą okupację niemiecką walczyli z najeźdźcą, a których po wojnie bezceremionialnie niszczył inny najeźdźca — sowiecki, ten sam przecież, który razem z Niemcami Polskę napadł w roku 1939, ten sam, który po wypędzeniu z Wilna Niemców zdjął z Wieży Zamkowej polską flagę i zaczął niszczyć Armię Krajową.
    Historie Żołnierzy Wyklętych nie są historiami rabusi i bandytów (rzeczywiści bowiem kryminaliści nie są zaliczani w poczet Niezłomnych), jak ich przedstawiała prasa sowiecka — chcąca nie tylko fizycznej likwidacji „wrogów ludu”, ale także zniszczenia ich pamięci. Z całą pewnością nie terroryzował ludności cywilnej rotmistrz Witold Pilecki, najdzielniejszy w historii świata Wilnianin, który jako ochotnik trafił do niemieckiego obozu zagłady Auschwitz, by móc sporządzić raport o dokonywanych tam zbrodniach. Nie rabowała ludzi okolicznych wsi Danuta Siedzikówna „Inka”, której rodzice zginęli z rąk Niemców, a ją komuniści zamordowali tydzień przed osiemnastymi urodzinami.
    Czy nie walczył z Niemcami przywódca Kedywu, generał Emil Fieldorf „Nil”? Jan Rodowicz „Anoda”? Rzesze innych ludzi, którzy nierzadko po pobiciu Niemców nie chcieli walczyć, tylko normalnie żyć — ale nie pozwolił im komunistyczny okupant?
    To ich historie opowiada Dzień Żołnierzy Wyklętych — tych ludzi, których postawa nie pasowała do sowieckiej wizji świata, do mitu o tym, że tylko Armia Czerwona „walczyła z faszyzmem”. Od czasów starożytności obowiązkiem ludzi przyzwoitych jest opłakanie i godne pogrzebanie zmarłych. Oprawcy Żołnierzy Wyklętych chcieli to uniemożliwić — ukrywając ich szczątki, wiele z których wciąż jeszcze nie zostało odnalezionych. I dopiero nasze pokolenie — trzecie, czwarte od czasów wojny — ma możliwość dokonania tej powinności Antygony, godnego pożegnania bohaterów.
    My, Polacy, lubimy się kłócić, ale nie zawsze jest ku temu potrzeba. W naszej bogatej historii jest miejsce i dla Żołnierzy Wyklętych, i dla tych, którzy walczyli w innych formacjach. Walczący o Wolną Polskę na pewno nie spierali się, kto walczył „bardziej”, tylko dążyli do tego jednego celu — Wolności.

  6. Jur mówi:

    Słowo o żołnierzu nieugiętym Z. Szyndzialorzu „Łupaszce” Zygmunt Szendzielarz urodził się 12 marca 1910 r. w Stryju w obwodzie lwowskim na Ukrainie. Tam też ukończył w 1929 r. gimnazjum matematyczno-przyrodnicze. W listopadzie 1931 r. wstąpił jako ochotnik na kurs Szkoły Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej, Był uczestnikiem wojny obronnej i pod koniec września 1939 r. dostał się do sowieckiej niewoli, z której po kilku dniach uciekł i dotarł do Lwowa. Po nieudanych próbach przedostania się na Węgry, w listopadzie 1939 r. powrócił do Wilna. Od początku 1940 r. działał w konspiracji w środowisku 4 Pułku Ułanów, przyjmując pseudonim Łupaszka.5 Wileńska Brygada AK. W kwietniu lub maju 1943 roku znalazł się w bezpośredniej dyspozycji Komendy Okręgu Wileńskiego AK, która pod koniec sierpnia tego roku oddelegowała go na dowódcę do pierwszego oddziału partyzanckiego AK na Wileńszczyźnie dowodzonego wcześniej przez ppor. Antoniego Burzyńskiego ps. „Kmicic”. 26 sierpnia, podczas uzgadniania szczegółów dotyczącej wspólnej akcji oddziału „Kmicica” i dowodzonej przez Markowa Brygady im. Woroszyłowa na Miadzioł, w bazie sowieckiej partyzantki doszło do rozbrojenia i aresztowania sztabu „Kmicica”. Porucznik Burzyński został zamordowany, a jego partyzantów przesłuchano i podzielono na trzy grupy. Jedną, 50-osobową rozstrzelano. Na przełomie września i października 1943 roku oddział por. Szendzielarza liczył już ok. 100 ludzi. Przyjął on nazwę 5 Wileńskiej Brygady AK, zwanej też nieoficjalnie „Brygadą Śmierci”. Brygada operowała na terenie na płn.-wsch. od Wilna. Prowadziła ona walki zarówno z Niemcami i ich litewskimi sojusznikami, jak też partyzantką sowiecką. 25 stycznia uczestniczył w rozmowach we wsi Swejginie między przedstawicielami Okręgu Wileńskiego AK i niemieckich władz wojskowych.
    Na początku kwietnia 1944 roku, po odprawie w komendzie Okręgu, został przypadkowo aresztowany u swojej teściowej przez Litwinów, którzy przekazali go władzom niemieckim. Niemcy zaproponowali mu wówczas zaprzestanie walk i wspólną akcję przeciwko sowieckiej partyzantce, a w zamian dostawy uzbrojenia. Por. Szendzielarz odmówił, zasłaniając się brakiem pełnomocnictw do czynienia tego typu ustaleń. Pod koniec kwietnia został zwolniony, najprawdopodobniej przez samych Niemców, którzy potraktowali ten gest jako akt dobrej woli wobec komendy Okręgu, mając nadzieję na nawiązanie ponownych kontaktów. Pod koniec maja nastąpiło skoncentrowanie czterech brygad AK w celu utworzenia większych zgrupowań partyzanckich. Brygada „Łupaszki” weszła w skład Zgrupowania nr 2 pod dowództwem majora Mieczysława Potockiego ps. „Węgielny”. W tym czasie por. Szendzielarz prawdopodobnie otrzymał awans do stopnia rotmistrza. Cała akcja związana była z przygotowaniami do zdobycia Wilna w ramach planowanej operacji pod nazwą „Ostra Brama”.
    Akcja zbrojna w Dubinkach była odpowiedzią na wcześniejszy mord w Glinciszkach w czasie którego litewski oddział pomocniczy policji niemieckiej zabił 39 Polaków .Odwet Łupaszki miał miejsce 23 czerwca 1944 roku w zamieszkanej głównie przez Litwinów wsi Dubinki w akcji oddziału dowodzonego przez Szendzielarza były też ofiary cywilne – 27 osób, w tym kobiety i dzieci, wśród ofiar znalazła się też Polka, Anna Górska, z czteroletnim synem.. Według jednej z wersji w zabójstwach w Dubinkach wzięły także udział brygady „Narocz” i „Brasławska”. Wkrótce rozkazem pułkownik A. Krzyżanowskiego Brygada „Łupaszki” została przesunięta na inny teren i włączona w skład Zgrupowania nr 1 majora. Antoniego Olechnowicza ps. „Pohorecki”. Na przełomie czerwca i lipca 1944 roku rozpoczęto wykonywanie akcji „Burza”, której ostatnim akordem miało być opanowanie Wilna.
    Na jesieni 1946 r. Szendzielarz razem z niewielką grupą żołnierzy przeniósł się na teren Białostocczyzny, gdzie dołączył do VI Brygady Wileńskiej, dowodzonej przez ppor. Lucjana Minkiewicza “Wiktora”. W marcu 1947 r. opuścił oddział. Początkowo przebywał w Warszawie, później w okolicach Głubczyc, a następnie ukrywał się w Osielcu koło Makowa Podhalańskiego.
    Tu 30 czerwca 1948 r. został aresztowany przez funkcjonariuszy MBP. W trakcie śledztwa trwającego blisko dwa i pół roku zachował godną postawę, biorąc na siebie całkowitą odpowiedzialność za działania podległych mu oddziałów. 2 listopada 1950 r. skazany został przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie na karę śmierci. Wyrok wykonany został 8 lutego 1952 r. w warszawskim więzieniu na Mokotowie. Miejsce jego pochówku ustalono po latach na tkz „łączce” cmentarza wojskowego w Warszawie gdzie grzebano potajemnie pomordowanych w więzieniu na Rakowieckiej.

  7. czarek mówi:

    A ja mam nadzieje ze przyjdzie dzien kiedy uczcimy pamiec wszystkich , tych wykletych wtedy i przeklinanych teraz .

  8. Anonymous mówi:

    https://youtu.be/BaPUl6BiDbA
    nie po drodze nam z Bolszewią dzisiejszą

  9. Maur mówi:

    Ad: Tadeusz & all

    To jakaś bardzo uproszczona wizja świata.
    Żołnierze Wyklęci stali się nimi bo nie pasowali do świata przynoszonego Polsce na sowieckich bagnetach. Świata, w którym to “ciury obozowe” miały zniszczyć każdego kto przeszkadzał im w zniewoleniu Narodu na modłę ZSRR.
    Znam trochę tej historii, z motywami osobistymi, na Wileńszczyźnie. Tam gdzie działała siatka terenowa AK. Bo nie było tylko tak, że żołnierze byli zgrupowani w różnej wielkości oddziały wykonujące od czasu do czasu jakieś akcje zbrojne przeciw okupantom.
    Częściej było tak, że żyli tak jak inni. Pracowali w swoich zawodach, uprawiali swoje ziemie i dbali o swoje rodziny. Ważne, że w ogóle byli i byli w świadomości społecznej. Z jednej strony ta świadomość trzymała okupantów w jakichś ryzach, z drugiej strony żaden pospolity bandyta, rabuś, konfident czy inny złoczyńca nie mógł liczyć na całkowitą bezkarność.
    Ludzie składali skargi dowódcom i to jest fakt. Przychodzili do nich po sprawiedliwość. Nie wszyscy i w każdej chwili mogli liczyć na odwiedzenie przez oddział AK. Tam gdzie była siatka terenowa AK było w miarę spokojnie jak na warunki wojenne. Sprawy były załatwiane na miejscu. Czasem były to dość radykalne działania – na miarę przewin złoczyńców.
    Poza tym na WIleńszczyźnie sprawy przybrały zły dla Polaków obrót już w 1939 roku. Gdy ZSRR podarował Wilno Lietuvisom. Samoorganizacja przyszłego AK rozpoczęła się wraz z pojawieniem się szowinizmu nowej władzy litewskiej. Kilka miesięcy później ZSRR uznał za Lietuvę za niegodną samodzielnego bytu państwowego i włączył ją w skład ZSRR. Pojawiła się kolejna administracja – bolszewicka. Szczególnie w obszarach bezpieczeństwa. Lietuvisy chętnie podjęli z nią współpracę. Lecz ich nadgorliwość temperowali sami bolszewicy. Po niespełna roku, gdy Niemcy ruszyli na ZSRR, Lietuvisy chętnie podjęli kolaborację z nowym okupantem. Na tyle chętnie, że w niecałe 5 miesięcy byli głównym katem ponad 137 000 ofiar. Głownie żydowskich lecz nie tylko. Głównie obywateli polskich – na pewno. Brak hamulców u Lietuvisów doprowadził do wielu bestialskich wręcz mordów, charakterystycznych w sposobie prymitywnym ludom barbarzyńskim. Polacy musieli się bronić. Mieli przeciwko sobie formacje litewskie i niemieckie – formalnie sprawujące władzę i mające siłę zbrojną zdolną do egzekucji swoich praw. Po lasach, szczególnie w Puszczy Rudnickie, ale też Nackiej i Ruskiej – ukrywało się wielu sołdatów z rozbitych oddziałów ZSRR i Żydów, którym udało się uniknąć pogromów. Oni musieli “wyrwać” swoje zaopatrzenie w żywność i odzież od miejscowych ludzi. Napady, gwałty i rabunki były normalną częścią życia tamtych czasów. Ktoś ludność musiał bronić. Przecież nie Niemcy i Lietuvisi. Tam gdzie siatka terenowa AK była dość solidna tam takich rabunków było mniej. Gdzie była ledwie kilkuosobowa samoobrona – tam były takie zdarzenie jak w Koniuchach.
    AK została wyklęta w całości. Jak i wszystkie formacje powstałe po jej rozwiązaniu. Nawet te, które wyrzekały się walki zbrojnej o kształt nowej Polski. Jak choćby WiN. To dzień kaźni ich dowódców ostatniego IV zarządu – przez “ciury” służące nowemu panu -ZSRR, dzień 1 marca 1951 roku jest tym impulsem by przywrócić godną pamięć najlepszym synom Narodu Polskiego.

    P.S. Trochę o takich sprawach napisałem lecz w kontekście wątków osobistych tu: http://citi-net.pl/blog/edek/?cat=4

  10. Ja mówi:

    do Tadeusz: wielu spośród Żołnierzy Wyklętych stanowili dawni partyzanci, którzy po wojnie zrezygnowali z dalszej walki i chcieli wieść normalne życie, ale uniemożliwiła im to komunistyczna władza, która za ich wieloletnią walkę z Niemcami miała im do zaoferowania tylko wyroki więzienia, a niekiedy śmierci. Tylko dlatego, że bili się w szeregach “niesłusznych”, niepodporządkowanych Stalinowi formacji. To właśnie sprawiło, że wrócili oni do lasu. Nazywanie ich “bandytami” po tym, jak za swoje bohaterstwo, zamiast orderów dostali szykany i prześladowania, jest przejawem zbydlęcenia i powinno kwalifikować do natychmiastowego bana.

  11. JM mówi:

    żołnierze sowieckiego wojska z kuricą na czapkach byli polskojęzyczną armią Stalina.
    Taki los brańców, w tym dziadków tadeuszów, służących pod komendą bolszewików.
    Oficerowie Wojska Polskiego leżeli wówczas w Katyniu, Miednoje i Charkowie.
    Polski Siły Zbrojne w Kraju stanowiła Armia Krajowa.
    Proste i oczywiste dla Polaków, dla potomków Bolszewii skomplikowane do pojęcia.

  12. Anonymous mówi:

    Chwała Bohaterom !
    https://youtu.be/g7tiLod6DJQ

  13. Maur mówi:

    Do: JM
    Generał Anders jakoś armię zorganizował i wyprowadził z ZSRR. Oczywiście nie mógł wszystkich do armii przyjąć i zabrać ze sobą. Czas, odległość, informacja, itd.
    Tym nie mniej nie można kwestionować patriotyzmu tych zesłańców którzy przyszli ze wschodu z armią Berlinga. Takie kwestionowanie jest niegodne człowieka przyzwoitego.
    Zupełnie inna sprawa z kadrą dowódczą w tej armii, przynajmniej z jej większą częścią. Lecz znowu nie można w czambuł kwestionować patriotyzmu tej części kadry oficerskiej, która nie zdążyła do Andersa.
    Przecież nie wszystkich oficerów bolszewicy zamordowali w symbolicznym Katyniu. Część trafiła wcześniej na różne zsyłki, część później.
    Pod linkiem podanym w poprzednim poście dodałem Żołnierzy Wyklętych z mojej rodziny. Nie ma ich wielu. Lecz jest tam jeden przypadek gdy ojciec przyszedł z Armią Berlinga a syn był w tym czasie w AK na Wileńszczyźnie. Ojciec pozostał do emerytury w LWP a syn był kombatantem AK.
    Nie warto szafować słowem bez umiaru.

  14. JM mówi:

    Brańcy, w tym kresowi, pacyfikowali podziemie niepodległościowe w latach 1944 -1945.
    Mazowsze, Podlasie.
    Inni uciekali do Wojska Polskiego w lasach: AK, NZW, WiN, NSZ.
    Dowódcy “LWP” = sowieciarze. Nie ulega wątpliwości.
    Jakby chcieli zdążyć to by zdążyli o Andersa, a nie pijali wódkę z czekistami, jak Berling, w kilku willach pod Moskwą. Potem mordowali ludzi w Poznaniu 56 i na Wybrzeżu 70′.
    Sowiecka armia w polskich mundurach służąca ochronie władzy PZPR.
    + wspomaganie sowietów w ataku na Zachód.

  15. Piotrek mówi:

    Szkoda, że zolnierzom nie udalo sie obroni c polskości i polskiej panstwowosci tych ziem.

  16. Antoni Smietana V mówi:

    Chwala polskim bohaterom.

  17. Tadeusz mówi:

    Kto tam mówi o uproszczonej wizji świata ?Dzisiejsi PiS-klacy,którzy widzą historię tylko w dwóch kolorach : białym i czarnym.Próbują też urzeczywistniać nową politykę historyczną na wzór kremlowskiej i jako wynik tych zabiegów będziemy mieli nie historię,ale polithistorię.Innemu zaś przypomnę o ostatnim rozkazie Okulickiego,by zakonserwować działalność,wyjść z podziemia,przyjrzeć się rzeczywistości,zachować ludzi i … odbudowywać kraj ze zniszczeń wojennych,a nie polować na pojedyńczych milicjantów.Sczególnie tym popisywały się oddziały,będące pod wpływem piłsudczyków oraz endeków,a którzy chcieli odbudować nacjonalistyczną,antysemicką,przesiąkniętą korupcją II Rzeczpospolitę.Ale byli i inni,którzy widzieli Polske inną,toteż wstąpili do oddziałów AL i Batalionów Chłopskich.Tak więc może im też należy się święto 1 marca ?

  18. JM mówi:

    Hołota red z AL niech świętuje 17 wrzesnia

  19. józef III mówi:

    cześć i chwała Bohaterom !

Leave a Reply

Your email address will not be published.