Cmentarz Rossa na progu zaniknięcia

Ponad 50 nagrobków na wileńskiej Rossie jest w stanie awaryjnym Fot. Marian Paluszkiewicz
Ponad 50 nagrobków na wileńskiej Rossie jest w stanie awaryjnym Fot. Marian Paluszkiewicz

Nagrobki się zapadają, mur cmentarny się kruszy, a władze sprzeczają się, czyim obowiązkiem jest opieka nad kulturalnym zabytkiem Wilna.

Cmentarz Rossa — to prawdziwa skarbnica pamiątek kultury polskiej w Wilnie, obok warszawskich Powązek, krakowskiego cmentarza Rakowickiego i lwowskiego Łyczakowa jest jednym z czterech najważniejszych polskich cmentarzy. Nagrobki wileńskiej Rossy stanowią wyjątkową kolekcję sztuki sepulkralnej o randze europejskiej. Jednak pomimo swej wartości ostatnio są bardzo zaniedbywane przez władze stołeczne. Powodem tego jest przede wszystkim brak środków oraz brak jedynego gospodarza tego zabytkowego cmentarza, co też zaważa na losie  miejsca spoczynku najwybitniejszych osobistości ubiegłych stuleci.

3 lipca br. Diana Varnaitė, dyrektor Departamentu Dziedzictwa Kulturowego (z lit. KPD) przy Ministerstwie Kultury Republiki Litewskiej, skierowała pismo wraz z listą żądań, w którym zwraca się z prośbą o elementarne uporządkowanie cmentarza, głównie zaniedbanych nagrobków. Wśród wyliczanych problemów proszono w piśmie o uporządkowanie do dnia 20 lipca nagrobku Sigitasa Lasavickasa, honorowego obywatela miasta Wilna, a także groby litewskich żołnierzy. Wystąpiono z prośbą o uporządkowanie do 1 sierpnia nagrobku Euzebiusza Słowackiego (teoretyka literatury oraz historyka), a także terytorium dookoła grobu. Zaznaczono również, żeby specjaliści zajęli się awaryjnym stanem pozostałych nagrobków,  katakumb, konstrukcjami zabezpieczającymi zsuwanie się ziemi, a także niszczejącym murem cmentarza. Od władz stołecznych, jak „Kurierowi” powiedziała Danguolė Narkūnienė, nadinspektor Departamentu Dziedzictwa Kulturowego, odpowiedzi nie otrzymali i dopiero  o pewnych postanowieniach samorządu KPD dowiedziało się z prasy. Nadinspektor podkreśla, że  podobne pismo nie po raz pierwszy kierowano do samorządu. Jednak do skutku jeszcze nigdy nie doszło.

Problem niszczejącego cmentarza jest to wynik przerzucania odpowiedzialności pomiędzy trzema instytucjami, na których barkach jednocześnie ciążą obowiązki utrzymywania porządku na cmentarzu. Samorząd stołeczny, spółka samorządowa „Aketonas” oraz Departament Dziedzictwa Kulturowego przy Ministerstwie Kultury zrzucają tą odpowiedzialność jeden na drugiego. Zgodnie z prawem kustoszem cmentarza Rossa jest stołeczny samorząd, i to właśnie on, jak twierdzi KPD, jest głównym sponsorem wszystkich renowacji (powinien finansować ponad 50 procent sumy, KPD obowiązkiem jest jedynie dodatek do sumy podstawowej). Z notki, która się ukazała w agencji prasowej BNS, wynika absolutna odwrotność (dotycząca pisma z 3 lipca): „W najbliższym czasie władza stołeczna zamierza prowizorycznie obliczyć, ile mają kosztować wskazane prace i wówczas zwrócą się do KPD w sprawie finansowania”. Z powyższego wynika, że żadna strona nie ma zamiaru ponosić większość kosztów renowacji nagrobków na wileńskiej Rossie.

Spółka samorządowa „Aketonas” zostaje w tym momencie na uboczu, ponieważ, jak wyjaśniano „Kurierowi”, renowacje zabytków na Rossie nie należą do kompetencji spółki.Jej zadaniem jest tylko utrzymywanie ogólnego porządku na cmentarzu, tzn. wywożenie śmieci, koszenie trawy itd., za co spółce płaci samorząd.

Jednak pracowników KPD niepokoją też spróchniałe drzewa, które nie są usuwane ze ścieżek cmentarnych, a także takie drzewa, które mogą się w każdej chwili zawalić, do czego właśnie ostatnio doszło. Wskutek burzy w Wilnie na nagrobki zawaliło się kilka drzew.

Tego roku znaleziono fundusze jedynie na renowację centralnej kapliczki na Rossie.  Na te prace Ministerstwo Kultury przeznaczyło 652 tysiące litów, a samorząd miasta Wilno — 26 tys. Oprócz tego z funduszy samorządowych wyłożono ścieżkę od bramy do kapliczki centralnej. Te prace samorząd stołeczny kosztowało kolejne 50 tys. litów.