W milczeniu zniczy. Szczecińskie obchody 78. rocznicy śmierci rotmistrza Pileckiego

25 maja w Polsce powraca pamięć o jednej z najtragiczniejszych i zarazem najbardziej heroicznych postaci XX w. Tego dnia, w 1948 r., w więzieniu mokotowskim w Warszawie, strzałem w tył głowy zamordowano Witolda Pileckiego — oficera Wojska Polskiego, ochotnika do Auschwitz, żołnierza Polskiego Państwa Podziemnego, człowieka, który do końca pozostał wierny przysiędze.

Czytaj również...

W 78. rocznicę jego śmierci uroczystości odbywały się w wielu miastach Polski. Jednym z najmocniej wybrzmiewających punktów pamięci był Szczecin, gdzie historia Pileckiego została opowiedziana nie tylko poprzez oficjalne przemówienia, lecz także poprzez ciszę, znicze i słowa świadków pamięci.

Pamięć zapalana światłem

Wieczorne zgromadzenie przy Rondzie im. rotmistrza Pileckiego miało charakter szczególny. Nie było manifestacją polityczną, lecz skupionym, godnym hołdem. Uczestnicy przyszli z biało-czerwonymi zniczami, które, jak zapowiadano, miały stworzyć krąg światła wokół imienia bohatera.

„Dzisiaj zebraliśmy się, by upamiętnić Witolda Pileckiego w wydarzeniu symbolicznym — »Zniczu dla Rotmistrza”. Te znicze, które trzymamy, ustawimy wokół ronda. Biały, czerwony, biały, czerwony — jeśli się uda. Bez pośpiechu, z szacunkiem” — mówił na otwarciu zgromadzenia Bartłomiej Ilcewicz.

Ilcewicz, inicjator i prowadzący szczecińskie obchody, wielokrotnie podkreślał, że pamięć o Pileckim nie może ograniczać się do daty w kalendarzu. „Nie jest dziś czas na suchy życiorys. Skupmy się na ostatnim etapie życia Witolda Pileckiego — na jego Golgocie. Od maja 1947 r., od aresztowania, przez Rakowiecką, przez śledztwo, które sam Pilecki porównywał do igraszki w zestawieniu z Auschwitz” — mówił inicjator.

„Auschwitz było igraszką”

Te słowa, przywoływane w Szczecinie, zapadały w pamięć szczególnie mocno. Człowiek, który dobrowolnie dał się aresztować, by trafić do niemieckiego obozu koncentracyjnego i zorganizować tam konspirację, mówił po wojnie, że komunistyczne więzienie było miejscem jeszcze straszniejszym.

„Proszę sobie wyobrazić: ktoś, kto przeżył niemal trzy lata w Auschwitz, mówi, że Mokotów był gorszy. To pokazuje skalę bestialstwa, z jakim mieliśmy do czynienia po 1944 r.” — podkreślał Ilcewicz.

W czasie szczecińskich obchodów przypominano fragmenty relacji współwięźniów oraz opisy tortur stosowanych wobec Pileckiego podczas śledztwa. Nie po to, by epatować okrucieństwem, lecz by oddać prawdę o cenie, jaką zapłacił za wierność Polsce.

„Był doprowadzany na proces tak, by jeszcze wyglądał jak człowiek, ale świadkowie widzieli pobitego, zmaltretowanego wraka. To nie był ten sprężysty oficer ze zdjęć sprzed wojny. Tak komuniści niszczyli polskich bohaterów” — kontynuował Ilcewicz.

spol-Pilecki-2026-05-28-1a-PORTAL
W Szczecinie uroczystości 78. rocznicy zamordowania rotmistrza W. Pileckiego powstały dzięki współpracy kilku środowisk lokalnych, społecznych i historycznych | Fot. Leszek Wątróbski

Ochotnik do piekła

Życiorys Witolda Pileckiego pozostaje jednym z najbardziej niezwykłych w historii XX w. Urodzony w 1901 r., żołnierz wojny polsko-bolszewickiej, oficer rezerwy kawalerii, po klęsce wrześniowej współtworzył Tajną Armię Polską. W 1940 r. dobrowolnie dał się ująć w łapance, by trafić do KL Auschwitz.

W obozie stworzył konspiracyjną siatkę ZOW, przekazywał raporty o masowej zagładzie Żydów i Polaków, organizował pomoc więźniom. Po ucieczce z Auschwitz walczył w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie, działając na rzecz II Korpusu Polskiego gen. Andersa, prowadził wywiad przeciwko komunistycznym władzom.

„To nie był żołnierz leśny, to był wywiadowca. Człowiek, który budował siatki, także tutaj, na Pomorzu Zachodnim. Szczecin był jednym z punktów jego zainteresowania” — zaznaczał Ilcewicz.

25 maja 1948 r. wyrok został wykonany. Ciało rotmistrza do dziś nie zostało odnalezione.

„Zamordowany metodą katyńską. Strzałem w tył głowy. Nie wiemy, gdzie spoczywa. Mamy tylko symboliczny grób. Dlatego musimy być jego pamięcią” — kontynuował Ilcewicz.

Podczas szczecińskich uroczystości odczytano także poruszającą relację księdza Jana Stępnia, który widział Pileckiego prowadzonego na śmierć — z ustami związanymi białą opaską, niemal nieprzytomnego.

Światło, które zostaje

Gdy zapłonęły znicze, ruch wokół ronda na chwilę zamarł. Biało-czerwony krąg światła stał się cichą odpowiedzią na historię, której nie da się zamknąć w podręcznikach. „Naszym zadaniem jest mówić o Witoldzie Pileckim młodym ludziom, bo naród bez bohaterów traci kręgosłup” — podkreślał Ilcewicz.

Szczecin w ten majowy wieczór przypomniał, że pamięć nie jest tylko wspomnieniem przeszłości. Jest zobowiązaniem.

W Szczecinie uroczystości 78. rocznicy zamordowania rotmistrza Witolda Pileckiego powstały dzięki współpracy kilku środowisk lokalnych, społecznych i historycznych. Wspólny wysiłek dał efekt, który mieszkańcy mogli zobaczyć 25 maja — od symbolicznego kręgu zniczy przy Rondzie im. rotmistrza Pileckiego po zadumę i refleksję uczestników.

Za organizacją stały przede wszystkim: Stowarzyszenie im. rotmistrza Witolda Pileckiego w Szczecinie, młodzieżowe organizacje patriotyczne i historyczne oraz lokalne środowiska kombatanckie i społeczne. W centrum organizacyjnego trudu stał Bartłomiej Ilcewicz — działacz społeczny i moderator wydarzenia, który od lat poświęca czas upowszechnianiu wiedzy o rotmistrzu Pileckim, który podczas obchodów podkreślał: „To nie jest moja osobista uroczystość, to wspólna pamięć nas wszystkich. Dziękuję ludziom, którzy tworzą tę inicjatywę każdego dnia: stowarzyszeniu, młodzieży, mieszkańcom Szczecina, którzy zgromadzili się tu dzisiaj…”.

Zaznaczył również, że organizacja takich wydarzeń to przede wszystkim praca zwykłych ludzi — ludzi z pasją, którzy chcą pamiętać o prawdzie historycznej. Podczas przemówienia Ilcewicz mówił także o idei tzw. „pamięci czynnej” — czyli takiej, która nie ogranicza się do jednej chwili, ale trwa w codziennych rozmowach i postawach.

spol-Pilecki-2026-05-28-2-PORTAL
Harcerze z ZHR obecni na wydarzeniu | Fot. Leszek Wątróbski

Współpraca lokalna i wsparcie społeczności

Uroczystości nie były przedsięwzięciem zamkniętym — wręcz przeciwnie. Organizatorzy podkreślali, że wydarzenie powstało dzięki wsparciu: mieszkańców, którzy włączyli się w ustawienie zniczy i porządkowanie miejsca; rodzin, które przekazywały informacje o lokalnych akcentach historii II wojny światowej; szkołom i nauczycielom, którzy wspierali edukacyjny wymiar uroczystości oraz lokalnym mediom, dzięki którym informacja o wydarzeniu dotarła szerzej niż tylko do wąskiego grona pasjonatów historii.

Dla wielu uczestników wydarzenie stało się nie tylko hołdem oddanym geniuszowi Pileckiego, ale także okazją do rozmowy o roli pamięci historycznej we współczesnym świecie.

„Patrząc na te światła, widzę, że pamięć jest żywa i to tutaj, w Szczecinie” — mówiła jedna z uczestniczek, trzymając znicz.

Organizatorzy podkreślali, że ich wysiłek ma znaczenie nie tylko lokalne — to fragment większej układanki polskiej pamięci historycznej, łączący Szczecin z innymi miastami, gdzie także odbywały się obchody.

Szczecińskie uroczystości 78. rocznicy śmierci rotmistrza Pileckiego były przede wszystkim współtworzone przez ludzi zaangażowanych — bez rozgłosu, lecz z głębokim szacunkiem dla historii. Głosem tych organizatorów przebijała idea, że pamięć o bohaterach to żywy dialog z przeszłością.

Afisze

Więcej od autora

Między Moskwą a Konstantynopolem… Prawosławie w Estonii w cieniu historii i polityki

Estońskie prawosławie od ponad stu lat żyje w stanie napięcia — pomiędzy tradycją Konstantynopola a presją Moskwy, pomiędzy kanonem a polityką, pomiędzy pamięcią a współczesnością. Dziś, gdy Europa Wschodnia na nowo redefiniuje swoje duchowe i geopolityczne granice, Estonia staje się jednym z kluczowych laboratoriów tej przemiany. Na jej terytorium funkcjonują aktualnie dwie cerkwie prawosławne, istniejące równolegle, często obok siebie, rzadko razem. Ich drogi — choć splątane historią — prowadzą w przeciwnych kierunkach.

Rekonstrukcja wydarzenia historycznego. Desant gen. Łapińskiego na Mierzei Kurońskiej

„To historia gotowa na film. Statek wypłynął z Londynu w marcu, ale przez blokady, kontrole, zmianę jednostek i załogi dotarł na Bałtyk dopiero w czerwcu” – opowiada o wyprawie gen. Teofila Łapińskiego Wojciech Prusaczyk, prezes Klubu Historycznego Szlakiem Narbutta.

Śladami Polskiej Kultury w Gruzji. Marek Pantuła i „Kultura na szlaku”

Leszek Wątróbski: Wasz ostatni wyjazd do Gruzji? Czy wszystko przebiegło zgodnie z planem?