Bez rosyjskiego gazu czeka nas syberyjska zima

115
Prognozowana na zimę rosyjsko-białoruska wojna gazowa może dosłownie i w przenośni zamrozić Litwę Fot. Marian Paluszkiewicz
Prognozowana na zimę rosyjsko-białoruska wojna gazowa może dosłownie i w przenośni zamrozić Litwę Fot. Marian Paluszkiewicz

Niektórzy synoptycy prognozują, że nadchodząca zima w tej części Europy będzie surowa, a średnia temperatura nietradycyjnie dla ostatnich lat może spaść głęboko poniżej zera.

Odczuwalna temperatura może być jednak jeszcze bardziej na minus, ale bynajmniej nie z powodu tradycyjnych już huraganowych wiatrów, lecz  ekonomicznej zawieruchy jaką, zresztą też tradycyjnie, przygotowuje Rosja.

Eksperci z Energy Security Analysis Inc. (ESAI)  ostrzegają Europę, że Rosja może ponownie zakręcić kurki z gazem oraz ropą. Toteż europejskie kraje uzależnione od dostaw rosyjskich surowców mogą ponownie zostać zamrożone, jak to miało miejsce przed niespełna rokiem podczas rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej. Tym razem, zdaniem amerykańskich analityków z ESAI (w swoim czasie trafnie przepowiedzieli wzrost ceny ropy powyżej 130 USD za baryłkę), zimą 2009/2010 roku może dojść aż do dwóch wojen naraz — rosyjsko-ukraińskiej i rosyjsko-białoruskiej. Przy tym bronią strategiczną w tej walce będzie nie tylko gaz, ale też ropa naftowa pompowana rurociągami z Rosji przez Ukrainę i Białoruś do krajów Unii Europejskiej oraz na Bałkany. Najbardziej na tym ucierpi Litwa, której gospodarka jest prawie w 100 proc. uzależniona od dostaw rosyjskiego gazu i ropy. A po zamknięciu elektrowni w Ignalinie z początkiem 2010 roku, będzie zależna w dużym stopniu również od dostaw energii elektrycznej z Rosji.

Chociaż wśród państw Unii Europejskiej Litwa płaci najwyższą cenę za rosyjski gaz, nie może jednak liczyć na jego stałe dostawy Fot. Marian Paluszkiewicz
Chociaż wśród państw Unii Europejskiej Litwa płaci najwyższą cenę za rosyjski gaz, nie może jednak liczyć na jego stałe dostawy Fot. Marian Paluszkiewicz

Eksperci z Energy Security Analysis Inc. wnioskują, że Ukraina, znajdująca się w głębokiej recesji i kryzysie finansowym, będzie miała kłopoty z rozliczeniem się na czas za dostawy rosyjskiego gazu.

W konsekwencji może dojść do powtórki sytuacji, kiedy w wyniku podobnego sporu sprzed dwóch lat Rosja w ogóle przerwała dostawy gazu na Ukrainę, w tym też tranzytowego dla dostawców w Polsce, Niemczech, Czechach, Słowacji,  na Węgrzech, w Austrii, Rumunii, Mołdawii, Bułgarii, Serbii, Grecji, Chorwacji, Bośni i Hercegowinie, Albanii i Macedonii oraz Włoszech. Gospodarki tych krajów poniosły ogromne straty proporcjonalne od stopnia ich uzależnienia od dostaw rosyjskiego surowca. Przy tym chyba najmniej ucierpiała w tej wojnie sama Ukraina, która miała możliwość czerpania gazu z podziemnych zbiorników oraz do odpowiedniego poziomu z samej rury gazociągu wypełnionej na przeciągu ponad 1000 km błękitnym paliwem. Poza tym, w ekstremalnych sytuacjach ukraińska gospodarka miała i ma możliwość korzystania z alternatywnych surowców energetycznych — węgla oraz źródeł energii elektrycznej z elektrowni atomowych, których kraj ten ma pod dostatkiem. Co więcej, Ukraina sama wydobywa około 20 mld m3 gazu i wobec dzisiejszego zapotrzebowania ukraińskiej gospodarki stanowi prawie połowę potrzebnego surowca. Na domiar, z oświadczeń ukraińskiej premier Julii Tymoszenko wynika, że Ukraina zamierza jeszcze bardziej zwiększyć wykorzystywanie węgla w sektorze energetycznym oraz mocy rezerwowych elektrowni jądrowych. Wobec czego ukraińskie zapotrzebowanie na rosyjski gaz spadło już o połowę, a w najbliższym czasie skurczy się do zaledwie 25 mld m3 w tym roku wobec 70 mld m3 sprzed ostatniej rosyjsko-ukraińskiej wojny gazowej. Statystyka ta świadczy, że na wypadek kolejnego konfliktu gazowego z Rosją, Ukraina bardziej niż przed rokiem jest do niego przygotowana i może tylko w minimalnym stopniu odczuć jego skutki. Gorzej znowu będą miały kraje, których gospodarki są w 100 proc. lub w dużej mierze skazane na rosyjskiego dostawcę „Gazprom”. Dotyczy to głównie Bułgarii, Grecji, Mołdawii, Rumunii, Austrii, Węgier, Czech, Słowacji oraz Polski. Litwa oraz inne kraje bałtyckie praktycznie nie ucierpiały z powodu ostatniego konfliktu rosyjsko-ukraińskiego, gdyż tranzyt rosyjskiego surowca biegnie głównie przez Białoruś oraz w nieznacznej mierze przez Łotwę. Napięta i wciąż napinająca się sytuacja wokół relacji rosyjsko-białoruskich może jednak doprowadzić do wojny gazowej między Rosją i Białorusią, o czym też eksperci z ESAI ostrzegają kraje regionu. Te ostrzeżenia powinny dotyczyć głównie Polskę i Niemcy, które trakcjami tranzytowymi przez Białoruś pobierają główne wielkości rosyjskich surowców.

Ale przede wszystkim ostrzeżeniom tym powinna przysłuchać się Litwa. Na mocy politycznej decyzji Kremla nasza gospodarka już została odcięta od dostaw rosyjskiej ropy ropociągiem „Drużba”. Jeśli zaś dojdzie do rosyjsko-białoruskiej wojny gazowej, to Litwa zostanie odcięta również od dostaw rosyjskiego gazu. Przy czym, podobnie jak i w przypadku z Ukrainą, najmniej na tej wojnie może ucierpieć sama Białoruś. Przed dwoma laty, kiedy z powodu sporu finansowego Moskwa przerwała dostawy ropy na Białoruś, Mińsk zaczął podbierać tranzytowy surowiec przeznaczony dla polskich i niemieckich rafinerii. W wyniku tego Polska i Niemcy, a nie Białoruś, zostały całkowicie odcięte od dostaw rosyjskiego surowca. W 2004 roku w podobny sposób ucierpiała też Litwa, kiedy po ograniczeniu dostaw gazu na Białoruś, Mińsk zaczął uzupełniać braki surowca z tranzytowego przesyłu na Litwę oraz do Polski i Niemiec. Rosja oskarżyła Białoruś o podkradanie tranzytowego gazu i w ogóle przerwała dostawy surowca w tym kierunku. Chociaż podobne sytuacje zdarzają się notorycznie i w najtrudniejszym dla kraju okresie zimowym, Litwa wciąż nie ma alternatywy zabezpieczającej naszą gospodarkę przed skutkami konfliktów Rosji z Białorusią. Mimo ponagleń UE Litwa  nie wybudowała rezerwowych zbiorników gazu i wciąż korzysta z rezerwuarów łotewskich, których moce nie są jednak wystarczające w sytuacji kryzysowej. Ostatnio też władze litewskie zrezygnowały z planów połączenia swoich sieci gazociągów z polskimi, co pozwalałoby w przyszłości korzystać z możliwości importowych planowanego polskiego gazoportu. Otwierałoby to też perspektywę uruchomienia importu gazu z Morza Północnego przez Danię, Niemcy i Polskę. Dziś niestety takich możliwości nie ma i Litwa jest całkowicie skazana na dostawy rosyjskiego gazu. Jeśli dojdzie do przerwania tych dostaw tej zimy, to sytuacja będzie nieporównanie gorsza niż jeszcze rok temu. Uderzy to bowiem nie tylko w sektor ciepłowniczy, czy też przemysł chemiczny, ale też sektor energetyczny. Po nowym roku, po zamknięciu elektrowni w Ignalinie, rosyjski gaz będzie podstawowym paliwem do produkcji prądu w elektrociepłowniach w Elektrenai, Kownie oraz innych pomniejszych miastach.

Wobec czego można mieć tylko nadzieję, że relacje Rosji z Ukrainą oraz Białorusią nie ulegną pogorszeniu. Nie będzie to jednak łatwe.
Podstawowym, przynajmniej oficjalnie podawanym przez Moskwę, powodem dotychczasowych napięć Rosji ze wschodnimi sąsiadami były ich kłopoty finansowe w rozliczeniach za dostawy rosyjskich surowców. Wiele wskazuje na to, że w okresie kryzysu zarówna Ukraina, jak i Białoruś nie będą miały lepszej sytuacji finansowej niż przed rokiem. Szczególnie Białoruś, której premier Siarhiej Sidorkin usłyszał wczoraj w Moskwie ostre słowa swego rosyjskiego kolegi. Zdaniem rosyjskiego politologa Andreja Suzdalcewa, Władimir Putin wyraźnie dał od zrozumienia, że Rosja nie zamierza więcej dofinansowywać białoruską gospodarkę sprzedając jej surowce po najniższej cenie. W kontekście wciąż nieustalonych na przyszły rok cen gazu dla Białorusi, taka pozycja rosyjskiego premiera może oznaczać poważne kłopoty dla Białorusi.

Jeszcze wcześniej rosyjski minister finansów Aleksiej Kudrin oświadczył, że Rosja nie zamierza przekazać Białorusi ostatniej transzy 500 mln USD z uzgodnionego wcześniej kredytu w wysokości 2 mld USD. Wczoraj też dotarła do Mińska kolejna niepocieszająca nowina, tym razem z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który na początku roku otworzył dla Białorusi linię kredytową wartą również 2 mld USD. Wczoraj Fundusz nie wykluczył, że warunki kredytowania Białorusi mogą być zmienione i uzależnione od przeprowadzenia prywatyzacji i liberalizacji gospodarki. Dodając do tego spadek o prawie połowę białoruskiego eksportu do Rosji (głównego odbiorcy białoruskich towarów), może to oznaczać zbliżające się poważne kłopoty finansowe Mińska, głównie w rozliczeniach za rosyjskie surowce. A to z kolei może wywołać kolejną wojnę gazową między Rosją i Białorusią, która jednak najbardziej może uderzyć w Litwę.