Wystawa dorobku polskiego parlamentaryzmu w DKP

Ewa Tomaszewska
Ewa Tomaszewska

W niedzielę, 22 listopada, o godzinie 15.00 została otwarta wystawa pod patronatem posłanki do Parlamentu Europejskiego VI kadencji, Ewy Tomaszewskiej — pt. „Polska — Tradycje parlamentaryzmu do 1791 r.”, która premierę swoją miała w styczniu br. w Brukseli.

Jak mówi pomysłodawczyni wystawy, do zorganizowania ekspozycji zachęciło ją to, iż mimo bycia razem w Unii Europejskiej od kilku już lat, nasi partnerzy często patrzą na Polskę z góry, czego wyrazem są nierzadko padające kąśliwe propozycje, by „się uczyć” od Francji czy Niemiec — mimo iż w okresie, kiedy w Polsce przyjęta została pierwsza w Europie Konstytucja, we Francji panował absolutyzm i dojrzewała rewolucja. Tymczasem w Rzeczypospolitej Obojga Narodów porozumienia społeczne osiągano pokojowo.

Girl in a jacket

Pani senator Ewa Tomaszewska zgodziła się odpowiedzieć na kilka pytań „Kuriera”:

Co z perspektywy czasu można powiedzieć o Unii Lubelskiej właśnie jako polskim wkładzie w rozwój europejskiego parlamentaryzmu, integracji?

To były początki integracji. Wcześniej były fragmenty tej integracji przez podbój, realizowane przez Rzymian. Na przykład, były różne działania ze strony Francji, ale u nas były działania zjednoczeniowe nie przez podbój, ale poprzez porozumienie się narodów. Była unia personalna, była późniejsza unia, która została wypracowana pewnym porozumieniem. Jak zwykle przy różnych porozumieniach, są takie ustalenia, które dla jednej strony są lepsze, dla drugiej korzystne są inne, ale podchodzi się do tego ucierając poglądy. I właśnie to liberum veto, które nam tak wytykają, to była zasada konsensusu, którą teraz Unia stosuje. Bardzo się dziwię tym wszystkim kąśliwym uwagom, bo owszem, pewne wynaturzenie nastąpiło pod koniec Rzeczypospolitej, ale przez wiele lat używano tego jako metody skutecznego rozwiązywania wielu kwestii — poprzez wzajemne uzgodnienia.

Jak Pani w ogóle myśli, czy coś z idei tej federacji przetrwało do dzisiaj w relacjach polsko-litewskich?

Bardzo bym chciała. W tej chwili jesteśmy razem w Unii Europejskiej i myślę, że te różne działania, które bywają czasem trudne, szczególnie dla mniejszości w kraju sąsiednim, powinny być łagodzone, powinno się nawzajem szanować wspólne osiągnięcia, szczególnie kiedy mamy tak wspaniałą wspólną historię za sobą. To pokazują doświadczenia i osiągnięcia naszych obu krajów — zresztą nie tylko obu, bo przecież były w Rzeczypospolitej Obojga Narodów także inne narody, z którymi przyszło nam współżyć na tym samym obszarze, i prawa stanowione, prawa realizowane były w podobny sposób. Dlatego myślę, że czasem warto do tego wrócić myślą i się zastanowić nad tym, że może bylibyśmy razem generalnie silniejsi i w Unii Europejskiej, i lepiej byśmy nasze interesy tam realizowali, gdybyśmy wspomagali się nawzajem, tak jak wtedy.

Była Pani posłanką do Parlamentu Europejskiego ubiegłej kadencji. Jak wyglądała współpraca z europosłami z Litwy?

Akurat w naszym ugrupowaniu był poseł z Litwy — pan Maldeikis — i się nam współpracowało dobrze. Były kwestie, w których zajmowaliśmy wspólne stanowisko, także raczej nie było rozbieżności. Natomiast rzeczywiście dochodziły do nas głosy o problemach Polaków na Litwie i też niektórzy polscy posłowie w tych sprawach zabierali głos, bo to nie tylko kwestia nazwisk, ale też kwestia wartości, ziemi, szkół — jest cały szereg problemów, o których trzeba rozmawiać. Bez rozmowy nie da się tego zrobić.