Unijny kaganiec nad dymiącymi kominami

135
Nad bazarem w Gariunai i częścią Wilna każdego dnia kłębią się dymy z elektrociepłowni Fot. Marian Paluszkiewicz

Nad zadłużonym po uszy stołecznym samorządem zawisło nowe widmo finansowej zapaści. Obecny 750–milionowy dług samorządu może się powiększyć o miliard litów, które miasto będzie potrzebowało wydać na poskromienie dymiących kominów elektrociepłowni obok wileńskiego bazaru w Gariunai.

— Czy przeszkadza ten dym? Już piętnaście lat tu handluję. Ale od pewnego czasu lekarze mnie namawiają, żebym znalazła inną pracę, bo tu zachorowałam na astmę. Myślę, że przez tę elektrownię, ale gdzie ja teraz pracę znajdę… — mówi Alina, czterdziestoletnia mieszkanka wileńskich Lazdynai.

Dymem z kominów elektrociepłowni dyszą też mieszkańcy pobliskich domów. Powiewy dymu czuć też w dzielnicy Ladynai.
Za filtry, które mają redukować emisję zanieczyszczeń z wileńskiej elektrociepłowni, trzeba będzie wydać prawie miliard litów. Zdaniem wynajętych przez samorząd ekspertów, po zamontowaniu na siłowni filtrów cena ogrzewania w stolicy może skoczyć w górę o co najmniej 14 proc. Tańszą o 400 milionów litów alternatywą jest zakup urządzeń i wyposażenia, dzięki któremu w elektrociepłowni do produkcji ciepła i prądu będą wykorzystywane biopaliwa.

— To, czy zainwestujemy miliard litów w nowe filtry, czy też urządzenia do spalania biopaliw, będzie zależało od naszych podstawowych udziałowców z Paryża. Jesteśmy świadomi, że jeżeli do czasu, zanim wejdzie w życie nowa dyrektywa Unii, urządzenia filtrujące czy też do spalania biopaliw w elektrociepłowni się nie znajdą, to zostanie ona zamknięta — powiedział „Kurierowi” Rimantas Germanas, dyrektor ds. komercji spółki „Vilniaus energija”. Jak się dowiedzieliśmy w „Vilniaus energiji”, elektrociepłownia jest jednym z największych i podstawowych źródeł zaopatrzenia miasta w energię cieplną. Mimo tego, zdaniem dyrektora elektrociepłownię może spotkać los siłowni jądrowej w Ignalinie, która mimo iż w pełni sprawna, na mocy zobowiązań wobec Unii Europejskiej w ostatnich dniach grudnia 2009 roku została zamknięta.

— Władze miasta musiały zacząć szukać pieniędzy przed kilkoma laty, a nie teraz, gdy w zasadzie pozostało zbyt mało czasu — powiedział Germanas. Tymczasem władze Wilna, którego budżet obciąża ponad 750-milionowe zadłużenie dla banków i instytucji komercyjnych, aktywnie poszukują sposobu na modernizację elektrowni.

— Siłownię na pewno nie zamkniemy, ale będzie to nam, czyli samorządowi, kosztować wiele pieniędzy, które przyjdzie płacić Unii za zanieczyszczenie — powiedział „Kurierowi” Romas Adomavičius, wicemer Wilna. Adomavičius twierdzi, że obecnie stołeczne władze współpracując z konsultantami naradzają się co do zaistniałej sytuacji.

— Jeżeli właściciele „Vilniaus energiji” nie będą skłonni zainwestować w modernizację elektrowni, będziemy szukać innego inwestora. Niestety, sytuację komplikuje to, że na mocy wcześniej zawartej umowy z „Vilniaus energiją”, dzierżawa elektrociepłowni przez spółkę wygasa dopiero w 2017 roku — tłumaczył nam Adomavičius. Tak więc potencjalny inwestor nie dość, że musiałby odpowiadać stawianym przez samorząd warunkom, ale również uzyskać pozwolenie właścicieli „Vilniaus energiji”, należącej do międzynarodowego koncernu „Dalkia”. Wnioski konsultujących stołeczne władze prawników oraz biznesmenów, zdaniem wicemera, do samorządu mają wpłynąć po tygodniu. Po czym zostaną przedstawione Radzie samorządowej.

— Nie mamy zbyt wiele czasu na dyskusje. Jeżeli chcemy znaleźć inwestora, uzgodnić z nim dalszy los elektrociepłowni, następnie zamontować filtry lub urządzenia, aby wykorzystać biopaliwa, musimy działać teraz — podsumował Adomavičius.

Tymczasem mieszkańcy tej dzielnicy od dawna narzekają nie tylko na donoszący się na ich zdaniem nieznośny odór wydobywający się ze stołecznej oczyszczalni ścieków, którą administruje samorządowa spółka „Vilniaus vandenys”.

Ale to nie wszystko. Nieopodal dzielnicy ma się pojawić również spalarnia odpadów komunalnych. Biznesmeni, którzy popierają budowę spalarni, obiecują, że dzięki temu zostanie rozwiązany problem utylizacji odpadów oraz pojawi się dodatkowe źródło zaopatrzenia miasta w prąd.  Energia powstała ze spalania odpadów, miałaby służyć do produkcji energii elektrycznej. Autorzy tego projektu nie bacząc na sprzeciw organizacji społecznych oraz samych mieszkańców przylegających ku tym terenom dzielnic stolicy są coraz bliżsi rozpoczęcia budowy spalarni, argumentując, że m. in. do tego będą wykorzystywane ekologiczne technologie. Tymczasem ekologiczne technologie kosztują.


UNIA WYMAGA REDUKCJI ZANIECZYSZCZEŃ

Obecnie obowiązujące dyrektywy unijne, reglamentujące emisję szkodliwych związków do środowiska wygasną w 2016 roku. Po czym w życie wejdzie nowa dyrektywa, na mocy której kwota zanieczyszczeń, jaką może emitować elektrociepłownia, będzie zredukowana ponad trzy razy.