„Błądząca” Pogoń — relacje polsko-litewskie

Biskup Kazimierz Michalkiewicz wydał rozporządzenie, aby oprócz kościoła św. Mikołaja, odbyć się miały w niedzielę i święta kazania litewskie w Katedrze
Biskup Kazimierz Michalkiewicz wydał rozporządzenie, aby oprócz kościoła św. Mikołaja, odbyć się miały w niedzielę i święta kazania litewskie w Katedrze

W społeczeństwie litewskim dominuje przekonanie, że polonizacja Wileńszczyzny jest wynikiem działalności spolszczonej szlachty i duchowieństwa. Niejeden Litwin wierzy, że duchowieństwo na Litwie nie tylko w przeszłości, ale także i obecnie, polonizuje Wileńszczyznę. Narodowcy litewscy są przekonani, że parafie Wileńszczyzny były szybko spolonizowane, ponieważ nie wpuszczano tam mowy litewskiej.

Nacjonalistyczne nastawienie i chęć wyrugowania polskiej mowy miało wpływ na umysły niektórych, nawet największych dostojników Kościoła litewskiego, niepozwalających na mszę świętą w kościołach, gdzie przez wieki modlono się do Pana Boga po polsku. Ale czy rzeczywiście odbywało się znieważanie litewskojęzycznej ludności, nie dając jej możliwości modlić się po litewsku, czy miała miejsce bezwzględna polonizacja na terenach Wileńszczyzny i poza nią? Niezbitym jest faktem, którego nikt nie neguje, nawet strona litewska, że szlachta litewska posługiwała się językiem polskim, co najmniej, w wieku XVI, szczególnie po Unii Lubelskiej, a skoro w tamte odległe czasy wszędzie w Europie monarchowie i szlachta ukierunkowywali życie i rozwój państwa według swoich upodobań, nic dziwnego, że dominującą mową państwa był język polski i oskarżać ludzi o to, że chcieli rozmawiać po polsku, jest postawą nieuczciwą. W ciągu stuleci dominowało pojęcie prawa ziemi (ius terris), nie prawa krwi (ius sanquinis) odnośnie pojęcia narodu. Koniec wieku XIX cechował się narodzeniem się etnicznego pojęcia o narodowości, ściśle związanego z mową, co spowodowało rozwarstwienie narodu na kilka narodowości etnicznych. Adam Mickiewicz w swoim dziele poetyckim KSIĘGI PIELGRZYMSTWA POLSKIEGO, cz. XII mówi „Litwin i Mazur bracia są; czyż kłócą się bracia o to, iż jednemu na imię Władysław, drugiemu Witowt? Nazwisko ich jedne jest: nazwisko Polaków”. Taki był pogląd na narodowość. Jeżeli istotnie polszczyła się szlachta litewska, to stało się to samo przez się siłą kultury. Szlachta ta zresztą po litewsku nie mówiła dawno, bo nie tylko przed unią, ale i długo potem język, który możemy nazywać starobiałoruskim i jest oprócz polskiego rozpowszechniony na Wileńszczyźnie i był jej językiem i w życiu i w sądzie. Jeżeli zaś język polski od szlachty przechodził i do sfer niższych, to świadczy tylko o popularności tej szlachty, która nie żyła nigdy odizolowana, jak w zamkniętym kole, czy jak baronowie nad Bałtykiem, którzy strzegli pilnie, żeby język niemiecki pozostał przywilejem tylko jednej klasy. Ale takie rozpowszechnienie języka polskiego nie groziło nigdy wynarodowieniem i nigdy tego na celu nie miało. Przypomnijmy tu tylko wydawnictwa litewskie z XVI wieku, nie mówiąc o Kraszewskim, Balińskim, Narbucie i innych, którzy aczkolwiek po polsku pisali, przysłużyli się mocno Litwie.

Girl in a jacket

Ale czy w rzeczywistości odbywał się przymusowy proces polonizacji za pośrednictwem Kościoła na Wileńszczyźnie? Fakty świadczą, że w wielu wypadkach, odwrotnie, na początku XX wieku na Wileńszczyźnie, która nie była przecież objęta państwowością polską, lecz rosyjską, a później niemiecką, w okresie, gdy rozpoczął się proces narodowego odrodzenia i zaszła potrzeba określania się, ludność polska była narażona na lituanizację, ponieważ zaborca rosyjski, a później niemiecki, był mocno zainteresowany w zmniejszeniu wpływu polskiego, widząc w nim przeszkodę dla swojej zaborczej dominacji, a także pragnąc skłócić narody, by nie potrafiły odzyskać mocy Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Jeszcze w okresie przed Powstaniem Styczniowym w tajnym raporcie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Rosji do Jego Imperatorskiej Mości od 25 lutego 1862 roku stwierdza się, że „Jeśli porównamy położenie rosyjskiego elementu w Zachodnim Kraju (który obejmował Wileńszczyznę okresu połączenia się z Rosją z położeniem obecnym, to musimy przyznać, że element ten nie tylko się nie wzmocnił, ale wręcz odwrotnie, uległ osłabieniu wobec polskiego wpływu moralnego (nota bene!), nie zważając na 70-letnie panowanie Rosji i na rozmaite prześladowania, na które podczas różnych okresów byli narażani Polacy”. Rosjanie uznali, że mimo wysiłków antypolskich, na Litwie depolonizacja ludności się nie udawała. Jeśli litewscy mitomani twierdzą, że Litwini byli spolszczeni przeważnie w ciągu XIX wieku, pada pytanie, jak to było możliwe, skoro większość ludności, rzekomo rozmawiającej po litewsku, której przecież ustawodawczo zabroniono rozmawiać po polsku w miejscach publicznych, w czasach gdy likwidowano szkolnictwo, zabroniono przesiedlenie ludności z tzw. Kraju Przywiślanskiego, zachowała język polski i dawała przykłady pięknej twórczości literackiej, bardzo zresztą patriotycznej. Zazwyczaj w tym wypadku oskarżenia Litwinów padają pod adresem Kościoła, jako głównego polonizatora. Spójrzmy, jak było w rzeczywistości. Dla przykładu, warto wziąć jedną z najbardziej po polsku rozmawiających miejscowości — Ejszyszki i przylegające tereny Dekanatu Raduńskiego, które były najbardziej narażone ze strony duchownych nie na polonizację, lecz akurat na lituanizację. Przymusowe wprowadzenie w tamtym okresie języka litewskiego stało się obsesją wielu litewskich działaczy i nawet niektórych księży. Parafia ejszyska liczyła na przełomie XIX-XX wieków osiem skupień litewskich. Działacze litewscy podawali liczbę około 11 tysięcy parafian. Tymczasem nawet według obliczeń znanego zwolennika lituanizacji Kościoła, proboszcza, Litwina z pochodzenia, ks. J. Zimkusa, Litwinów było 4 tysiące. Natomiast organizacja „Viltis” zredukowała tę cyfrę do 1500 dusz litewskich, mijając się, mimo to, z rzeczywistym stanem rzeczy. Próba wprowadzenia języka litewskiego do nabożeństw dodatkowych doznała od razu niepowodzenie w Koleśnikach. Proboszcz ks. M. Rudzis, mianowany w 1904 roku, wprowadził po pewnym czasie śpiew „Święty Boże” w języku litewskim. Wobec jednak głośnego niezadowolenia parafian, zmuszony był próby tej zaniechać. Nie przywrócił jednak języka polskiego i w Koleśnikach i „Święty Boże” nie było śpiewane zupełnie. Obsadzenie parafii Dekanatu Raduńskiego dziwnym zbiegiem okoliczności wykazywało przewagę księży Litwinów nad księżmi Polakami. Tak więc, w Dekanacie Raduńskim było aż sześć parafii, obsadzonych przez księży Litwinów, uznawanych przez księży Polaków za mniej lub więcej gorliwych szowinistów litewskich. A mianowicie: w Raduniu ks. N. Sobolewski i ks. Petkiel (wikariusz), obaj Litwini, przeniesieni z grodzieńskiego, w Wasiliszkach ks. F. Sokołowski-Sakalauskas (proboszcz), ks. J. Kianis (wikariusz), obaj Litwini, w Naczy ks. J. Burba (proboszcz), Litwin, w Ossowie ks. J. Burba (proboszcz), synowiec poprzedniego, obaj przeniesieni ze święciańskiego, w Werenowie ks. W. Miszkinis (proboszcz), Litwin, w Koleśnikach ks. M. Rudzis (proboszcz), Litwin. Większość parafian jednak opowiadała się za językiem polskim. A oto odcinek z „Kuriera Wileńskiego” z 1911 roku opisujący sytuację: „Zdecydowanie odporna postawa ludu każe nam przypuszczać, że oprze się on i drugiemu atakowi szowinistycznemu litewskiemu. Za ś.p. ks. biskupa Zwierowicza zaczął wyraźnie zarysowywać się szowinizm narodowy, do roku 1905 jednak krył się w gabinetach przywódców i niektórych plebaniach. Rok 1905 rozwiązał usta dobrym i złym, rozkiełznał wszelkie prędy i kierunki, zarazem wyciągnął z ukrycia ruch szowinistyczny litewski, który zaczął otwarcie podburzać jeden bratni naród przeciw drugiemu”. Biskupa Michalkiewicza po objęciu diecezji, zaczęto zasypywać petycjami, dowodząc, że miasto Wilno posiada więcej niż 20 tysięcy Litwinów, dlatego koniecznym jest wprowadzenie języka litewskiego do kościołów w Wilnie. Michalkiewicz zarządził przeprowadzenie spisu. Okazało się, że nie 20 tysięcy, ale jest tylko 2 tysiące kilkadziesiąt osób uważających się za Litwinów. Tego spisu litwomani ks. biskupowi Michalkiewiczowi darować nie mogli, przecież zadał on kłam bajkom o tysiącach Litwinów, zostających w poniewierce w Wilnie, a przecież uczynił to człowiek uczciwy i mocno związany z litewskością i przychylny Litwinom. Biskup Michalkiewicz wydał także rozporządzenie, aby oprócz kościoła św. Mikołaja, odbyć się miały w niedzielę i święta kazania litewskie w Katedrze, w Ostrej Bramie i Kalwarii podczas pielgrzymek, a jeśli się okaże potrzeba — na zawsze. Uznając, że tego jeszcze za mało, do wszystkich kościołów w Wilnie mianował po jednym księdzu Litwinie, a do niektórych po dwóch nawet, co było odbierano za przesadne folgowanie litwomanom. Po pewnym czasie kazania litewskie w Ostrej Bramie i Kalwarii upadły same przez się, bo nie było komu na nie uczęszczać. Wysiłkiem zwierzchnika Diecezji Wileńskiej w seminarium została wprowadzona nauka języka litewskiego. Po wsiach, aby wyjaśnić zatargi powstałe na tle językowo-narodowościowym, były delegowane komisje złożone z księży Litwinów i Polaków. W parafiach mieszanych mianowano księży, mówiących po litewsku, stosując się nawet dla garstek Litwinów. Ludność protestowała gorąco przeciw narzucaniu w Kościele od lat kilkunastu wyłącznie obcego ducha i języka. Oto słowa zbiorowego listu przedstawicieli kilkunastu parafii, skierowanego do Stolicy Apostolskiej: „Odczytują nam Ewangelię świętą po litewsku tam, gdzie Litwinów wcale nie ma, mówią nam kazania w litewskim języku tam, gdzie zaledwie kilka rodzin zna ten język, wymagają od dzieci naszych katechizowania w niezrozumiałym języku, przez co obrzydza się nam na każdym kroku miłość do języka ojczystego. Już władze rosyjskie, a później niemieckie, chcąc rozbić naszą jedność narodową, od kilkunastu lat narzucały nam kapłanów obcych językiem i duchem. Wysyłaliśmy delegatów, pisaliśmy petycje, zbieraliśmy podpisy dla udowodnienia, że tu, w powiecie wileńskim nas, Polaków katolików, znajduje się około 90% całej ludności chrześcijańskiej. Wszystko jednak na próżno. Jesteśmy przekonani, że dotychczas o krzywdach naszych, Wielki Dostojniku Stolicy Papieskiej, nic nie wiedziałeś, prosimy gorąco, wysłuchaj prośby naszej, abyśmy w parafiach polskich mogli mieć kapłanów Polaków, aby pociechy religijne były udzielane w języku naszym ojczystym”.

Biskup Kazimierz Michalkiewicz zarządził przeprowadzenie spisu. Okazało się, że nie 20 tysięcy, ale tylko 2 tysiące kilkadziesiąt ówczesnych wilnian uważało siebie za Litwinów
Biskup Kazimierz Michalkiewicz zarządził przeprowadzenie spisu. Okazało się, że nie 20 tysięcy, ale tylko 2 tysiące kilkadziesiąt ówczesnych wilnian uważało siebie za Litwinów

Z powodu zatargów miedzy parafianami, które nigdy nie spotykały się do przełomu XIX-XX wieków, były wyznaczane śledztwa komisarzy ordynariatu biskupiego w sprawie zatargów. Dla przykładu, w powiecie trockim miał miejsce incydent pomiędzy proboszczem kościoła parafialnego w Piwoszunach ks. Alfonsem Petrulisem a parafianami Polakami. Jednym z ulubionych sposobów agitacyjnych u księdza było urządzanie w plebanii „wieczorynek”, gdzie siostrzenica Petrulisa uczyła tańców litewskich, a proboszcz uświadamiał narodowo, uważając wszystkich parafian za Litwinów, a niesfornych częstował pięścią. Śledztwo także badało sprawę wezwania do umierającej kobiety w okolicy Klidzi. Ks. Petrulis po spełnieniu posługi duchowej, żegnając obecnych, powiedział po litewsku „Tebūna pagarbintas Jėzus Kristus”, (Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus), odpowiedziano mu wówczas po polsku. Oburzenie ks. Petrulisa nie miało granic. Krzyknął: „Dlaczego nie odpowiadacie po litewsku?”. Umierająca zaczęła jęczeć i błagać słabym głosem, aby jej spowiedzi nie odmawiał. Gdy ks. Petrulis zbliżył się i ponownie usłyszał język polski, zagroził, że wyjedzie natychmiast. Biedna kobieta odbyła jak potrafiła spowiedź łamanym językiem. Polacy oświadczyli kategorycznie, iż unikać będą posług kościelnych, jeśli udzielać będzie ks. Petrulis. Na proboszcza parafii Nackiej pow. Lidzkiego J. Burbę również skarżyli się nawet Litwini, zarzucając mu, że swoją agitacją psuje stosunki polsko-litewskie. W wielu kościołach zaniechano nie tylko kazań polskich, ale nawet odczytywania po polsku Ewangelii. Tak się działo i dzieje się czasem dzisiaj, przecież niektórzy księża narodowości litewskiej potrafią nie tylko zwalczać polskie słowo, ale nawet rozkazują przenosić mogiły i usuwać pomniki z dziedzińców kościelnych, co miało miejsce w Dziewieniszkach i Oranach.

Warto pamiętać o tym, że każdy ma prawo chwalić Boga w swoim języku, a miłość do bliźniego, a nie przymusowa lituanizacja na podstawie błędnych stereotypów, musi dominować w stosunkach polsko-litewskich, tym bardziej w czynach duszpasterzy. Antypolskie nastawienie na Litwie, mające etniczne przyczyny, ma ponadwiekową historię, a ludzie, którzy byli zagorzałymi polakożercami dotychczas są uważani za najwybitniejszych Litwinów. Każdy mieszkaniec Litwy już ze szkolnej ławy może nabierać nienawiści do polskości, ponieważ polakożercy znajdują się na szczycie historycznego gremium wybitnych Litwinów. Patriarcha litewskiej niezależności Jonas Basanavičius, który był zaciekłym polonofobem, powiedział: „Każdy, kto zna się na przeszłości Litwy, wie, że w szeregu wrogów narodu litewskiego Polacy zajmują pierwsze miejsce” i nawoływał do „przerobienia Kościoła w litewski narodowy, który będzie lekiem na przeklętą polonizację”. Czy zatem po chrześcijańsku wygląda stosunek Kościoła litewskiego, nie tylko nie pozwalając na mszę po polsku, ale ustawiając w Katedrze na widocznym miejscu popiersie Basanavičiusa, (w rozmiarach większego niż jakikolwiek święty i nawet Chrystus), nic nie mającego wspólnego z miłością do bliźniego, a wręcz odwrotnie, pałającego ogniem nienawiści do Polaków. W katedralnej kaplicy patrona Litwy św. Kazimierza z obu stron jego grobu na wiernych patrzą jeszcze, dzięki Bogu, istniejące orły z koroną. Czy one czasem nie rażą swoiście rozumianych uczuć narodowych naszych braci Litwinów? Ksiądz Jonas Mačiulis, doktor teologii i profesor katedry moralnej teologii Uniwersytetu Witolda Wielkiego w Kownie, znany jako jeden z najwybitniejszych litewskich poetów, Maironis, również był skażony chorobliwym nacjonalizmem, więc bez żadnych skrupułów nazywał Polaków wyrodkami, pisząc:

Pavojuj motina-tėvynė;
Ateina audra iš pietų!
Tai lenkas, išgama tautų.

(W niebezpieczeństwie ojczyzna-matka; Burza idzie z południa! To Polak, zwyrodniały naród.)

Tolerancyjni duchowni, tacy jak poeta i biskup Antoni Baranowski (Antanas Baranauskas w wersji litewskiej), który mówił o sobie, że jest Polakiem litewskim i niejednokrotnie określał się jako „gente Lithuanus, natione Polonus“, czyli Polak litewskiego pochodzenia, nie był zbytnio szanowany przez Litwinów, szczególnie w ostatnich latach swojej drogi życiowej, a wielu Litwinów zignorowało jego pogrzeb w 1902 roku.

Warto jednak zwrócić uwagę na zamieszczone w drugim numerze historycznego pisma litewskiego „Auszra”, które na początku szukało dróg porozumienia: „My, Litwini, garnijmy się do Polaków, ponieważ wszyscy jesteśmy wychodźcami z tej samej ojczyzny. Nasza skrępowana matka cierpi niewolę… Starajmy się zaopiekować nią prawdziwie po bratersku, bez żadnych uprzedzeń i przezwisk, jak to bywa zazwyczaj”.

A na sam koniec warto wspomnieć słowa wileńskiego akowca Bronisława Kondratowicza, który w czasach wypróbowań, nawołując do pojednania, wołał:

Litwo! Czy pamiętasz o tym,
że los Cię zbratał z Orłem,
nie sierpem i młotem!
Przyjdzie czas,
a zwycięsko się skłonią
znaki Orła Białego
z błądzącą Pogonią!