Litewskie samorządy toną w długach

Litewskie samorządy zadłużają się na potęgę. Już na początku tego roku bez długu pozostawało zaledwie kilka samorządów.

Tymczasem w drugie półrocze bez zadłużenia wkroczyły zaledwie dwa samorządy — w Birsztanach oraz rejon wileński. Zarówno rejon birszatański, jak i wileński nie mają ani zadłużenia wobec instytucji finansowych, ani też z tytułu przeterminowanych rozliczeń za usługi spółek samorządowych i prywatnych. Na tym jednak podobieństwo dwóch rejonów kończy się, bo pierwszy jest jedną z najmniejszych (obok Neryngi) jednostką samorządową liczącą zaledwie około 5,5 tys. mieszkańców, którzy żyją głównie z turystyki i słynnych sanatoriów w Birsztanach. Tymczasem rejon wileński jest największą jednostką administracyjną położoną wokół Wilna, przez co rejon wileński ma jedną z największych sieci dróg lokalnych, jak też największą liczbę wsi i miejscowości oraz rozbudowaną sieć placówek oświatowych, medycznych i administracyjnych. Kolejnym wyróżnieniem rejonu wileńskiego na tle innych jednostek administracyjnych jest właśnie brak zadłużeń.

Girl in a jacket

— Liczymy i oszczędzamy. Oszczędzamy i liczymy — dyrektorka administracji samorządu rejonu wileńskiego Lucyna Kotłowska wyznaje „Kurierowi”, jak się okazuje, prosty „sekret” utrzymywania w ryzach finansów publicznych samorządu. Zdaniem dyrektorki administracji, samorząd co roku na początku planuje zarówno przychody, jak też wydatki i stara się, żeby te drugie nie przewyższały wielkością. Dlatego pod koniec roku nie ma niespodzianek.

— Czasami mamy nadwyżkę — mówi Lucyna Kotłowska i dodaje, że potrzeby finansowe rejonu są tak duże, jak on sam, toteż zawsze znajdzie się na co nadwyżkę wydać.

Zdaniem dyrektorki, utrzymywać dyscyplinę finansową pomaga również to, że w rejonie od kilku kadencji jest ciągłość władzy.

— Bo jak w innych samorządach, kiedy kadencję zaczyna jedna koalicja, a potem stale się zmienia i kończy inny skład władzy, to na pewno jest trudniej dbać o stabilność finansową, bo każda inna władza ma inne interesy — wyjaśnia nam kierowniczka administracji samorządu, w którym od kilku kadencji władzę niepodzielnie sprawuje Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, przez co rejon wileński na Litwie nieraz jest nazywany „polskim rejonem”. Drugim, tak nazywanym ze względu zarówno na ciągłość władzy, jak też na skład narodowościowy rejonu, jest rejon solecznicki. W odróżnieniu od rejonu wileńskiego, ten jednak, podobnie jak większość rejonów Litwy, zalicza się do zadłużonych jednostek administracyjnych. Nie jest jednak wśród nich „rekordzistą”. Jak mówią „Kurierowi” przedstawiciele administracji rejonu, kłopotów finansowych byłoby mniej, gdyby samorząd miał więcej samorządności. Bo jak wyjaśnia nam kierowniczka Wydziału Budżetu i Finansów rejonu solecznickiego, Jelena Uljanowicz, zadłużenie czasami wynika też z metodyki szacowania, jak też z powodu funkcjonowania mechanizmów finansowych.

— Jak chociażby wcześniejsze zaliczanie do zadłużenia wydatków z tytułu realizacji projektów ze środków unijnych, które zanim zostaną rozliczone z funduszy są finansowane ze środków samorządowych. Obecnie zmieniono tę metodykę, toteż automatycznie zmienia się wymiar zadłużenia samorządu — wyjaśnia nam finansistka rejonu solecznickiego. Zdaniem Uljanowicz, chociaż do końca roku rejon raczej nie wyzeruje zadłużenia, to jednak nie powinno być większych problemów.

— Znowuż to w dużej mierze będzie zależało od władz centralnych, które — pomimo że mamy i tak zmniejszony budżet — ograniczają swobodę dysponowania środkami w ramach tego budżetu — mówi kierowniczka Wydziału Budżetu i Finansów rejonu solecznickiego. I wyjaśnia, że największy problem stanowią rozliczenia w systemie oświaty, bo władze centralne wydały zakaz przesuwania środków w ramach koszyczka ucznia.

— Już od 1 października będziemy mieli problem z rozliczeniem się za ogrzewanie palcówek oświatowych, bo zabroniono nam korzystać w tym celu z nadwyżek koszyczka ucznia. Musimy mieć na to środki docelowe, których po prostu nie mamy — tłumaczy nam Uljanowicz. Zaznacza też, że jeśli rząd nie cofnie swojej decyzji (na co zresztą czeka również większość litewskich samorządów), a samorząd nie wypracuje nadwyżki budżetowej, to placówki oświatowe będą miały poważny problem z rozliczeniem się za energię cieplną.

Tymczasem, jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, większość litewskich samorządów nie przejmuje się ani kryzysem, ani też swoimi horrendalnymi długami i wciąż zadłuża się na potęgę. Do największych dłużników, zarówno wobec instytucji finansowych, jak i wobec podmiotów gospodarczych, tradycyjnie należą samorządy największych miast, których zadłużenie sięga czasami nawet 70 proc. budżetu samorządowego. Tak na przykłada dług Wilna wynosi w sumie prawie 690 mln litów, aczkolwiek ostatnio zadłużenie stołecznego grodu zmniejszyło się z 834 mln litów w kwietniu. Jest to jednak bardziej techniczny spadek, gdyż władze Wilna przekonują resort finansów, że doszło do błędnego obliczenia dochodów miasta z tytułu podatku od osób fizycznych. Przez ten błąd w ciągu ostatnich lat w finansach miasta powstała luka w wysokości około 230 mln litów.

Nie mniejsze względem swoich budżetów zadłużenie mają również pozostałe duże miasta — Kowno, Kłajpeda, czy też Szawle.

Ze względnie dużym zadłużeniem borykają się również mniejsze samorządy. Tak na przykład zadłużenie samorządu w Druskiennikach wynosi wydawałoby się niedużo w porównaniu z innymi miastami, bo 17 mln litów. Jednak dług ten stanowi ponad 56 proc. całego budżetu rejonu. Podobna sytuacja jest w Rakiszkach oraz innych litewskich samorządach zaliczanych do wagi średniej.

Tymczasem całość długu samorządów litewskich w drugim półroczu wynosi 1,770 mld litów i była o 70 mln większa niż na początku roku.

Zdaniem ekspertów, wzrost ten świadczy o nieodpowiedzialności władz samorządowych, które szczerze, ale niepotrzebnie jeszcze uwierzyły w głoszony przez rząd koniec kryzysu.