Nieuleczalnie chory Tomek żegna się z Litwą, bo… czeka go wymarzona Polska!

141
Tomek pokłada nadzieję, że w Polsce znajdzie nowych przyjaciół Fot. Marian Paluszkiewicz

„Los poskąpił dla Tomka zdrowia, jednak Pan Bóg czuwa nad każdym jego krokiem, nie opuści go też w Polsce” — nie ukrywając łez szczęścia szczycąc się osiągnięciem nieuleczalnie chorego syna, który pod koniec września rozpocznie studia we Wrocławiu, dzieli się jego mama Danuta Sadowska.

19-letni Tomasz Sadowski z Landwarowa jest dotknięty nieuleczalną chorobą Mukopolisacharydozą typu VI (MPS VI), która z każdym dniem robi postępy. Złagodzenie objawów można osiągnąć poprzez stosowanie zastępczej terapii, leków „Naglazyme”, których koszt rocznej dawki na jednego pacjenta wynosi do 4,5 mln litów.

Dzięki Karcie Polaka chłopak mógł na równi z obywatelami ubiegać się o studia w Polsce Fot. Marian Paluszkiewicz

Tomek zwrócił się z prośbą o pomoc finansową do Państwowych Kas Chorych, które po długim zwlekaniu dały odpowiedź, że przy tak małym budżecie instytucji byłoby nieracjonalnie pomagać śmiertelnie choremu chłopcu. Z prezesem Związku Prawników Polaków na Litwie Grzegorzem Saksonem Tomek do dziś depcze progi odpowiednich instytucji. Kontroler sejmowy Romas Valentukevičius nawet stwierdził, że złożona przez Tomka skarga przeciw Kas Chorych jest słuszna i uzasadniona. Cóż z tego, Litwa przecież nie ma pieniędzy… Jednak nie o godnej litości rodzimego państwa litewskiego dzisiaj mowa, a tylko o chłopcu, który mimo swojej choroby bezlitośnie niszczącej organizm, potrafi „przeskoczyć siebie”.

Tomek nie opuścił rąk i chociaż dobiegające końca lato kilkakrotnie go doświadczało, chłopiec udowodnił wszystkim, a najważniejsze sobie samemu, że żadna choroba nie jest w siłach podciąć skrzydła marzeniom, które kochamy nie po to, aby je ignorować.

— Te wakacje dla mnie były najtrudniejsze, a jednocześnie przyniosły najwięcej satysfakcji. Na studia do Polski udało się trafić tylko przy trzecim podejściu. Kosztowało mi to wiele sił, traciłem wiarę w siebie i niejednokrotnie chciałem się z wszystkiego wycofać, jednak dzięki osobom o dobrym sercu, które nie pozwoliły mi zrezygnować ze swoich marzeń, dzisiaj jestem studentem Politechniki Wrocławskiej. Żegnam się z Litwą! Pod koniec września wyjeżdżam, bo rozpoczynam studia na wymarzonym kierunku transport, któremu zawsze byłem wierny! — z dumą oraz wzruszeniem wyjaśnia nam Tomek.

Pogratulować Tomkowi świadectwa dojrzałości przyszła cała rodzina Fot. archiwum

Pierwszym wyzwaniem dla Tomka była matura, do której szykował się w pocie czoła. Do fizyki i matematyki przyłożył się najwięcej, przecież wyniki z tych przedmiotów miały być przepustką na wymarzony kierunek. W maju Tomek ubiegał się o stypendium rządu polskiego, składał egzaminy, ale nie udało się. Był rozczarowany, chociaż dobrze wiedział, że nie podda się. Z ogromną tremą przeszły też egzaminy maturalne, zdał wszystkie. Jeszcze nie mając wyników Tomek postanowił zabrać się do poszukiwania odpowiedniej uczelni w Polsce i na Litwie. Postanowił też złożyć dokumenty na Wileński Uniwersytet Techniczny im. Giedymina, aby w razie niepowodzenia na polskich uczelniach „nie zostać na placu”.

— Wysłałem maile do 7 polskich politechnik. Moim priorytetem była Warszawa, do której właśnie 1 lipca wyruszyłem na egzaminy wstępne z matematyki i fizyki. Mam Kartę Polaka, a więc na studia w Polsce ubiegałem się na takich samych zasadach jak i obywatele Polski. Jedynie 15 punktów mi zabrakło, a więc na Politechnikę Warszawską nie dostałem się. Kolejna porażka… — wyjaśnia rozmówca.

Oprócz tego, list z Politechniki Wrocławskiej z informacją o procedurach wstąpienia na uczelnię przyszedł za późno. Chętni złożyć dokumenty musieli zarejestrować się do 15 lipca. A przecież Tomek tylko za 14 dni miał otrzymać świadectwo dojrzałości. Nie tracił nadziei, zadzwonił do Wrocławia i udało mu się przedłużyć termin do 22 lipca. Liczył dni, a odpowiedzi wciąż nie było. Lipiec był pełen emocji. 26 lipca Tomek się dowiedział, że został przyjęty na Wileński Uniwersytet Techniczny im. Giedymina, na studia Inżynierii Transportu. Był mile zaskoczony, ponieważ trafił na miejsce finansowane przez państwo.

— Nie ukrywam, że możliwość ta chociaż mnie bardzo ucieszyła, ale też załamała. Zastanawiałem się, czy nie zrezygnować z wyjazdu do Polski, z możliwości być może kiedyś otrzymać obywatelstwo polskie i — co się z tym wiąże — niezbędny dla mego życia lek, który w Polsce jest refundowany przez kasę chorych, przecież dzisiaj czuję się w miarę dobrze. Jednak niewiadome jutro wzięło swoje. Obywatelstwo polskie jest kluczem do otrzymania leku, więc chociaż już następnego dnia podpisałem umowę z litewską uczelnią, nadal pokładałem nadzieje na Polskę — przyznaje Tomek.

„Chcemy poinformować pana, że został pan przyjęty na Politechnikę Wrocławską” — z pełną radości twarzą cytuje nam list z Polski, który otrzymał 28 lipca.

Pamiątkowe zdjęcie z pielgrzymki w Medjugorje Fot. archiwum

— Wyjeżdżałem na pielgrzymkę do Medjugorje, a więc w ciągu dosłownie kilku dni musiałem wysłać pocztą odpowiednie dokumenty. Tłumaczyliśmy i zatwierdzaliśmy kopie świadectwa maturalnego. Jednym słowem te dni przebiegły mi w okamgnieniu. Byłem bardzo zdenerwowany. Przecież przez cały lipiec prawie każdego dnia moja przyszłość się zmieniała kardynalnie — mówi Tomek.

Do Medjugorje chłopak udał się, aby podziękować Matce Bożej za doświadczenia, które przez cały lipiec ciążyły jak zawieszone na szyi koło młyńskie, za ludzi, którzy zawsze w niego wierzą i nie skąpią dobrego słowa. Oczywiście też po to, aby prosić o wskazówki, dokąd iść, w jakim państwie wybrać studia.

Tomek nadal o swoje zdrowie, czyli o otrzymanie odpowiedniego leku, walczy w rodzimej Litwie, oprócz tego już w krótkim czasie planuje złożyć odpowiednie dokumenty w celu otrzymania polskiego obywatelstwa. Chłopak chce wierzyć, że choroba będzie łaskawa, a czas pozwoli i któreś z państw, Litwa czy Polska, przejmie się jego losem i na pewno otrzyma potrzebne dla życia leki i zdąży zrealizować kolejne swoje marzenia.

Wręczenie świadectwa dojrzałości przez posła na Sejm Jarosława Narkiewicza Fot. archiwum

— Pan Bóg nad nami czuwa, dlatego na swojej drodze spotykamy tak wiele osób o wielkim sercu. Być może jedni karmią nas pustymi obietnicami, jednak większość zawsze podtrzyma na duchu. Po publikacji pierwszego artykułu o Tomku w „Kurierze” wiele osób pomaga nam jak tylko może, a na myśli mam korepetytorkę z matematyki Krystynę Kareivienė, która nie wzięła ani centa za pomoc Tomkowi w szykowaniu się do egzaminu z matematyki, czy też tłumaczki Halinę Osteris, która za darmo tłumaczyła potrzebne do Polski dokumenty oraz tych wielu, których nie da się wymienić. Mam nadzieję, że i w Polsce Tomek nie będzie sam, znajdzie wielu przyjaciół — dodaje pani Danuta, mama Tomka.

Miejmy taką nadzieję, a wspominając jego podróże do Polski oraz nawiązane tam nowe znajomości, życzymy Tomkowi, aby złożone przez nowych przyjaciół obietnice nie były rzucone na wiatr, a na razie wesołej zabawy i dobrych wyników na Mistrzostwach Europy w Koszykówce Mężczyzn, na które chłopak wybiera się 9 września. Dzięki wygranym w konkursie zorganizowanym przez Stowarzyszenie Niepełnosprawnych i odpowiednich organizacji koszykówki wejściówek, chłopak w Wilnie będzie mógł oglądać nawet 3 mecze!