Jestem Polakiem i żadne bezmyślne ustawy tego nie zmienią!

148
Tłumy zgromadziły się przed Sejmem Fot. ELTA

Kto by pomyślał, że wiec, to nie tylko „suchy” protest, ale też i niepowtarzalna zabawa! Już po raz drugi mniejszości narodowe na Litwie pokazały, że nie są obojętne wobec nowej Ustawy o Oświacie, która została przyjęta mimo sprzeciwu społeczeństwa.

23 września, w piątek, odbył się kolejny wiec w obronie praw mniejszości narodowych. Tym razem został on zrealizowany w wygodniejszym dla większości czasie, a mianowicie o godzinie 16.00. Wtedy to właśnie tłumy zgromadziły się przed Sejmem, żeby okazać swój sprzeciw.

Po przybyciu na miejsce pierwsze, co rzucało się w oczy, to kamery. Mnóstwo kamer i jeszcze więcej osób trzymających w ręku mikrofon i biegających tam i z powrotem. Od razu podeszła do nas nieznajoma pani i zapytała, czy nie chcielibyśmy przypadkiem potrzymać plakatów w pierwszych rzędach. Jako że nie mieliśmy konkretnych planów co do przebiegu wiecu, bez dłuższych namysłów przyjęliśmy propozycję i dwoje z nas udało się wraz z panią do punktu, gdzie były wydawane plakaty i transparenty. Ja i kolega dostaliśmy to, po co tu przyszliśmy — i zostaliśmy poinformowani, gdzie mamy stać, co i kiedy robić. Powiedziano nam też, ażeby nie pokazywać plakatów, dopóki nie rozpocznie się wiec, chyba że media poproszą. Tak się złożyło, że od wszelkich wścibskich osób z mikrofonami i kamerami aż się roiło, więc nie było nawet sensu tych plakatów chować.

Usłyszeliśmy pierwsze zdania wypowiedziane przez prowadzącą wiec. Zaczęło się. Do mikrofonu proszeni byli po kolei politycy i zwykli niewyróżniający się wśród innych ludzie. Wszyscy mieli różne argumenty, różne poglądy… Ale sens ich słów był jeden: to, co robi władza litewska, jest niemoralne, niesprawiedliwe i bezprawne. Po kilku przemowach, kolega trzymający plakat obok oświadczył, że musi już iść. Skoro musi, to musi — nie będę go powstrzymywał. Pożegnaliśmy się, on oddał mi swój plakat. W pośpiechu zacząłem szukać kogoś, kto mógłby przyjąć obowiązek „plakaciarza”. Stała obok mnie grupka dzieci, chyba trzecioklasistów. Sądząc po ich uśmiechach i kiwaniach głowami domyśliłem się, że z miłą chęcią potrzymaliby taki plakat wszyscy razem.

Czemu nie? Upewniłem się, że tego chcą i uroczyście wręczyłem im plakat. Trzymali przez resztę wiecu na przemian, głównie we trójkę lub czwórkę. Po jakimś czasie podeszła do mnie pewna pani, chyba wychowawczyni tych właśnie dzieci, i oświadczyła, że niestety muszą już iść. Na ich twarzach malowała się wdzięczność za zaufanie, jakim ich obdarzono. Dzieciarnia grzecznie podziękowała i z uśmiechem ruszyła gęsiego za wychowawczynią. Cóż, było już ciemno, a na dzieci w domach czekali rodzice. Od razu zrobiło mi się cieplej widząc, że dba się o to, żeby nasze pokolenie poznało otaczający nas świat. Po raz kolejny byłem zmuszony znaleźć kogoś, kto mógłby przynajmniej przez ostatnie kilkanaście minut ten plakat potrzymać. Wpadł mi w oko pewien masywny mężczyzna, z wyglądu przypominający boksera. Zaproponowałem mu trzymanie plakatu — nie odmówił. Do końca wiecu wesoło klaskaliśmy, krzyczeliśmy i tupaliśmy, co nie tylko pozwalało nam w ten sposób zareagować na słowa osób mówiących do mikrofonu, ale też pomagało się ogrzać, jako że ten wieczór nie należał do najcieplejszych.

Nadszedł koniec wiecu, tłumy zaczęły się „rozpływać”. Postanowiłem odnaleźć moich kolegów z klasy. Napisałem SMS’a do koleżanki, później wciąż nie mogąc ich znaleźć zadzwoniłem i (z pewnymi trudnościami) dołączyłem do grupki moich kolegów. Idąc razem zdążyliśmy się wymienić wrażeniami, robionymi z nami wywiadami itp. Niestety, nadszedł moment, w którym musieliśmy się pożegnać. Wiec odbył się w miłej atmosferze i nie żałuję ani tego, że w nim uczestniczyłem, ani tego, że jestem Polakiem. Jestem Polakiem i żadne głupie, wręcz bezmyślne ustawy tego nie zmienią.

Eugeniusz Osipowicz
uczeń 9 klasy