Klienci litewskich banków nie panikują

70
Anonimowe artykuły mogą zaszkodzić reputacji banków Fot. Marian Paluszkiewicz

Spekulacje na temat stabilności banków z litewskim kapitałem wywołały niepokój wśród polityków, jednak nie spowodowały większego zamieszania wśród społeczeństwa.

Przewodnicząca parlamentu Irena Degutienė stwierdziła wczoraj, że była wstrząśnięta publikacją niepotwierdzonej informacji o krokach stróży prawa przeciwko bankom z kapitałem litewskim.

— Obawiam się z powodu reakcji społeczeństwa. Mamy dostatecznie problemów, wiele trudności mają inne kraje Europy — Grecja, Hiszpania, Włochy, Portugalia. A życie jest jak lustro, dlatego problemy tych krajów mogą odzwierciedlać się również u nas i to może doprowadzić do kolejnego kryzysu na Litwie. Obecnie każda plotka może wyprowadzić z równowagi, więc należy bardzo ostrożnie reagować na wszelką informację — mówiła Degutienė.

Zaznaczyła, że temat finansowy jest bardzo delikatny i nie wolno publicznie podawać informacji, opartej na źródłach anonimowych.

— Mowa idzie o ludzkich lokatach bankowych. Dlatego naturalne jest, że każdy obywatel obawia się, aby nie powtórzyła się sytuacja z 1995 roku — upadek litewskich banków. Wszyscy pamiętamy, czym to się skończyło — mówiła przewodnicząca Sejmu.

Jak dowiedział się „Kurier” z nieoficjalnych źródeł, klienci banków z kapitałem litewskim na razie nie panikują.

— Na te wiadomości w mediach bardziej zareagowali nie nasi klienci, a sami pracownicy banku — powiedziała jedna z kasjerek banku „Snoras”. — Do mnie zatelefonowała koleżanka z innego oddziału i zapytała zaniepokojona, czy czytałam „Lietuvos rytas”. Bała się, że może się rozpocząć nieprognozowana reakcja klientów.

Jednak kasjerka stwierdziła, że w ciągu ostatnich dni nie doczekała się ani jednego klienta, który by niepokoił się o swoją lokatę bankową:

— Co prawda, jeden mężczyzna zapytał mnie, kiedy zamierzamy bankrutować. Ale pytanie było żartobliwe. Nie sądzę, że  mądrzy ludzie będą zwracali uwagę na plotki.

Dodała jednak, że nieostrożnie podawana informacja może spowodować bolesne konsekwencje.

— Na razie problemów nie ma, ale przecież nie na próżno przysłowie mówi, że słowo wróblem wyleci, a wołem wraca. Mediom należy ostrożniej wybierać informację, którą później otrzymują ludzie. Od kiedy źródła anonimowe upoważniają do pisania na tak poważny temat jak pieniądze? Ludzie przecież w ogóle mogą przestać ufać bankom i zacząć panikować… — powiedziała.