Prawa mniejszości narodowych musi gwarantować ustawa

118
Zdaniem Imantasa Melianasa, nowa ustawa zagwarantuje mniejszościom narodowym prawa, o które dziś muszą walczyć na wiecach Fot. Marian Paluszkiewicz

Podczas niedawnej swojej wizyty na Litwie wysoki komisarz Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) ds. mniejszości narodowych Knut Vollebaek zauważył, że po wygaśnięciu z początkiem 2010 roku Ustawy o Mniejszościach Narodowych w litewskim systemie prawnym powstała próżnia, która powoduje napięcie na tle narodowościowym.

Vollebaek powiedział też, że tę próżnię należałoby wypełnić nową Ustawą o Mniejszościach Narodowych. Wielu litewskich polityków nie zgodziło się z tą opinią, bo uważa, że litewski system prawny należycie reglamentuje prawa mniejszości narodowych poprzez inne ustawy, w tym oświatową oraz o języku państwowym. Toteż, w opinii tych polityków, nowa Ustawa o Mniejszościach Narodowych na Litwie nie jest potrzebna.


Imantas Melianas

„Kurier” zapytał doradcę ministra kultury ds. mniejszości narodowych Imantasa Melianasa, czy faktycznie możemy obejść się bez Ustawy o Mniejszościach Narodowych?

Już dwa lata żyjemy bez Ustawy o Mniejszościach Narodowych i wydawałoby się, że możemy obejść się bez tej ustawy. Bo w rzeczy samej nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego w zakresie przestrzegania praw mniejszości narodowych. Ale ta ustawa jest potrzebna, nawet tylko dlatego, ze wcześniej taka była. Bo jest rzeczą nienormalną, kiedy państwo nie zwraca uwagi na prawa mniejszości narodowych. Warto bowiem przypomnieć, że poprzednia ustawa była przyjęta jeszcze przed faktycznym odzyskaniem niepodległości i była nazywana pierwszą ustawą „Sąjūdisu”. Być może nie stanowiła ona idealnego prawa w swoim zakresie, ale była dobrą ustawą. Co też przyznawali zagraniczni eksperci. Mówiono nawet, że stanowiła ona wzorzec dla państw wyzwolonych spod komunizmu w Europie Środkowej i Wschodniej. Również w Europie Zachodniej pozytywnie oceniano naszą ustawę. Jednak w ciągu ostatnich dwudziestu lat wiele się pozmieniało, pojawiły się nowe międzynarodowe akty prawne w zakresie praw mniejszości narodowych, które zostały ratyfikowane przez państwa europejskie, w tym też Litwę. Wytworzyła się więc sytuacja, że nasz kraj przodujący w zakresie gwarancji prawnych dla mniejszości narodowych znalazł się wśród outsiderów. Bo brak ustawy sugeruje, że ten temat nie jest dla nas priorytetowy, a nawet bardziej ważny i że sprawy mniejszości narodowych są rzeczą naturalną. Ale jest to błędne podejście, bo rzeczą naturalną jest, że brak precyzyjnie uregulowanego prawa w tym zakresie powoduje, że pojawiają się szare strefy wypełniane przez byle jakie interpretacje przez byle kogo.

Poprzednia ustawa może i była dobra, ale praktycznie nie była realizowana, jak też ograniczana przez inne ustawy, jak chociażby Ustawę o Języku Państwowym, czy też Konstytucję, z którymi wchodziła w sprzeczność w zakresie używania języka mniejszości narodowych, czy — jak w przypadku Konstytucji — pisowni nazwisk.

W starej ustawie te sprawy nie były precyzyjnie uregulowane, co pozwalało stronom zainteresowanym traktować je na swój sposób. Więc było tak, że nieprecyzyjna reglamentacja była różnie, a nawet sprzecznie interpretowana. Dlatego właśnie należało sprecyzować tę ustawę. Ale przeoczono termin i termin starej ustawy wygasł, zaś nowa nie została przygotowana.

Kto za to ponosi odpowiedzialność?

Przede wszystkim ostatnie kierownictwo Departamentu Mniejszości Narodowych i Wychodźstwa, które musiało zamortyzować negatywne skutki likwidacji departamentu i rozdzielenie jego funkcji w zakresie wychodźstwa i spraw mniejszości narodowych odpowiednio między Ministerstwem Spraw Zagranicznych i Ministerstwem Kultury. Kierownictwo Departamentu miało wystarczająco dużo czasu, żeby przed likwidacją instytucji przygotować nową Ustawę o Mniejszościach Narodowych. Ale, niestety, tego nie zrobiono.

Czy tylko Departament tu zawinił, bo przecież są jeszcze politycy, w tym również reprezentujący w Sejmie interesy mniejszości narodowych?

Polityków usprawiedliwia to, że mogli oni liczyć na to, że odpowiedzialna instytucja przygotuje nowe regulacje prawne. Widocznie przeliczyli się. Jednak w rzeczy samej wszyscy, którzy zajmują się tą tematyką, po trosze są winni, w tym również i politycy oraz instytucje pozarządowe, szczególnie te zajmujące się prawami człowieka, jak również media i analitycy. Powiedzmy, że w tej sprawie zabrakło kontroli ze strony społeczności i polityków.

W jakim stadium są przygotowania nowej Ustawy o Mniejszościach Narodowych?

Faktycznie projekt ustawy jest już gotowy. Pracowała nad nim grupa robocza, w skład której wchodzą specjaliści z różnych instytucji. Ta grupa została jeszcze uzupełniona przez przedstawiciela Instytutu Historii, ponieważ niektórym członkom tej grupy zabrakło opinii specjalisty właśnie z zakresu historii. Toteż koncepcja ustawy została przygotowana z uwzględnieniem uwag instytucji rządowych i kolejny raz została przedstawiona na omówienie w Radzie Ministrów. Jeśli więc tym razem nie będzie żadnych uwag ze strony rządowej (zresztą nie wyobrażam, jakie mogą być jeszcze uwagi, bowiem projekt jest już drugi rok przygotowywany i wszystkie uwagi zostały przedstawione i dokładnie przedyskutowane), to po akceptacji projektu ustawy przez Radę, zostanie on natychmiast wniesiony pod obrady Sejmu.

Jakie nowości zawiera projekt nowej ustawy i czy będzie ona bardzo różniła się od starej?

Należy zaznaczyć, że nowa ustawa została napisana całkowicie od nowa, aczkolwiek faktycznie niewiele się będzie różniła od starej ustawy poza dwiema kwestiami. Po pierwsze, chodzi o przyznanie prawa mniejszościom narodowym zamieszkałym zwarcie w poszczególnych miejscowościach do używania języka ojczystego, jako pomocniczego w administracji i instytucjach w swoich miejscowościach. Po drugie, ustawa precyzuje używanie podwójnego nazewnictwa w topografii i nazewnictwa ulic i miejscowości, jak też w zakresie informacji publicznej, co faktycznie istnieje obecnie, ale z powodu braku prawnej regulacji prowadzi do niepotrzebnych napięć.

Jak już mówiłem, w ciągu ostatnich dwudziestu lat zaszły wielkie zmiany w tym zakresie i co wcześniej było przypadkiem odosobnionym, to dziś w Europie jest normą. Normą więc jest, że wszędzie tam, gdzie są mniejszości narodowe czy grupy etniczne, ich język ojczysty jest chroniony i nie stanowi to problemu, a jest uważane, że wzbogaca państwo w zakresie kulturowym. Toteż w Europie faktycznie nie pozostało krajów, w których nie byłoby używane podwójne nazewnictwo w miejscowościach zwarcie zamieszkałych przez mniejszości narodowe czy nawet grupy dialektowe. Więc w tym zakresie niczego nowego nie wymyślamy i zdaniem większości członków grupy roboczej również u nas w kraju mniejszości narodowe i etniczne muszą mieć prawo do używania swego języka w nazewnictwie, jeśli oczywiście widzą w tym potrzebę. Natomiast argumenty przeciwników tego, że doprowadzi to do separatyzmu, uważamy za bezpodstawne, o czym świadczy doświadczenie państw europejskich.

Mówiąc o używaniu języka mniejszości narodowych w nazewnictwie i życiu publicznym mamy chyba sprzeczność z Ustawą o Języku Urzędowym, która nie dopuszcza takiej możliwości?

To nie jest tak, bo Ustawa o Języku Państwowym jest wyłącznie ustawą o języku państwowym i nie reglamentuje używania języków mniejszości narodowych.

Ale mamy decyzje sądów nakazujące usuwanie podwójnych nazw ulic oraz informacji publicznych?

Te decyzje są podjęte na podstawie obowiązującego obecnie prawa i niestety, czy podobają się nam te decyzje, czy nie, to należy je wykonywać. Jeśli zostaną przyjęte nowe regulacje prawne, to te postanowienia sądowe stracą moc prawną.

Jednak decyzje te zapadły wtedy, kiedy obowiązywała jeszcze stara Ustawa o Mniejszościach Narodowych, która dopuszczała możliwość używania języków mniejszości narodowych, jednak sąd oparł swoje decyzje na Ustawie o Języku Państwowym?

Już wspominałem, że stara ustawa nie była do końca precyzyjna, również w tym zakresie, co pozwalało na różnorakie interpretowanie prawa, w tym też przez sądy. Nowa ustawa wyeliminuje te sprzeczności, bo Ustawa o Języku Państwowym po prostu nie może reglamentować używania języków mniejszości narodowych, bo kwestie te są poza kompetencją ustawy językowej.

Rozumiem, że jako urzędnik Pan nie może oceniać, czy obecna sytuacja polityczna jest przychylna przyjęciu takiej ustawy przez Sejm, ale zważywszy na los Ustawy o Oświacie, która spod obrad Sejmu wyszła w treści zupełnie inna niż była zaproponowana przez rząd, proszę powiedzieć, czy nie będzie żal, że również Pana praca wyląduje, że tak powiem, w koszu?

Absolutnie nie, bo projekt nasz jest produktem intelektualnym i zawsze będzie można do niego powrócić później, być może nawet udoskonalać, ale co już jest zrobione, to po prostu jest. Jestem dobrej myśli. Musimy jednak pamiętać, że bardzo ważnym elementem w tej sytuacji jest praca oświatowa, bo wciąż mamy do czynienia ze stereotypami i zaszłościami historycznymi. Musimy iść do przodu i nie przenosić antagonizmów z przeszłości do relacji współczesnych.

Rozmawiał Stanisław Tarasiewicz