Jadwiga Sinkiewicz: Robię to, co lubię

282
Jadwiga Sinkiewicz

Przepiękna wiązanka orchidei, którą podarowali rodzice jej wychowanków, ustawiona na biurku, jest bodajże najcieplejszym wspomnieniem tej chwili, kiedy to ze wszystkich stron posypały się gratulacje — za zdobycie zaszczytnego tytułu „Polak Roku 2011”.

— Kiedy dowiedziałam się, że to właśnie ja z tej chlubnej czternastki, która była w plebiscycie czytelników „Kuriera Wileńskiego” — „Polak Roku 2011” — zebrałam największą liczbę głosów — nie mogłam uwierzyć! Bo, przecież byli ludzie bardziej znani niż ja, nauczycielka początkówki – mówi Jadwiga Sinkiewicz. — Gdyby mi ktoś inny o tym powiedział, a nie naczelny „Kuriera” – wzięłabym to za żart. Owszem, wielu ludzi, zanim trwał plebiscyt, mówiło, że swoje głosy oddadzą na moją kandydaturę, ale jednak to było ogromne zaskoczenie. Rozpłakałam się ze wzruszenia, bo taki tytuł — „Polak Roku” — to dla każdego Polaka chyba największa ocena. I ogromne zobowiązanie. A kiedy ochłonęłam, zaczęłam się zastanawiać: „Za jakie zasługi nadano mi tak wysoki tytuł?”.

Miejscem naszego spotkania jest szkoła „Santarvės” w Solecznikach, gdzie Gimnazjum J. Śniadeckiego wynajmuje kilka klas. We własnym lokalu się nie mieszczą. Cieszy to bardzo, gdyż liczba dzieci w początkówce nie maleje i rokrocznie jest kilka klas równoległych. A w tym roku mają aż trzy pierwsze klasy.

Pani Jadwiga ma klasę czwartą. Liczną, bo składającą się z aż 22 dzieci. Wesołych, a jednocześnie bardzo zdyscyplinowanych. I rozśpiewanych. Zresztą, jak może być inaczej, skoro ich pani całe życie śpiewa w miejscowym zespole „Solczanie”, który w roku przyszłym swoje ćwierćwiecze obchodzić będzie.

Zdjęcie pamiątkowe klasy czwartej ze swą panią Fot. Marian Paluszkiewicz

Ale zanim dzieciaki z wielkim przejęciem zaśpiewają nam piosenkę o rodzimych Solecznikach, gdzie to wszystko bliskie jest i swojskie — z panią Jadwigą przenosimy się do lat minionych.

Dzieciństwo Jadwigi, z domu Kozar, upłynęło we wsi Soboluny, które leżą na pograniczu rejonu solecznickiego. W rodzinie była czwórka dzieci – dwaj starsi bracia, ona i młodsza siostra.

Najpierw była szkoła ośmioletnia w Szorkojciach, po ukończeniu której Jadwiga wyjechała do stolicy i wstąpiła do Szkoły Pedagogicznej w Nowej Wilejce. W 1971 r. po jej ukończeniu podjęła się pracy w Małych Solecznikach, z którymi jej życie związane było przez 25 lat. Tu też poznała swego przyszłego męża, Henryka Sinkiewicza.

Ślub kościelny był w Narwiliszkach. Ale nie taki, jakiego by się chciało, bo po kryjomu. Jak mówi Jadwiga, pojechali do kościoła z samego rana, kiedy goście zaproszeni na wesele niby tylko cywilne jeszcze spali. Nie mogła się wtedy jako nauczycielka  afiszować, że ślub biorą w kościele. Ksiądz też doskonale to rozumiał. Miał nawet dwie księgi rejestracyjne. Jedną taką prawdziwą, a drugą, jak mówił, dla kontroli. Kontroli, która czasami tu się zjawiała, by wyłapać, czy ten albo inny człowiek w kościele dziecko nie chrzcił, czy też mszy świętej nie zamawiał.

Po ślubie młodzi początkowo mieszkali w wynajmowanym mieszkaniu, a po kilku miesiącach przenieśli się do własnego w Solecznikach, w którym pani Jadwiga mieszka do dziś.

Niestety, już sama. Mąż zmarł przed siedmiu laty. Nagle. W tym dniu wybierał się na ryby.

Z najbliższą rodziną podczas chrztu wnuczki Wiktorii (u dołu zdjęcia) w Niemczech Fot. z albumu rodzinnego

Dzieci — dwaj synowie, od dawna dorośli — własne rodziny założyli i z gniazda domowego wyfrunęli. Starszy — 37-letni Władysław w Niemczech mieszka. Tam studiował i tam rodzinę założył. Młodszy o siedem lat Edward z rodziną do Solecznik często przyjeżdża, by mamę odwiedzić, z kolegami się spotkać. Planuje w najbliższej przyszłości tu się przenieść.

Ale nie ma święta, by razem wszyscy nie byli. Co prawda, ostatnia wigilia była wyjątkowa, po raz pierwszy od lat 12 Władysław z rodziną nie mógł przyjechać. Obowiązki służbowe go zatrzymały. Jednak mama jest pewna, że jak tylko synowie wolny czas wykroją, to do rodzinnych stron jak te ptaki przylecą.

Czy nie jest jej smutno samej? Aż się dziwi memu pytaniu.

„Nigdy nie byłam i nie jestem sama, zawsze mam obok siebie dzieci, które uczę, znajomych, przyjaciół i bardzo dużo obowiązków!”.

Jak Jadwiga siebie pamięta, zawsze była energiczna i wszystkiego jej się chciało: i działalności społecznej, i udziału w „Solczanach”, gdzie między innymi prowadzi też konferansjerkę.

W 1983 roku zaocznie ukończyła wydział polonistyki Wileńskiego Instytutu Pedagogicznego.

— Kiedy pracowałam w Małych Solecznikach, to zakres mojej działalności był mniejszy. Ale od kiedy pracuję w Gimnazjum im. J. Śniadeckiego, to i pracy mi przybyło. Pełniłam obowiązki prezesa „Macierzy Szkolnej” w gimnazjum, potem wybrana zostałam na prezesa rejonowego oddziału „Macierzy Szkolnej”, no i drugą już kadencję jestem radną samorządu rejonu solecznickiego — mówi Jadwiga Sinkiewicz.

Jak za chwilę się dowiem, początkowo bardzo się bała, że ją na listę wyborczą zgłoszono. Teraz się przyzwyczaiła, że czasami ktoś ją zatrzyma na ulicy i poprosi o jakąś radę, pomoc. Podczas pierwszej kadencji pracowała w komitecie ds. oświaty, teraz jest w budżetowym.

Ale najwięcej jej wieloletnie pedagogiczne doświadczenie pomocne jest w „Macierzy Szkolnej”, szczególnie w ostatnich latach, kiedy to tyle spraw związanych jest z kontrowersyjną Ustawą o Oświacie.

Jest to niepełny wykaz działalności naszej laureatki plebiscytu, która także bardzo aktywnie się udziela w Uniwersytecie Trzeciego Wieku, należy do Koła Kulturalno-Oświatowego.

Ale bez wątpienia jej codzienny dzień skupiony jest najwięcej na szkole, dzieciach, których stara się nie tylko nauczyć przedmiotów podstawowych, ale też zaszczepić miłość do języka rodzinnego, ziemi ojczystej, folkloru.

A już jak mowa o tym, to dwa razy woziła swoje maluchy do Polski, by zobaczyły choć cząstkę Macierzy, by ją pokochały tak jak swoją ziemię, na której się urodziły.

— Dla większości dzieciaków był to pierwszy wyjazd do Polski. Byliśmy nie tylko w Łomży, ale też w Warszawie – wspomina nauczycielka.

Tu, na miejscu, klasa też się nie nudzi. Bo oto przed Bożym Narodzeniem klasa odwiedziła Dom Starców w Czużakampiach, tam dała koncert, przygotowała dla seniorów własnoręcznie zrobione laurki z życzeniami.

A z programem na Dzień Niepodległości w tym roku zawitali do Kamionki.

Dokonania, dokonania… I plany. A kiedy o nich mówimy, to aż dziw ogarnia, ile ta drobna, delikatna kobieta potrafi zrobić. Sama i z pomocą innych. Kiedy w maju roku ubiegłego wicedyrektor klas początkowych wpadła np. na pomysł, by konkurs talentów dla rodziców zrobić, jej klasa chętnie ten pomysł poparła. I takie święto się odbyło. Ku ogromnej radości nie tylko nauczycielki, ale samych uczestników i ich najwierniejszych widzów — dzieci, które im kibicowały.

Dwa razy tygodniowo pani Jadwiga prowadzi nie tylko kółko śpiewu, ale też krajoznawcze, bo chce jak najwięcej dzieciakom pokazać. Zaczynając od stron rodzimych. Bo przecież tyle jest ciekawego. W najbliższych planach są Ejszyszki i Jaszuny.

A kiedy mówimy o roku minionym, pani Jadwiga nie może się nacieszyć, że był tak owocny – miała możliwość uczestniczyć w uroczystości beatyfikacyjnej w Rzymie. Jak przypomina, podróż autokarem do Rzymu trwała 36 godzin. 3 godziny odpoczynku i 12 godzin stania w kolejce (całą noc), bo na plac wpuszczano od 6 godziny rano. Na plac ich grupa weszła przed godz. 10. I na samym placu była 6 godz. Tym nie mniej wszystkie trudy kompensowała sama ta chwila.

— Było to niesamowite uczucie, ogromne przeżycie. Dołączono nas (pięć osób) do grupy z Łomży, a wśród naszych członków byli przedstawiciele szkół z Polski z imieniem Jana Pawła II — wspomina moja rozmówczyni.

Jadwiga Sinkiewicz z delegacją Związku Polaków na Litwie w Katyniu Fot. z albumu rodzinnego

Z delegacją Związku Polaków na Litwie Jadwiga odwiedziła też miejsce Tragedii Smoleńskiej.

To takie wzruszające chwile, których się nigdy nie zapomni.

Za tydzień, po finale konkursu „Polak Roku 2011” Jadwiga Sinkiewicz będzie obchodzić swój kolejny dojrzały jubileusz. Będzie więc jeszcze jedna okazja do zastanowienia się, co udało się zrobić, co jeszcze trzeba zrobić i o czym można pomarzyć.

A te marzenia jak u każdej mamy są bardzo podobne: by dzieciom dobrze się wiodło, by zdrowie wszystkim dopisało, by kontaktów przyjacielskich coraz to przybywało. By informacja o jej rodzimym rejonie w telewizji, w prasie litewskiej nie była przekręcana. Bo, jak mówi Jadwiga:

— To bardzo boli, kiedy pokazują takie nonsensy o szkołach tu działających, o ludziach mieszkających.

A jakie jest jej credo życiowe?

— Robić to, co się lubi. Mnie to się udało i dlatego uważam to za największe osiągnięcie życiowe — mówi z uśmiechem laureatka plebiscytu „Kuriera Wileńskiego” „Polak Roku 2011” Jadwiga Sinkiewicz z Solecznik.