Propagandowo-optymistyczny rządowy zwrot ziemi

242
Według danych samorządu rejonu wileńskiego, proces zwrotu ziemi objął zaledwie 50 proc. miejscowej ludności polskiej Fot. Stanisław Tarasiewicz

Proces zwrotu znacjonalizowanej w okresie sowieckim ziemi w rejonie wileńskim został zakończony w 87 proc. Tegoroczne zaś tempo przywracania praw własności zakłada, że do końca 2012 roku proces restytucji mienia na Wileńszczyźnie zostanie zakończony w ponad 99 proc.

Tak optymistyczne nowiny przedstawiciele samorządów rejonu solecznickiego i wileńskiego usłyszeli w rządzie na poniedziałkowym posiedzeniu.

Przewodniczył spotkaniu kanclerz rządu Deividas Matulionis, który też stoi na czele powołanej w 2010 roku przez premiera Andriusa Kubiliusa grupy roboczej, która miała wypracować mechanizm przyśpieszenia zwrotu ziemi na Wileńszczyźnie, głównie w rejonie wileńskim, gdzie ten proces zdecydowanie przewlekał się w porównaniu z innymi rejonami, gdzie denacjonalizacja ziemi faktycznie już dawno została zakończona.

Jak wynika z przedstawionych przez wicedyrektora Narodowej Służby Ziemskiej (NSZ) Gintautasa Vasiliauskasa danych, dotyczących procesu zwrotu ziemi w rejonie wileńskim, tylko w 2011 roku Służba wydała 1 808 decyzji o potwierdzeniu prawa własności do znacjonalizowanej wcześnie ziemi. W całym kraju takich decyzji podjęto 9,6 tys.

— Tak więc największa część decyzji dotyczy właśnie rejonu wileńskiego — poinformował Gintautas Vasiliauskas. Zapowiedział też, że wydział rejonu wileńskiego pracuje obecnie nad planami dwóch miejscowości — w gminie pogirskiej oraz bujwidzkiej.

— Po zatwierdzeniu tych planów, co ma nastąpić już w najbliższych tygodniach, wileński oddział będzie mógł wydać 5 192 nowe decyzje o przywróceniu praw własności. W ten sposób restytucja mienia zostanie zakończona wobec 99 proc. pretendentów — powiedział wicedyrektor NSZ. Jego optymizm na ten temat zaskoczył nawet samego kanclerza Matulionisa, który zażartował, replikując, że „szkoda, że nie 99,9 proc.”.

Narodową Służbe Ziemską oskarża się o arogancję Fot. Marian Paluszkiewicz

Nie do śmiechu natomiast było przedstawicielom samorządu rejonu wileńskiego, którzy wyjaśnili, że przedstawione dane, może i słuszne, jednak nie odzwierciedlają rzeczywistości w procesie zwrotu ziemi. Jak wyjaśniła sekretarz Rady samorządu rejonu wileńskiego Renata Cytacka, przedstawione liczby przedstawiają sytuację ogólną, zaś ta dotycząca miejscowej ludności, jest znacznie gorsza.

— Te liczby obejmują wszystkich pretendentów, w tym tych, którzy poprzenosili swoją ziemię do rejonu wileńskiego. Natomiast, według naszych ustaleń,  40 do 50 proc. miejscowej ludności odzyskało ojcowizny — poinformowała Renata Cytacka.

Wicemer rejonu Czesław Olszewski zwrócił natomiast uwagę zebranych na arogancję pracowników oddziału rejonu wileńskiego NSZ, którzy często odsyłają miejscowych z kwitkiem, bo rzekomo nie znają języka litewskiego.

Ta informacja wywołała konsternację strony rządowej. Kanclerz Matulionis zauważył, że większość pracowników służby raczej zna nie tylko język urzędowy, ale też język polski czy rosyjski, toteż, jego zdaniem, odsyłanie interesantów tylko dlatego, że być może nie znają języka litewskiego, jest niedopuszczalne.

— Niestety, ten problem istnieje i dotyczy głównie starszych osób, które o pomoc zwracają się do samorządu — powiedziała Cytacka.

— Proszę wyobrazić, jak tym ludziom jest trudno załatwić jakiekolwiek sprawy, gdy są traktowani w ten sposób — powiedział Olszewski. Zaznaczył też, że urzędnicy często podobnie traktują również samorząd.

— Osobiście wysyłam do Służby wiele pism i zapytań, niektóre trzykrotnie, jednak pracownicy wydziału rejonowego zwyczajnie ignorują te pisma i latami nie odpowiadają na nie — powiedział wicemer. Zaznaczył też, że z tego powodu samorząd ma poważne problemy, bo nie mogąc załatwić praw własności samorządowej, nie może swobodnie dysponować tym mieniem. Taka sytuacja dotyczy około 200 obiektów w rejonie wileńskim.

— Nam często zarzucają, że rejon nie rozwija się gospodarczo, nie może przyciągnąć inwestycji, ale jak można te inwestycje pozyskać, kiedy latami nie możemy uregulować w Służbie praw własności do majątku samorządowego — oburzał się wicemer.

Kanclerz Matulionis prosił przedstawicieli Służby oraz wiceministra rolnictwa Edvardasa Raugalasa, którego resortowi NSZ podlega, o zwrócenie uwagi na przedstawione problemy.

Gintautas Vasiliauskas zapewnił przedstawicieli rejonu wileńskiego, że w tym roku wydział rejonu wileńskiego zostanie wzmocniony dodatkowymi etatami, rząd zaś nie poskąpił finansowania na zakończenie procesu reprywatyzacji na Wileńszczyźnie.

— Co dotyczy rejonu wileńskiego, to proces zwrotu ziemi zostanie tam zakończony, poza przypadkami spornymi, na które nasza Służba nie ma wpływu. Również w rejonie wileńskim proces zwrotu ziemi zostanie przyspieszony, tak żeby do końca roku, jak to zadeklarował rząd, proces ten był w zasadzie zakończony — raportował wicedyrektor NSZ.

Z kolei kanclerz Deividas Matulionis na zakończenie zwrócił uwagę zebranych, że to właśnie obecny rząd zobowiązał się zakończyć proces restytucji mienia na Wileńszczyźnie i skutecznie z tego procesu wywiązuje się.

— Proszę wszystkich o tym pamiętać — powiedział na zakończenie narady kanclerz rządu, aczkolwiek od tej uwagi powinien był raczej zacząć naradę, bo jak zauważyli niektórzy uczestnicy spotkania, miało ono przede wszystkim cel propagandowy — pokazania opinii publicznej, jakie są zasługi obecnego rządu.