Znajomość języka polskiego (nie)mile widziana

322
Poseł Arminas Lydeka domaga się wyjaśnienia, czy samorząd rejonu wileńskiego nie stwarza szczególnych przywilejów dla Polaków Fot. Marian Paluszkiewicz

Chęć zatrudnienia w instytucji państwowej wszechstronnie wykształconego, szczególnie w zakresie znajomości języków obcych, specjalistę na Litwie może być potraktowane, jako łamanie praw człowieka, a nawet sprzeczne z Konstytucją.

O tym, już po raz kolejny, przekonała się administracja samorządu rejonu wileńskiego, która od kandydatów na stanowisko specjalisty wydziału rachunkowości wymaga znajomości na poziomie początkującym języków angielskiego i polskiego. W całym zamieszaniu nie chodzi jednak o wymóg znajomości języka angielskiego, który w zamieszkałej w większości przez mniejszość polską jest, delikatnie mówiąc, mało przydatna. Poszło więc (zresztą jak zawsze na Wileńszczyźnie) o język polski.

Poseł Ruchu Liberałów Arminas Lydeka skierował właśnie wniosek do Służby Kontrolera ds. Równych Możliwości, żeby służba zbadała, czy wymogi językowe stawiane pretendentom na objęcie stanowiska księgowego nie narusza zasadę równych praw. Kolejny wniosek w tej sprawie poseł Lydeka skierował do Departamentu Służby Państwowej, żeby ten z kolei zbadał, czy wymóg znajomości języka polskiego nie łamie zasad Konstytucji, bo pozbawia część obywateli szans na pracę w administracji publicznej, w tym przypadku — administracji rejonu wileńskiego. Wymóg znajomości języka angielskiego posłowi Lydece akurat nie zawadza, co sugeruje nam, że poseł, a właściwie przewodniczący sejmowego Komitetu Praw Człowieka nie tyle walczy o równe prawa dla wszystkich, ale o graniczenie praw pewnej grupy obywateli, w tym przypadku obywateli znających język polski, również obywateli litewskiej i innych narodowości.

Arminas Lydeka

Tymczasem poseł Lydeka znajomość języka wiąże czemuś wyłącznie z narodowością polską, bo jak tłumaczy w swoim oświadczeniu, pojawiają się wątpliwości, czy samorząd rejonu wymagając od kandydatów znajomości języka polskiego, nie stwarza dla osób pewnej narodowości szczególnych przywilejów? Licząc na to, że zarówno Służby Kontrolera ds. Równych Możliwości ustali, czy wymóg znajomości polskiego łamie zasadę równych praw, a Departament Służby Państwowej z kolei orzeknie, czy „fanaberie językowe” samorządu łamią Konstytucję (aczkolwiek tu warto podpowiedzieć posłowi, że najbardziej kompetentną instytucją byłby tu Sąd Konstytucyjny), „Kurier” postanowił wesprzeć przewodniczącego Komitetu Praw Człowieka w tropieniu „dyskryminacyjnych” wymogów językowych.

Zbadaliśmy pod tym kontem ostatnie ogłoszenia litewskich samorządów i uprzejmie donosimy posłowie Lydece, żeby „dyskryminacja” językowa nie jest przypadkiem odosobnionym, lecz raczej procederem na skalę całego kraju. Pomijając wymagania instytucji państwowych znajomości różnych języków obcych (o firmach prywatnych już nie wspominając) ustaliliśmy bowiem, jeszcze co najmniej kilka samorządowych ogłoszeń, w których od kandydatów na różne stanowiska wymaga się znajomość językową najbardziej egzotycznych języków europejskich. Tak, na przykład, samorząd Neringi wymaga od kandydatów na stanowisko specjalisty wydziału zarządzania miejskiego i budownictwa znajomości przynajmniej jednego z oficjalnych języków Unii Europejskie, czyli może być np. rumuński — bo to też jeden z oficjalnych języków Unii. Podpowiadamy więc posłowi Lydece, że warto zapytać ombudsmana ds. równych możliwości, czy w ten sposób samorząd Neringi nie faworyzuje np. Romów rumuńskich, którzy docierają również na Litwę. Na marginesie mówiąc, ten sam samorząd wymaga znajomości językowych również od kandydatów na stanowisko księgowego.

Tak samo poseł Lydeka mógłby zapytać Służbę Kontrolera ds. Równych Możliwości, czy samorząd Olity nie dyskryminuje ogółu obywateli i nie stwarza uprzywilejowane warunki zatrudnienia, dla Anglików, Niemców i Francuzów, bo znajomości ich języków samorząd olicki wymaga od kandydatów na stanowisko lekarza samorządowego. Jeśli poseł nie zapyta, to pozostaje nadzieja, że sama ombudsmanka Aušrinė Burneikienė, z własnej inicjatywy zbada tę sytuację, tak samo, jak zabrała się z własnej inicjatywy (nie czekając, aż wniosek Lydeki wpłynie do jej biura) do badania domniemanej dyskryminacji językowej w rejonie wileńskim.

Tymczasem administracja rejonu postanowiła dmuchać na zimne i wstrzymała konkurs na stanowisko.

— Z powodu całego zamieszania konkurs został wstrzymany — powiedziała „Kurierowi” Walentina Rudinskaja, kierowniczka wydziału ds. zatrudnienia administracji rejonu wileńskiego.