Kolejne (nie)porozumienie polsko-litewskie

155
Ostatnia wizyta w Wilnie polskich parlamentarzystów Zgromadzenia została nazwana przez polską stronę „gestem dobrej woli”, zaś litewscy posłowie określili polską delegację jako „wrogo nastawioną” Fot. Marian Paluszkiewicz

17-18 maja w zaciszu Białowieskiego Parku Narodowego w Białowieży ma się odbyć polsko-litewskie spotkanie grupy roboczej przedstawicieli Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu Rzeczypospolitej Polskiej i Sejmu Republiki Litewskiej.

Czy się odbędzie? Prawdopodobnie tak. Czy się odbędzie w duchu porozumienia? Trudno na to liczyć, bo jak ustaliliśmy, już teraz obydwie strony mają odmienne oczekiwania wobec tego spotkania. Strona litewska bowiem liczy na to, że będzie to spotkanie organizacyjne przed wreszcie kolejnym po dwóch latach przerwy posiedzeniem Zgromadzenia.

— Nie znamy jeszcze tematów, ani nawet miejsca spotkania, bo to jest prerogatywa gospodarzy, czyli strony polskiej, ale jestem przekonany, że będzie to robocze spotkanie przygotowawcze przed kolejnym posiedzeniem Zgromadzenia, które zgodnie z harmonogramem również powinno odbyć się w Polsce — przekonuje nas poseł Jonas Liesys, wiceprzewodniczący litewskiej delegacji na Zgromadzenie Parlamentarne Polski i Litwy.

— Na pewno nic z tego, bo planowane jest posiedzenie polsko-litewskiej grupy do spraw trudnych — poinformowano „Kurier” w polskim sekretariacie Zgromadzenia Parlamentarnego Sejmu i Senatu RP i Sejmu RL.

Chociaż agenda spotkania jest jeszcze w przygotowaniu, to jednak — jak udało się nam ustalić — tematyka spotkania w Białowieży będzie dotyczyła problemów w relacjach dwustronnych oraz propozycji mających rozwiązać te problemy, czyli problemów wynikających z realizacji, a raczej ich nierealizowania przez stronę litewską, postanowień Traktatu Polsko-Litewskiego, podpisanego dokładnie 18 lat temu — 25 kwietnia 1994 roku.

Ostatnio — również podczas posiedzenia grupy roboczej ds. trudnych — parlamentarzyści Zgromadzenia Parlamentarnego rozmawiali 7 kwietnia 2011 roku podczas spotkania w Wilnie, czyli zaraz po uchwaleniu w litewskim parlamencie kontrowersyjnej ustawy oświatowej.

Mimo burzliwej i długiej dyskusji stronom nie udało się przekonać partnerów do swoich racji. Strony postanowiły jedynie, że każda z nich, po konsultacjach z przedstawicielami mniejszości narodowych — polskiej na Litwie i litewskiej w Polsce — sporządzi specyfikację najważniejszych problemów mniejszości narodowych. Przedstawi też propozycję ich rozwiązania, które przedłożą wzajemnie podczas następnego spotkania,a które „odbędzie się w najbliższym terminie, jaki będzie możliwy”.

Właśnie 17-18 maja 2012 roku okazał się tym najbliższym możliwym terminem spotkania. Jednak — jak wynika z odmiennych oczekiwań co do formatu spotkania — trudno oczekiwać, że strony dojdą na nim do większego porozumienia niż przed rokiem. Wtedy strona litewska uważała, że „ostra retoryka Warszawy” jest elementem trwającej w Polsce kampanii wyborczej i liczyła, że po wyborach ton Warszawy złagodnieje.

— Przecież mówimy o tych problemach nie od tygodni, a od kilku lat. Toteż argument strony litewskiej, że nasze stanowisko jest elementem kampanii przedwyborczej, jest nie na miejscu — reagowała wtedy posłanka Urszula Augustyn, przewodnicząca polskiej delegacji. Uznała też, że tą argumentacją strona litewska próbuje zamaskować swoją bezczynność w zakresie realizacji założeń traktatowych dotyczących praw polskiej mniejszości narodowej na Litwie. Od rozwiązania tych problemów polscy parlamentarzyści uzależnili wtedy zwołanie kolejnego posiedzenia Zgromadzenia, na którym wtedy i dziś również zależy stronie litewskiej.

Czas pokazał, że nie mieli racji posłowie Valentinas Stundys i Algis Kašėta Fot. Marian Paluszkiewicz

— Niezależnie od sytuacji we wzajemnych relacjach musimy ze sobą rozmawiać, bo dzisiaj nawet nie rozmawiamy — mówi nam poseł Liesys, który uważa, że zwołanie Zgromadzenia parlamentarnego byłoby dobrą okazją i miejscem do takiej rozmowy. Poseł nie zgadza się z „Kurierem”, że zwoływanie Zgromadzenia przed wyborami parlamentarnymi, które na Litwie odbędą się już 14 października, nie ma sensu, bo przyjęte na nim uzgodnienia, zgodnie z niechlubną litewską tradycją polityczną, nie będą obowiązywały nowy Sejm i nowe władze.

— Każdy czas na rozmowy jest dobry — mówi nam poseł Liesys.

Tymczasem, jak wynika z doktryny polskiej polityki zagranicznej wobec Litwy, Warszawa jednak oczekuje, że czas po wyborach parlamentarnych na Litwie będzie bardziej przyjazny wznowieniu dialogu. W swoim dorocznym exposé w polskim parlamencie mówił o tym minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który oświadczył, że w stosunkach z Litwą Warszawa liczy „na nowe otwarcie z rządem, który wyłoni się po październikowych wyborach”.

— Myślę, że w tej sprawie już wszystko zostało powiedziane. Niestety, strona litewska, mimo starań kolejnych rządów, mimo zapisów w Traktacie Polsko-Litewskim, nie spełniła postulatów naszych rodaków. Przypomnę czasy bardzo bliskich, osobistych relacji między prezydentami Polski i Litwy. Prezydent Lech Kaczyński odwiedził ten kraj bodajże 14 razy, i nawet podczas jego ostatniej wizyty zamiast uchwalić ustawę o pisowni polskich nazwisk, Sejm litewski tę ustawę odrzucił, czyli polityka bardzo bliskiej współpracy niestety też nie odniosła skutku. Jak powiedziałem w exposé, liczymy na to, że może nowy rząd litewski zechce przyjąć lepszy stosunek do mniejszości polskiej — oświadczył minister Sikorski.