Zielono im. A nam?

118
Produkcja zielonej energii na Litwie jest traktowana raczej jako egzotyka wiejskich obrazów niż realne źródło pozyskania czystej i w perspektywie taniej energii Fot. Marian Paluszkiewicz

Wiadomość z Niemiec, że 25 maja tamtejsze elektrownie słoneczne zebrały 22 MW energii, stała się dla zwolenników energii odnawialnej na Litwie kolejnym argumentem „za” rozwojem zielonej energii, tudzież „przeciw” budowy nowej elektrowni atomowej w Wisagini i terminalu gazowego w Kłajpedzie.

Czy ta wiadomość z Niemiec jest dobra dla Litwy? — pytamy Artūrasa Skardžiusa, prezesa Konfederacji Zrzeszeń Energii Odnawialnej.

— Jest bardzo dobrą nowiną i mam nadzieję, że zmieni ona postawę naszego rządu na czele z premierem Andriusem Kubiliusem i ministrem energetyki Arvydasem Sekmokasem, którzy być może przestaną wreszcie oszukiwać siebie i społeczeństwo, pójdą w kierunku energii ze źródeł odnawialnych — odpowiada nam Artūras Skardžius. Jego zdaniem, właśnie przykład Niemiec pokazuje właściwy kierunek rozwoju rynku energetycznego.

— Produkcja energii ze źródeł wykopaliskowych traci na znaczeniu i nie ma perspektywy. Również na Litwie, która ma wiele możliwości produkowania energii ze źródeł odnawialnych. Jednak, niestety, nie korzystamy z tych źródeł. A przecież już dziś koszty energii z elektrowni wiatrowych są mniejsze niż koszta energii wyprodukowanej w elektrowni w Elektrėnach, która wykorzystuje do produkcji gaz ziemny importowany z Rosji — mówi Skardžius. Dodaje też, że Litwa ma możliwość produkować energię elektryczną nie tylko za pomocą wiatraków, ale też słońca, fal morskich oraz źródeł termalnych, które w naszym kraju mogą stanowić poważny sektor produkcji energii.

Według Litewskiego Zrzeszenia Elektrowni Wiatrowych, litewskie wiatraki już produkują ponad 430 mln kWh energii, co odpowiada potrzebom gospodarstw domowych miasta wielkości Wilna. Rozwija się też, mimo nieprzychylności władz, sektor elektrowni słonecznej.

Jak twierdzi Skardžius, już w 2020 roku energia z elektrowni słonecznych będzie tańsza niż kosztuje obecnie produkowana w elektrowniach cieplnych, czy też planowanej elektrowni jądrowej.

— Wiadomości z Niemiec tylko utwierdzają nas w tym przekonaniu — mówi prezes Konfederacji Zrzeszeń Energii Odnawialnej.

W poniedziałek „DW-World” poinformowało, że ilość energii zebranej przez niemieckie elektrownie słoneczne odpowiada mocy produkcyjnej 20 reaktorów jądrowych. Wobec tego Niemcy, które po awarii w japońskiej elektrowni w Fukushimie postanowiły wygasić swoje elektrownie atomowe, stają się światowym liderem produkcji energii odnawialnej. I jak zapowiada rząd w Berlinie, to dopiero początek, bo niemieckie plany w tym zakresie są bardziej ambitne — Niemcy planują, że do 2050 roku aż 80 proc. potrzebnej energii pędzie pochodziło ze źródeł odnawialnych.

Bardziej ambitni są tylko Duńczycy, których plany obejmują 100-procentowe przejście na zieloną energię.

Tymczasem na Litwie zwolennicy zielonej energii nieustannie narzekają, że z roku na rok spotykają się z coraz większymi utrudnieniami ze strony władz w rozwoju projektów odnawialnej energii. Ich zdaniem, główną tego przyczyną są ambitne plany władz w zakresie budowy elektrowni atomowej i terminalu gazowego, dla których zagrożeniem może być właśnie rozwój energii ze źródeł odnawialnych. Zwolennicy zielonej energii nie są tu gołosłowni, bo operują konkretnymi liczbami. A z nich wynika, że obecnie na Litwie zużywa się około 20 TWh energii cieplnej do ogrzewania gospodarstw domowych i obiektów przemysłowych w tym w gospodarstwach rolnych. Kolejnych 10 TWh w gospodarstwach domowych i innych budynkach zużywa się energii elektrycznej. Do produkcji takiej liczby energii Litwa co roku potrzebuje 2,4 mld m3 gazu, 150 tys. ton produktów naftowych i 6 TWh energii elektrycznej, za co litewski podatnik co roku płaci około 4 mld litów. Prawie cała suma pieniędzy trafia do Rosji, która wciąż jest jedynym dostawcą na Litwę surowców energetycznych.

Tymczasem, według danych Litewskiego Zrzeszenia Elektrowni Wiatrowych, potencjał litewskich zasobów energii odnawialnej wynosi ponad 40 TWh energii, co znacznie przekracza roczne energetyczne zapotrzebowanie całego kraju. Co więcej, wykorzystanie całego tego potencjału — znowuż według obliczeń „zielonych” energetyków — stworzyłoby kilkadziesiąt tysięcy stałych miejsc pracy i byłoby siłą napędową do stałego rozwoju litewskiej gospodarki.

Takie obliczenia litewskich energetyków znajdują potwierdzenia w danych europejskich statystyków, bo jak podaje z kolei Eurostat, nawet w okresie kryzysowym, na przykład, sektor elektrowni wiatrowych w krajach Unii Europejskiej rozwijał się dwa razy szybciej niż osiągał średnio statystyczny rozwój gospodarczy krajów. Inaczej jest na Litwie, bo w ciągu ostatnich lat energetycy pracujący z projektami energii odnawialnej nie tylko nie mieli dobrego rozwoju, ale musieli nawet walczyć o zachowanie statutu quo, bo jak mówi Skardžius, obecny rząd nie jest zainteresowany rozwojem zielonej energii, bo zagraża ona planom budowy elektrowni jądrowej.

— Świadczy to o ewidentnym braku kompetencji ministra energetyki. I chociaż Litwa nie jest Ukrainą, to za swoją niekompetentność minister będzie musiał kiedykolwiek ponieść odpowiedzialność — mówi Skardžius.