Druga wojna polska (2)

270
Większą uwagę zwraca górujący ponad otoczeniem najstarszy budynek w Borysowie — kościół katolicki Fot. archiwum

Dramatyczne zmagania w bitwie nad Berezyną, tragiczne również dla naszego polskiego żołnierzaoraz wspaniała victoria orszańska — obydwie stoczone na terytorium dzisiejszej Białorusi, jednakże o pierwszej w całej Europie mówi się i pisze dużo, natomiast drugą znają tylko w Polsce i na Litwie, chociaż nie mniejsze prawo do tego zwycięstwa mają także Białorusini. Niestety, nie ma dla niej miejsca w historii współczesnej Białorusi…

Podążając szlakiem historycznych batalii, trafiliśmy najpierw do leżącego nad Berezyną Borysowa, miasta planowanej przez Napoleona przeprawy.

Podróżującym pociągiem zapoznanie się z miastem rozpoczyna się od dworca kolejowego, „czugunacznogo wakzała” — jak piszą Białorusini, chociaż powszechnie używają rosyjskiego „wokzał żeleznadorożnyj”.

Borysowski dworzec zadbany, acz nieduży, wszakże miasto to liczy zaledwie 147 tys. mieszkańców.

Wychodząc z dworca na miasto – pierwsze skojarzenie: jak w Mińsku. W stolicy, na wprost pomiędzy dwoma monumentalnymi socrealistycznymi gmachami, niczym przez babilońską bramę bogini Isztar, otwiera się widok na przestrzenną ulicę. W Borysowie identycznie. Owszem, budynki są o wiele mniejsze, stosowne do wielkości i rangi miasta. Zapewne stolica musiała kiedyś świecić przykładem, skoro architektoniczne rozwiązanie przy dworcu dokładnie naśladuje Mińsk.

Miasto. Ulica Czapajewa, Dzierżyńskiego, Stachanowska, Gorkiego,… prospekt Rewolucji, pomnik Lenina, hasła o jedności narodu i władzy… atmosfera niezmienna już od blisko stu lat, co wcale nie zdziwi znających już ten kraj. Socrealistyczne budynki, czysto, porządek. Dalej od centrum nieco inaczej: drewniane domki, ogrody, wysokie drewniane płoty z wychylającymi się ponad je głowami słoneczników, szutrowe ulice oraz nieliczni przechodnie.

Nas jednak bardziej interesuje przedkomunistyczna przeszłość miasta, więc kierujemy się na Staroborysów, za rzekę Berezynę. Nad rzeką, w pobliżu mostów, trafiamy na pozostałości okazałych szańców artyleryjskich przygotowanych przez wojska rosyjskie przed wojną 1812 r. w celu obrony miasta, a przede wszystkim mostu nad Berezyną. Szańce zachowano jako zabytek, ustawiono jeszcze dwie metalowe atrapy dziewiętnastowiecznych działek oraz tablicę mówiącą między innymi o „rozgromieniu tutaj przez wojska rosyjskie w listopadzie 1812 r. dużego zgrupowania Napoleońskiej Armii”. Dokładniej chodzi o 17 dyw. Jana Henryka Dąbrowskiego, którego zadaniem była obrona jedynego w tej okolicy stałego mostu nad Berezyną i jej rozlewiskiem. Właśnie w tych szańcach oraz w mieście po lewej stronie rzeki niespełna 4 tys. zmęczonych marszem polskich żołnierzy zaskoczył dwukrotnie większy oddział rosyjski. W nierównej walce most był utracony, a w czasie polskiego kontrataku spalony przez wojska rosyjskie. Przeprawa więc utracona — a Napoleon wściekły. To w ostateczności zmusiło go do zbudowania nowych mostów i rozegrania bitwy, dzięki czemu Berezyna trafiła do podręczników historii.

O bitwie nad Berezyną mówi się i pisze dużo, na wielu pomnikach tam widnieją orły napoleońskie Fot. archiwum

Opuszczając szańce, przekraczamy rzekę, trafiając na „stare miasto”. Całkowite rozczarowanie. Po dawnym Borysowie, założonym przecie w 1102 r., ślad całkowicie zaginął. Najczęściej drewniane jak na wsi domki, czasem starsze dziewiętnastowieczne murowane parterowe kamienice oraz współczesne bloki. O historii mówi jedynie będący w renowacji Sobór Zmartwychwstania Pańskiego z 1872 r. oraz przed nim ustawiony pomnik założyciela miasta księcia Borysa, syna księcia Połockiego, skąd właściwie pochodzi nazwa miasta. Większą uwagę zwraca górujący ponad otoczeniem najstarszy budynek w Borysowie — kościół katolicki.

Kościół pw. Narodzenia NMP założony został w 1642 r. z fundacji starosty Adama Kazanowskiego i potwierdzony aktem króla Władysława IV. Pierwotny drewniany gmach świątyni oczywiście nie zachował się. Obecny, klasycystyczny kształt, kościół otrzymał po pożarze w pierwszej połowie XIX w. Jednowieżowy, wewnątrz skromny, acz schludny. Jest po remoncie i obecnie z trudem się uświadamia, że po represjach w 1937 r., kiedy to rozstrzelano nawet sprzątaczkę kościelną, świątynia ciągle zmieniała swe przeznaczenie — magazyny, kino, sala sportowa.

Zwrócona wiernym w 1988 r. została stopniowo odbudowana i odnowiona.

Czyniąc krok w stronę wyjścia, kątem oka ujrzałem ołtarz boczny i odniosłem wrażenie, że jednym krokiem przeniosłem się o kilkaset kilometrów w stronę Wilna. W bocznym ołtarzyku, przed drzwiami, „świeciła” kopia obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej. Są granice i znaczne odległości, ale ta kopia w dalekim Borysowie podkreśla znaczenie nie tylko kultu Matki Bożej, jednocześnie przypomina rolę dawnej stolicy tego kraju. Przynajmniej w kontekście religii katolickiej Wilno pozostało jako centrum ziem byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Nie widząc w rozkładzie mszy św. w języku polskim, zagadnąłem o to krzątające się w kościele kobiety.

— Polskie msze? — z zainteresowaniem obrzuciły mnie spojrzeniem.

— Tak, były u nas, przecież w kościele długo służył Polak, ksiądz Józef. Dzisiaj liczący około osiemdziesiąt lat. A był jeszcze drugi ksiądz z Polski. Ale zmienili go. U nas polskich księży „nie lubiat” — dodała rozmówczyni z niepewnym uśmiechem.

Dopytywałem się jeszcze, czy polskie msze były uczęszczane, lecz na to pytanie, jak też o Polakach w Borysowie odpowiedzieć nie potrafiła, a może nie chciała bądź nie miała odwagi.

Społeczne Zjednoczenie Związek Polaków na Białorusi. Dookoła skromnego budynku wysoki betonowy i częściowo metalowy parkan stwarzający wrażenie murów obronnych Fot. archiwum

Tuż przed kościołem jednak trafiłem na polski napis. Na drewnianym krzyżu w języku białoruskim, litewskim i polskim wymienione było imię księdza prof. Henryka Hlebowicza. Białoruski tekst informował dokładniej:

„W Borysowie 9 listopada 1941 r. hitlerowcy rozstrzelali męczennika za wiarę, wielkiego przyjaciela białoruskiego, litewskiego i polskiego narodów”.

Nie wskazano narodowości błogosławionego ks. Henryka Hlebowicza, jednakże przyjemnie było trafić na wzmiankę o Polaku, wilnianinie z wyboru, którego nazwisko często trafiało mi się kiedyś podczas zbierania materiałów o dziejach organizacji akademickich na Uniwersytecie Stefana Batorego.

Ks. Henryk Hlebowicz nie tylko wykładał w Wilnie, ale dużo czasu poświęcił młodzieży. Był duszpasterzem organizacji i stowarzyszeń akademickich: moderatorem Sodalicji Mariańskiej Akademiczek, doradcą „Juventus Christiana”, współtwórcą Porozumienia Akademickich Katolickich Stowarzyszeń.

Po wybuchu wojny był kapelanem podziemia niepodległościowego w Wilnie (1939-1941). Zginął w okolicach Borysowa z rąk współpracującej z Niemcami policji białoruskiej.

Nietypowo wyglądał ten krzyż z takim właśnie napisem na tle szeregu tablic o odważnych i bohaterskich pionierach bądź partyzantach z oddziału „Diadi Koli”.

Poszukując więcej śladów polskości Borysowa, udaliśmy się w stronę najbliższego zaznaczonego na mapie cmentarza. W drodze przypadkowo natrafiliśmy na tablicę na drewnianym oszalowanym domu z wizerunkiem orła białego i napisem:

„Społeczne Zjednoczenie Związek Polaków na Białorusi.”

Dookoła skromnego budynku wysoki betonowy i częściowo metalowy parkan stwarzający wrażenie murów obronnych. Można by snuć domysły — czy to miał być mur obronny przed obcymi, czy zapora władzy miasta przed polską organizacją…?

Wówczas, niestety, nie udało się skontaktować z Polakami w Borysowie, chociaż informacja w internecie wskazuje, że ta polska „twierdza” działa, organizuje spotkania rodaków, jasełka, koncerty itd.

Do lat trzydziestych w Borysowie działały szkoły polskie oraz litewska. Obecnie Polacy najczęściej nie znają języka ojczystego, wszakże rusyfikowano wschodnią Białoruś od 200 lat z niedużym poluzowaniem w czasie rewolucji i niedługo po niej. Więc powrót do mowy ojczystej — zajęcia z języka polskiego dzieciom i dorosłym, początkowo odbywały się w domu prywatnym, a teraz w Domu Polskim.

Ostatecznie o znaczeniu polskości w historii miasta miały potwierdzić groby. Wchodzimy na cmentarz. Na nowych grobach napisy cyrylicą, a na starszych po… hebrajsku bądź w obu pisowniach.

Borysów niegdyś zamieszkiwała spora gmina żydowska. Z przedwojennego okresu zachowała się synagoga i budynek szkoły. „Borysów był miastem biednych Żydów, a Bobrujsk — Żydów bogatych. Ponieważ u nas mieszkali częściej rzemieślnicy, a tam kupcy… ” — wypowiedział się pewien Białorusin o starozakonnych ze swego miasta. Zwróciło uwagę, że na kilku cmentarzach potomków Abrahama dużo jest nowych grobów. Holokaust Borysów dotknął w mniejszym stopniu, wielu jednak zdążyło wycofać się z Armią Czerwoną, a po wojnie powróciło do domów. Byliśmy na kilku współczesnych cmentarzach w Borysowie, ale nie trafiliśmy na groby z polskimi napisami, jedynie po rosyjsku, hebrajsku, zbiorowe mogiły rosyjskich żołnierzy z okresu II wojny światowej. Dawne cmentarze sowieckim zwyczajem zapewne poszły pod parki lub fabryki.

 

Cdn. Pocz. w nr. 130