Łukaszenka wygraża Litwie: „Za mało nie będzie!”

Łukaszenka wygraża: „Niech Litwa nie siedzi jak mysz pod miotłą”   Fot. Marian Paluszkiewicz
Łukaszenka wygraża: „Niech Litwa nie siedzi jak mysz pod miotłą” Fot. Marian Paluszkiewicz

Białoruski prezydent, nazywany ostatnim dyktatorem Europy, Aliaksandar Łukaszenka wygraża Litwie, że jeśli nasze instytucje praworządności odmówią współpracy w wyjaśnieniu skandalu tzw. pluszowych misi, to „Litwie za mało nie będzie!”(„Za mało nie pokażetsia!”).

Białoruskie KGB i prokuratura chcą wyjaśnienia litewskiej strony, czy i które instytucje naszego kraju były zaangażowane w przygotowanie desantu około 1 000 szwedzkich pluszowych misiów z terytorium Litwy na Białoruś. Litewskie władze i instytucje zajęły w tej sprawie strusią pozycję, a Łukaszenka wygraża: „Niech Litwa nie siedzi jak mysz pod miotłą, bo komu, jak komu, ale Litwie za mało nie będzie”.

Reklama

Tymczasem litewscy politycy mówią, że nie należy pochopnie i emocjonalnie reagować na pogróżki białoruskiego dyktatora, który wygrażając Litwie raczej gra wewnętrzną opinię publiczną, żeby pokazać się wciąż mocnym liderem, szczególnie przed zbliżającymi się jesiennymi wyborami parlamentarnymi.
Za słowami prezydenta poszły jednak czyny tamtejszych instytucji praworządności. Litewska Prokuratura Generalna potwierdziła, że otrzymano z Mińska prośbę o pomoc prawną, jakiej nasz kraj jest zobowiązany udzielić zgodnie ze zobowiązaniami międzynarodowymi. Czym to może się skończyć, Litwa doświadczyła już, kiedy w ramach pomocy prawnej przekazała białoruskim strukturom informację o opozycjoniście Alesiu Bieliackim. Na podstawie litewskiej, ale również otrzymanej z Polski informacji, białoruska prokuratura oskarżyła opozycjonistę o przestępstwa finansowe, a białoruski sąd skazał Bieliackiego na długie lata więzienia.

Do incydentu doszło nad ranem 4 czerwca, dzień po defiladzie wojskowej z okazji obchodzonego na Białorusi 3 lipca Święta Niepodległości. Dwaj szwedzcy piloci — pracownicy piarowskiej agencji Total Studio — wylecieli lekkim samolotem z lotniska Pociūnai w rejonie preńskim i po godzinie szybowania nad Litwą przekroczyli litewsko-białoruską granicę w okolicach rejonu solecznickiego. Bez przeszkód dotarli aż pod Mińsk, gdzie w okolicach Iwieńca zrzucili dziesiątki zawieszonych na spadochronikach pluszowych misiów z ulotkami w obronie wolności słowa i demokracji. Później samolot dotarł w okolice białoruskiej stolicy, gdzie doszło do kolejnego desantu pluszowych maskotek. Po spełnionej misji piloci bez przeszkód opuścili przestrzeń powietrzną Białorusi i wrócili na Litwę, skąd niebawem odlecieli do Szwecji.

Miś s ulotkami w obronie demokracji Fot. Elta
Miś z ulotkami w obronie demokracji Fot. Elta

Władze w Mińsku początkowo udawały, że żadnego desantu misiów nie było, lecz gdy w mediach i internecie ukazały się zdjęcia i nagrania z misji pluszaków, oficjalny Mińsk przyznał, że został „zbombardowany”. Zaraz potem Łukaszenka zwolnił za niewłaściwe wykonywanie obowiązków służbowych szefa Państwowego Komitetu Pogranicznego generała Ihara Raczkouskiego oraz szefa wojsk obrony przeciwlotniczej generała Dzmitryja Pachmiełkina. Naganami zostali ukarani inni generałowie, w tym minister obrony Juryj Żadobin oraz sekretarz Rady Bezpieczeństwa Leonid Malcew i szef KGB Wadim Zajcew. Białoruska prokuratura wszczęła natomiast śledztwo wobec dwóch zatrzymanych Białorusinów, którzy ujawnili nagrania z desantu pluszaków oraz szwedzkich pilotów, którzy dostarczyli desant.

W tym tygodniu Łukaszenka oświadczył, że białoruskie służby obrony powietrznej namierzyły Szwedów już na granicy z Litwą, jednak nie zestrzelili, „bo pożałowali samolotu z dykty”.
Białoruska prokuratura prosi o pomoc prawną w śledztwie kolegów na Litwie i w Szwecji. Wzywa też do Mińska na przesłuchanie szwedzkich pilotów, którzy wcześniej w otwartym liście do Łukaszenki napisali, że gotowi są przyjechać do Mińska i wyjaśnić mu, że zatrzymani Białorusini są niewinni, bo nie mają nic wspólnego z przygotowaniem nalotu pluszaków.

Tymczasem litewska strona udaje, że o niczym nie wiedziała i nie wie. W oświadczeniu minister obrony Rasy Juknevičienė mówi się tylko, że szwedzki samolot na Litwie przebywał legalnie.
Również administracja lotów cywilnych mówi, że nie ma dowodów, że doszło do naruszenia granicy, czyli lotu samolotu niezgodnego z zapowiedzianym wcześniej planem.

Są jednak poszlaki w postaci przyznania faktu przekroczenia granicy przez samych pilotów, którzy w Internecie zamieścili też nagranie wideo z akcji. Wobec tego administracja cywilna zapowiada, że przeprowadzi dochodzenie w tej sprawie, ale z góry zakłada, że po pół roku będzie musiała sprawę zamknąć z powodu braku dowodów.
Z powodu pluszowego desantu rośnie napięcie na linii Mińsk–Sztokholm. Łukaszenka odwołał swoich dyplomatów ze Szwecji i nakazał szwedzkim dyplomatom opuścić Mińsk. Wobec tego Unia Europejska planuje ponownie odwołać dyplomatów krajów członkowskich, co już raz miało miejsce podczas konfliktu dyplomatycznego Mińska z Warszawą.