Litewscy politycy przed wyborami grają polską kartą

Podczas niedzielnej debaty telewizyjnej liderzy 4 partii prowadzących w sondażach przedwyborczych przyznali zgodnie, że relacje z Polską i polską mniejszością na Litwie są złe.
 
Lider piątej, również „sondażowej” — przewodniczący konserwatystów premier Andrius Kubilius — przekonywał natomiast, że Litwę i Polskę nadal łączą przyjazne stosunki, a jego partia pierwsza i jak dotąd jedyna podjęła się realizacji postulatów polskiej mniejszość.

— Do mitologii należy odnieść stwierdzenia, że relacje z Polską są złe. Rzeczywistość natomiast jest inna, a moje osobiste relacje z premierem Tuskiem są rzeczowe i serdeczne — powiedział premier Andrius Kubilius, lider stojących na czele Związku Ojczyzny — Chrześcijańskich Demokratów Litwy. Podkreślił też, że jego partia konserwatystów, jako pierwsza przedstawiła w Sejmie projekt o pisowni polskich nazwisk.

Zarzucił też opozycji, że nie podtrzymała tego projektu, wobec czego doczekał się kontr zarzutów ze strony oponentów, że rządowy projekt pisowni nazwisk nie poparli przede wszystkim posłowie partii premiera, w tym uczestniczący w dyskusji minister spraw zagranicznych Audronius Ažubalis. Ten usprawiedliwia się, że nie był przeciwko, lecz wstrzymał się od głosu. Niemniej, przychylny polskiej mniejszości rządowy projekt o pisowni nazwisk przepadł wtedy w Sejmie. Co więcej, zdarzyło się to w dniu wizyty na Litwie — jak później okazało się ostatniej zagranicznej — śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Tymczasem Ažubalis uważa, że mniejszości narodowe nie muszą być zakładnikami polityki zagranicznej. Tłumaczył też, że nie należy zwracać uwagi na zarzuty łamania praw polskiej mniejszości na Litwie, bo w przekonaniu ministra, zarzuty te są bezpodstawne.
— Dowodzi tego tegoroczny raport Freedom House, w którym mówi się jednoznacznie, że prawa mniejszości narodowych na Litwie są obronione — podkreślił szef litewskiego resortu dyplomacji.

Nie zgodzili się jednak z nim nawet partnerzy koalicyjni z Ruchu Liberałów, aczkolwiek bronili też swojej decyzji w zakresie ujednolicenia egzaminu maturalnego dla szkół mniejszości narodowych.
— Pisownia nazwisk, to pierwszorzędna sprawa, którą musimy załatwić — oświadczył minister oświaty i nauki Gintaras Steponavičius, wiceprezes Ruchu Liberałów.  Natomiast Ustawa Oświatowa wzmacnia nauczanie języka litewskiego w szkołach mniejszości i — zdaniem ministra — była przyjęta w interesie polskiej mniejszości.

Tymczasem prezes opozycyjnej partii socjaldemokratów, Algirdas Butkevičius, uważa, że Ustawa Oświatowa przyjęta wbrew woli polskiej mniejszości nie tylko jest dyskryminująca, ale też ostatecznie pogorszyła relacje z Polską.
— Ustawa Oświatowa ostatecznie pogorszyła nasze relacje. Dlatego znowu musimy wspólnie usiąść i podpisać nowe porozumienie — proponuje Algirdas Butkevičius.
— Sprawa oświaty dotyczy obydwie strony, więc jeśli chcemy zreformować oświatę, to trzeba rozmawiać również z tymi, których te reformy dotyczą — powiedział Juozas Bernatonis z partii socjaldemokratów. Wyraził też przekonanie, że po wyborach sytuacja w kwestii oświaty mniejszości narodowych ulegnie zmianom na lepsze.

Z kolei liderzy dwóch kolejnych opozycyjnych partii — Partii Pracy oraz Porządku i Sprawiedliwości uważają, że problemy polskiej mniejszości na Litwie są bańką mydlaną. Jeśli jednak wymagają one zmian, to należy o tych zmianach rozmawiać z mniejszością, a nie z Warszawą.
— Problem z ustawą jest rozdmuchany. Oni (litewscy Polacy — przyp. red) muszą być z niej zadowoleni. I niech pan Sikorski nie ingeruje w nasze sprawy wewnętrzne, bo rozwiązań tych problemów musimy szukać, dyskutując z mniejszością polską na Litwie, a nie z rządem w Warszawie — uważa Mazuronis.

— Musimy ze sobą rozmawiać i wykonywać przyjęte międzynarodowe zobowiązania. Wewnątrz kraju również musimy więcej rozmawiać, żeby nie było niepotrzebnych dyskusji, bo problem mniejszości narodowych jest sztucznie rozdmuchany — uważa lider Partii Pracy, europoseł Wiktor Uspaskich. Jego zdaniem, państwo nie powinno jednak z góry narzucać swoje rozwiązania w systemie oświaty, lecz musi zapewnić różnorodność propozycji.
— Niech każdy wybiera, co mu najbardziej odpowiada — powiedział Uspaskich.
Tymczasem jego zastępca, Vydas Gedvilas, nie był już tak tolerancyjny i uważa, że na Litwie musi być używany wyłącznie język litewski.
— Co dotyczy nazwy ulic i innych spraw, to mieszkamy na Litwie i tu obowiązuje język litewski — powiedział Gedvilas.