Ksiądz Augustyn Piórko — męczennik za wiarę

116
Ks. Augustyn Piórko Fot. archiwum
Ks. Augustyn Piórko Fot. archiwum

„Oto idę, abym czynił, o Boże, wolę Twoją” — te słowa św. Pawła z obrazka mającego upamiętnić dzień święceń kapłańskich i mszy św. prymicyjnej miały być drogowskazem dla księdza diakona Augustyna Piórko.

Nie dane mu było doczekać tej najważniejszej chwili w życiu każdego kapłana — święceń kapłańskich. Miesiąc przed wyświęceniem na kapłana zmarł śmiercią męczeńską w Wilnie 13 kwietnia 1942 roku.
Urodził się przed 100 laty — 25 maja 1913 roku w zaścianku Turniszki w odległości 7 kilometrów od Wilna w Parafii Podwyższenia Krzyża Św. Kalwarii Wileńskiej. Był jedynym synem zacnych i pobożnych rodziców – Barnaby Piórko i Marii Piórko z Farbotków. Pragnieniem matki było, aby został księdzem, o co się bardzo modliła — jak wspominały trzy nieżyjące już siostry.
Gdy miał 7 lat, bandyci napadli na dom rodzinny i na oczach rodziny zamordowali mu ojca. Matka nie upadła na duchu, samotnie wychowywała i kształciła Augustyna i trzy córki: Jadwigę, Ludwikę i Elżbietę.

Szkołę podstawową, jak i Gimnazjum im. Zygmunta Augusta w Wilnie ukończył jako prymus i umocniony duchowo w cnotach i pobożności w 1934 roku wstępuje na drogę kapłaństwa.

We wrześniu tegoż roku rozpoczął naukę w Niższym Seminarium Duchownym w Warszawie, aby po dwóch latach rozpocząć studia na Warszawskim Wyższym Seminarium Duchownym. Uważał, że niezaprzeczalnie wielką łaską jest powołanie kapłańskie, ale niemniej wielką jest powołanie do świętości, do heroicznej doskonałości, do przyświecania innym przykładem wspaniałych czynów.

W styczności z innymi zachowywał powagę. Nikt nie słyszał z ust jego słów, które mogłyby razić i nawzajem, nikt nie śmiał w jego obecności powiedzieć czegoś zakrawającego na płochość lub nieprzyzwoitość.
Podziwiano w nim cierpliwość, pokorę, pełny miłości synowskiej stosunek do matki, silną wolę pracy nad sobą, niegasnącą pobożność, oddanie się całym sercem Bogu i bliźniemu. Od najmłodszych lat aż do śmierci był on nieprzyjacielem próżniactwa. Wszystkich jednakowo miłował, nikogo nie odprawił od siebie bez pociechy. Zawsze był gotów do usług czy to w kościele, czy w seminarium. Ten piękny, prawdziwie Chrystusowy styl życia rzucał się w oczy wszystkim, którzy mieli szczęście z nim się spotkać.

Rysunek autorstwa współwięźnia ks. Augustyna Piórko Fot. archiwum
Rysunek autorstwa współwięźnia ks. Augustyna Piórko Fot. archiwum

Tragiczny wrzesień 1939 roku zastał go w rodzinnym Wilnie i nie mogąc powrócić do Warszawy, kontynuował naukę na IV roku Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Stefana Batorego w Wilnie. Po zamknięciu Uniwersytetu przez władze litewskie przeniósł się do Wileńskiego Wyższego Seminarium Duchownego, gdzie z rąk arcybiskupa R. Jałbrzykowskiego dnia 30 marca 1941 roku otrzymał diakonat.
Studiom filozoficzno-teologicznym oddawał się z wielkim zapałem. Świadczyć o tym może jasna i czysta nauka katolicka zawarta w jego kazaniach, które głosił w licznych kościołach Wilna i okolicy za czasu swego diakonatu. Gdy ukazywał się na ambonie, całe tłumy wiernych zapełniały świątynię i słuchały go w skupieniu.

Działania organizacji podziemnych na terenie Wileńszczyzny w okresie okupacji hitlerowskiej dawały nadzieję na rychłe odzyskanie wolności, a wielu mieszkańcom Wilna otuchy dodawała patriotyczna postawa i odwaga kaznodziejska diakona Augustyna. Ostrzegany wraz z kolegami przez ulicznego żebraka o mającym nastąpić aresztowaniu kleryków i profesorów Seminarium bagatelizuje to ostrzeżenie, ze śmiechem opowiadając o tym fakcie matce i siostrom.
Dnia 3 marca 1942 roku został aresztowany wraz ze wszystkimi profesorami i klerykami Seminarium Duchownego Archidiecezji Wileńskiej i osadzony w więzieniu na Łukiszkach. Torturowany, bity i katowany w siedzibie gestapo, swój pobyt w celi więziennej traktuje jako rekolekcje zamknięte „z woli Bożej”. W trakcie doprowadzania na przesłuchania do siedziby gestapo w pudełkach od zapałek wyrzucał przed bramą więzienną i przez okna listy do matki i sióstr, które pisał drobniutkim pismem na skrawkach papieru, a które to listy znajdywali i dostarczali rodzinie przygodni przechodnie.

„…To, co się stało, stało się z woli Bożej i tak będzie, jak tego Bóg zażąda. Bóg jest z nami i nic się nam złego stać nie może. Do niego się z ufnością gorąco modlimy i mamy nadzieję, że wcześniej czy później ujrzymy wolność – odrodzeni na duchu – umiejący szanować, cenić i kochać to, o czym przedtem prawie się nie myślało…”.
(List z więzienia z dnia 13 marca 1942 r.)

Kondukt żałobny podążał głównymi ulicami Wilna Fot. archiwum
Kondukt żałobny podążał głównymi ulicami Wilna Fot. archiwum

„…Za co siedzę – tego nie wiem, jak również nie wiem, kiedy będę zwolniony, lecz mam nadzieję, że kiedyś, a może i niedługo to nastąpi. Gdyby było inaczej – też proszę nie rozpaczać, lecz tak jak myśmy to uczynili – zdać się całkiem na wolę Bożą i wszelkie niespodzianki znosić z właściwym sobie męstwem i bohaterstwem. Nad nami bowiem czuwa Bóg, który z największego zła potrafi dobro wyprowadzić. Nie zginiemy jak kamień w wodzie, a jeśli dłużej posiedzimy lub jeśli nawet gdzieś wywiozą – to i tak kiedyś będzie można chyba wrócić.
Tak będzie, jak dalej losem Bóg pokieruje. A więc w górę serca i niech tak będzie, jak Bóg chce…”.
(List z więzienia z dnia 9 marca 1942 r.)

Z ostatniego przesłuchania na gestapo wrzucili go do celi skatowanego i nieprzytomnego, gdzie do dnia 1 kwietnia 1942 roku leżał w gorączce i majaczył, chwilami odzyskując przytomność. Przewieziony nieprzytomny do szpitala zakaźnego na Zwierzyńcu był pilnowany dzień i noc przez uzbrojonych wartowników gestapo. Lekarze informują rodzinę, że jest chory na tyfus plamisty, zapalenie płuc i powikłanie opon mózgowych, nie mogąc podać prawdziwych przyczyn agonii. Najbliższej rodziny – matki ani sióstr nie wpuszczono do umierającego. Umiera samotnie w szpitalu 13 kwietnia 1942 roku w wieku 28 lat, nie odzyskując przytomności.

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się 14 kwietnia i przerodziły się w wielką manifestację mieszkańców Wilna. Kondukt żałobny z udziałem licznych księży podążał głównymi ulicami miasta od Zwierzyńca przez Łukiszki do Zielonego Mostu, ulicą Kalwaryjską aż do Kalwarii Wileńskiej. Zaskoczeni tym Niemcy wstrzymywali ruch uliczny, a żołnierze niemieccy i oficerowie mijający trumnę z ciałem śp. księdza Augustyna zatrzymywali się i salutowali. Po nabożeństwie żałobnym w kościele parafialnym pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Św. w Kalwarii Wileńskiej trumnę ze zmarłym pozostawiono do rana, gdzie po mszy św. złożono do grobu przy samym kościele.

Nie raz sam się zastanawiałem, co mną kieruje i dlaczego co jakiś czas wracam do tej tragicznej, męczeńskiej śmierci mojego Wujka. Myślę, że odbywa się to za sprawą nieżyjącej już mojej Matki — Elżbiety Kamińskiej z Piórków, najmłodszej siostry ks. Augustyna. To właśnie moja Matka od najmłodszych moich lat opowiadała mi o życiu i tragicznych dniach więzienia, śmierci i pogrzebie Wujka. Była z nim bardzo związana uczuciowo jako najmłodsza siostra, urodzona kilka miesięcy po śmierci ojca i wychowywana tylko przez matkę. Przez długie lata moja Matka nie mogła się pogodzić z jego śmiercią i jego odejściem do Pana.
Nie mogła się pogodzić, z tym że spośród aresztowanych kleryków i księży Wileńskiego Archidiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego on jeden musiał złożyć ofiarę najwyższą – ofiarę życia, na niespełna miesiąc przed święceniami kapłańskimi.

Z jej wspomnień oraz ze wspomnień sióstr, oraz licznych krewnych i znajomych wynikało, że Gucio, jak na niego mówiła, był wspaniałym synem i bratem o wszechstronnych zdolnościach, również artystycznych, m. in. miał cudowny, niespotykany charakter pisma. Obdarzony był wspaniałym głosem, jako samouk pięknie grał na mandolinie i pięknie śpiewał.
W relacjach z ludźmi uchodził za osobę radosną, pogodną, nastawioną do wszystkich przyjaźnie. Dzięki swojej otwartości do ludzi był szczególnie lubiany przez dzieci i młodzież. Rozmowa z nim i przebywanie w jego otoczeniu dawało poczucie wyjątkowego spokoju, wyciszenia i radości. Był bardzo aktywny, brał żywy udział w rozmowach, dyskusjach, wymieniał wrażenia i informacje na różne tematy. Nie mógł się pogodzić z utratą wolności i niepodległości przez Polskę i Polaków, a w rozmowach oraz kazaniach podtrzymywał na duchu w tych ciężkich dniach. Nie bał się mówić o nadziei odzyskania wolności, o Polsce niepodległej, odrodzonej. Wszyscy go za to lubili i podziwiali…

CHRZEŚCIJANIN-MĘCZENNIK

W 2000 rocznicę chrześcijaństwa Papież Jan Paweł II zaliczył w poczet chrześcijan-męczenników XX wieku księdza diakona Augustyna Piórko wraz z innymi 26 męczennikami Archidiecezji Wileńskiej.

***
W niedzielę, w Kalwarii Wileńskiej, o godz. 13.30 zostanie odprawiona uroczysta Msza święta w intencji 100-lecia urodzin ks. diakona Augustyna Piórko.

Gabriel Kamiński
 Gdańsk