Czy posypią się szkielety z szafy prezydent Grybauskaitė?

197
Zdaniem niektórych ekspertów, wypełnianie białych plam w biografii Grybauskaitė za pomocą rosyjskich służb może być splanowanym działaniem początkującym kampanię wyborczą obecnej prezydent Fot. Marian Paluszkiewicz
Zdaniem niektórych ekspertów, wypełnianie białych plam w biografii Grybauskaitė za pomocą rosyjskich służb może być splanowanym działaniem początkującym kampanię wyborczą obecnej prezydent Fot. Marian Paluszkiewicz

Rosyjskie służby specjalne mogą wyciągnąć z archiwów dowody kompromitujące prezydent Dalię Grybauskaitė, wynika ze „ściśle tajnego” sprawozdania litewskiego Departamentu Bezpieczeństwa Państwa (DBP). Według zwolenników prezydent, Rosja będzie chciała w ten sposób pogrążyć ją w przyszłorocznych wyborach.

Tymczasem niezależni obserwatorzy zauważają, że oczekiwana rzekoma kampania oczerniania Grybauskaitė ma właśnie skonsolidować prawicowy elektorat w jego poparciu dla prezydent.
Publicysta Virginijus Savukynas podkreśla jednak, że próba wykorzystania służb specjalnych w kampanii prezydenckiej może okazać się zgubną dla samej Grybauskaitė. Według niego, wyciągane są pytania dotyczące komunistycznej przeszłości prezydent, na które jeśli nie sama Grybauskaitė, to jej przeciwnicy będą chcieli na pewno otrzymać odpowiedzi.

Publicysta i redaktor portalu 15min.lt, Rimvydas Valatka, również ocenia, że ujawnienie tajnej notatki o rzekomo przygotowywanym przez Kreml ataku na Grybauskaitė może być świadomym działaniem wyprzedzającym krytykę oponentów w przyszłorocznej kampanii prezydenckiej. Valatka zauważa, że w materiale służb specjalnych mówi się o atakowaniu prezydent przez media i publicystów mających rzekomo powiązania z Rosją. Toteż, zdaniem Valatki, od teraz każde medium lub osoba, które odważą się krytykować Grybauskaitė, mogą być uznane za agentów Rosji. Ten argument może skutecznie wyciszyć krytyków obecnej prezydent.

Jak na przykład wyciszył już cieszącego się wciąż dużym autorytetem prezydenta Valdasa Adamkusa. Poproszony przez dziennikarzy o skomentowanie sytuacji Adamkus przyznał wprawdzie, że „coś jest na rzeczy”, jednak nie chciał wypowiadać się.
„Będę milczał i obserwował, co się dzieje na Litwie” — powiedział prezydent Adamkus. Zauważył jednak, że „nie ma dymu bez ognia”.
Prezydent Adamkus uważa, że przeszłość Grybauskaitė jest jej sprawą prywatną i tylko ona może wyjaśnić wszystkie okoliczności ze swojej przeszłości.

„Prezydent sama doskonale wie, gdzie ona była i co robiła” — powiedział Valdas Adamkus.
Tymczasem z doświadczenia wynika, że prezydent Grybauskaitė nie zawsze wie, albo ukrywa, co, gdzie i kiedy robiła w swojej komunistycznej przeszłości. Dopiero w ubiegłym roku bowiem, po demaskujących publikacjach prasowych, Grybauskaitė w końcu przyznała się, że do połowy 1990 roku była członkinią odłamowej Komunistycznej Partii Litwy wiernej Moskwie.

Tymczasem w 2009 r., w swojej ankiecie kandydata na prezydenta, skłamała, że członkinią Komunistycznej Partii była do 1988 roku. Dodała, co prawda, że bezpartyjną jest (sic!) dopiero od 1990 roku. Tymczasem w notce biograficznej na swojej stronie wyborczej „grybauskaite2009.lt” (strona już nie istnieje — przyp. red.) przyszła prezydent w ogóle przemilczała o swojej komunistycznej przeszłości i w biografii całkowicie pominęła okres między 1988 r. a 1991 r. Napisała tylko, że w 1988 roku eksternem obroniła pracę naukową na Akademii Nauk Społecznych w Moskwie, a już w 1991 r. skończyła kurs zarządzania na Georgetown University w Waszyngtonie w USA.

Dopiero mediom udało się wypełnić ponad dwuletnią lukę w biografii Grybauskaitė. Ustalono, że po powrocie z Moskwy przyszła prezydent wykładała w Wyższej Szkole Partyjnej w Wilnie aż do połowy 1990 roku, czyli do czasu jej zamknięcia przez władze niepodległej już Litwy.
Dziś tematem kolejnego skandalu wokół białych plam w biografii prezydent mogą stać się kolejne dwa lata, tym razem spędzone w Leningradzie podczas studiów na tamtejszym uniwersytecie im. A. Żdanowa w latach 1976-1983. Zainteresował się tym do niedawna na Litwie nikomu prawie nieznany rosyjski portal analityczny z Kaliningradu rubaltic.ru. Redaktor portalu Sergej Rekeda w swoim materiale „Czego boi się Grybauskaitė vel samostrzał DBP” sugeruje, że podczas studiów w Leningradzie przyszła prezydent Litwy podjęła się współpracy z KGB.

„Na Wydział Ekonomiczny Leningradzkiego Uniwersytetu Państwowego im. A. Żdanowa dostała się ona w 1976 r., a ukończyła studia dopiero po 7 latach, w 1983 r. Co przyszłego litewskiego wojownika ze wszystkim, co sowieckie i rosyjskie, zmusiło zatrzymać się na uczelni? Być może, na przykład, kursy KGB?” — sugeruje portal rubaltic.ru. To internetowe medium od kilku dni wiele uwagi poświęca właśnie sprawom wewnętrznym Litwy, głównie prezydent Grybauskaitė. Sugeruje też, że domniemana współpraca Grybauskaitė z sowieckimi służbami specjalnymi może być rodzinną tradycją, bo według autorów portalu, ojciec prezydent — Polikarp Grybauskas — pracował w swoim czasie dla sowieckiego NKWD.

Tymczasem w ujawnionym „ściśle tajnym” materiale litewskich służb specjalnych kaliningradzki portal określany jest jako propagandowa tuba rosyjskich służb specjalnych. Twórcy portalu odrzucają te podejrzenia, ale w sarkastyczny sposób dziękują litewskim „specsłużbom” za reklamę ich medium i nazywają litewski Departament Bezpieczeństwa Państwa „najlepszą pijarowską agencją na świecie”. I trudno z tym się nie zgodzić, bo według naszych ustaleń portal, który codziennie odwiedzało najwyżej około 300 użytkowników, dziś przeżywa ich prawdziwe oblężenie. A czytają go głównie internauci z Litwy. Jak ustaliliśmy, tylko w ciągu ostatniej doby domenę rubaltic.ru odwiedziło ponad 5 tys. użytkowników, którzy przejrzeli ponad 16 tys. stron na portalu. Taki wzrost pozwolił domenie wskoczyć na pierwsze miejsce w rubryce „Polityka” w systemie statystyk odwiedzania „Live Internet”.

Rimvydas Valatka zauważa jednak, że sprawy, które poruszają dziś Rosjanie, na Litwie od lat są znane i stale akcentowane, jak chociażby przez sygnatariusza Aktu Niepodległości Zigmasa Vaišvilę, jednak nie znajdują one większego odbiorcy.
Tymczasem rosyjski pierwiastek „Rosjanie atakują” — jak ocenia publicysta — może zmobilizować opinię publiczną wokół obrony rzekomo atakowanej Grybauskaitė, co na pewno przełoży się na głosy poparcia dla niej w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. Cały skandal wokół przecieków z notatek służb specjalnych i histerię w związku z rosyjskimi publikacjami Valatka nazywa właśnie początkiem kampanii wyborczej Grybauskaitė.
Ciekawostką w tej całej sytuacji jest jednak to, że sama Grybauskaitė jeszcze nie powiedziała, czy wystąpi o reelekcję.