Polszczyzna — ojczyzna czy… obczyzna?

123
Okazji do spotkań z poprawnym językiem mamy naprawdę wiele   Fot. Marian Paluszkiewicz
Okazji do spotkań z poprawnym językiem polskim mamy naprawdę wiele   Fot. Marian Paluszkiewicz

Język codziennej komunikacji rządzi się własnymi prawami, które nie zawsze odpowiadają zalecanym przez słowniki i gramatyki. Rozmawiając w domu czy z przyjaciółmi, nie zastanawiamy się nad sformułowaniem poprawnej wypowiedzi, dopuszczamy urwane zdania, nierzadko bawimy się językiem, używając zwrotów, które są zrozumiałe wyłącznie w naszym kręgu.

Ale, niestety, na ulicy zbyt często da się słyszeć kaleczoną bezmyślnie na wszelkie sposoby polszczyznę — z wtrętami rosyjskimi, litewskimi, a nawet wulgaryzmami.

Przypomina mi się tutaj obrazek podpatrzony w autobusie miejskim. Weszła do niego rozgadana grupka polskiej młodzieży w mundurkach szkolnych, która głośno i z ożywieniem omawiała jakieś wydarzenie. Jaki był to język, z trudem można było dokładnie określić. Chłopczyk, tak na oko pięcioletni, zwracając się do swej mamy w poprawnym języku rosyjskim, skomentował go tak:

— Mamo, czy język polski to zepsuty język rosyjski?

Pamiętam z tego wydarzenia jeszcze falę palącego uczucia zażenowania.

— Język jest naszą wizytówką — mówi dr Irena Masojć, kierownik Centrum Dydaktyki, Kultury i Języka Polskiego Litewskiego Uniwersytetu Edukologii — tworzy pierwsze wrażenie o nas. Obcy ludzie często nas oceniają na podstawie tego, jak mówimy, jest wyznacznikiem naszej kultury.

Trudno w tym przypadku potępiać w czambuł młodzież, gdyż jakkolwiek to boli, ale trzeba przyznać, że nierzadko dorośli też nie świecą przykładem dbałości o poprawność językową.

— Czasami do radia „Znad Wilii” dzwoni słuchacz mniej więcej w średnim wieku — komentuje stan naszej polszczyzny Adam Błaszkiewicz, dyrektor Gimnazjum im. Jana Pawła II w Wilnie. — Ma takie trudności w wysławianiu się po polsku, często takie wpadki mu się zdarzają, że Kamil (prowadzący radia — od aut.) nie zawsze rozumie, o co chodzi. Ale dzwonią też często uczniowie i ich polszczyzna jest naprawdę piękna i bogata — wysławiają się poprawnie.

Dr Irena Masojć Fot. Marian Paluszkiewicz
Dr Irena Masojć Fot. Marian Paluszkiewicz

Jak mówi dr Irena Masojć, język w sytuacji nieoficjalnej zawsze jest swobodniejszy, jest bardziej ekspresywny i obrazowy. Taką formą języka posługuje się nie tylko młodzież na Litwie, jest to zjawisko charakterystyczne także dla środowisk młodzieżowych w innych krajach. Młodzi ludzie używają sobie tylko właściwej odmiany języka, zwanej slangiem.

— Nasza młodzież w tym przypadku nie jest wyjątkiem, różni się tylko wykorzystywany przez nią materiał językowy — mówi Irena Masojć. — Jeżeli w mowie młodzieży w Polsce jest dużo anglicyzmów, wyrazów polskich użytych w znaczeniu przenośnym i wulgaryzmów, to w polskim slangu młodzieżowym na Litwie dominują rusycyzmy i lituanizmy.

W samym slangu również zachodzą pewne zmiany. W naszej polszczyźnie w ciągu ostatnich lat zachodzi przesunięcie środka ciężkości z wpływów rosyjskich na litewskie.
— Jeżeli kiedyś w młodzieżowym slangu częste były zwroty z rosyjskiego, teraz można obserwować, że nasza młodzież częściej posługuje się językiem litewskim — dodaje Adam Błaszkiewicz. — Kiedy rozmawiają na swoje tematy, często wtrącają litewskie słówka. Język zaśmieca się. Słyszy się też wtrącenia z angielskiego — slang młodzieżowy jest inny niż 20 lat temu.

Dyrektor Szkoły Średniej im. Szymona Konarskiego w Wilnie, Teresa Michajłowicz, która pracuje również jako polonistka, stwierdza, że poziom poprawności językowej u uczniów pozostaje jeszcze bardzo różny:

— Ciągle się zastanawiam, dlaczego na lekcji uczeń się stara mówić poprawnie, natomiast na przerwie z kolegami zaczyna mówić inaczej: wtrąca wyrazy rosyjskie. Niestety, tak jest. Może chodzi o to, że bardzo wielu uczniów przychodzi do szkoły z rodzin mieszanych i bardzo często nie odróżnia formy męskoosobowej od niemęskoosobowej — dowiaduje się o jej istnieniu dopiero na lekcji polskiego.

Jak mówi Teresa Michajłowicz, budowanie poprawnej wypowiedzi jest bardzo trudne bez dobrej podstawy językowej. Rodzice, którzy przed laty ukończyli np. szkołę rosyjską, też najczęściej nie mogą pomóc, więc dziecko może liczyć tylko na szkołę, na nauczyciela. Chociaż zdarzają się bardzo ambitni uczniowie, którzy potrafią nadrobić braki wiedzy.

— Miałam uczennicę, która przyszła do nas z rosyjskiej szkoły do 8. klasy. Uczyła się z takim samozaparciem, że w 12. klasie miała z polskiego dziesiątkę — cieszy się z sukcesu uczennicy Teresa Michajłowicz.

Dyrektor Adam Błaszkiewicz również zwraca uwagę na tendencję oddawania dzieci z rodzin rosyjskich bądź mieszanych, polsko-rosyjskich, do szkół polskich, gdyż obecnie co najmniej jeden z rodziców, w wiek dziadkowy wchodzący, ukończył szkołę rosyjską.
— W roku 1989 do szkoły polskiej chodziło ponad 7 tysięcy młodzieży. Natomiast w roku 1997 na fali odrodzenia mieliśmy już 23-24 tysiące uczniów. Może to właśnie wtedy poziom języka był trochę gorszy. Szkoły polskie zaczęli wybierać rodzice, którzy w okresie sowieckim wybierali szkoły rosyjskie lub litewskie. Język polski stał się bardziej obecny, gdyż język z grupy słowiańskiej jest łatwiejszy do przyswojenia.

Teresa Michajłowicz Fot. Marian Paluszkiewicz
Teresa Michajłowicz Fot. Marian Paluszkiewicz

Czy teraz, kiedy granice są otwarte, a i mamy swobodny dostęp do polszczyzny — w internecie, w prasie, w telewizji — można stwierdzić, że poziom znajomości polskiego jest wyższy?

— Otwarcie granic i nawiązywanie różnych kontaktów z instytucjami w Polsce pozwalało przypuszczać na początku lat 90., że polszczyzna wileńska zbliży się do ogólnopolskiej, ale tak się nie stało. Mieszkamy w innym otoczeniu, na co dzień oddziałują na nas inne języki, inne kultury — mówi dr Irena Masojć.

Zaznacza, że mamy teraz znacznie większy dostęp do telewizji polskiej, którego kiedyś nie było, ale jednocześnie mamy zasyp programów rosyjskich czy też litewskich, w którym kultura polska się gubi. Bardzo cieszy to, że w ostatnich latach na Litwie, a zwłaszcza w Wilnie, znacznie się zwiększył bezpośredni kontakt z polską kulturą — to i pokazy polskich filmów, i polskie festiwale teatralne, i kiermasze polskiej książki, i występy polskich wykonawców muzyki popularnej — polskie życie kulturalne naprawdę nabiera barw. Ale zainteresowanie tym jeszcze tak nie przenika wszystkich warstw Polaków.

— Porównywanie języka naszej młodzieży do mowy ich rówieśników z Polski jest niewspółmierne — stwierdza dr Irena Masojć. — Mimo że granice są otwarte, a kontakty są żywe — mieszkamy w zupełnie innej sytuacji socjokulturowej i nasza polszczyzna znacznie się różni. Ta sytuacja daje nam pewne atuty. Polacy przyjeżdżający z kraju podziwiają, że nasza młodzież zna wiele języków. Nie widzą jednak tej drugiej strony medalu — ceną wielojęzyczności jest to, że żaden z tych języków nie jest opanowany w stopniu doskonałym, a zwłaszcza cierpi na tym język ojczysty.

Co jest charakterystyczne dla języka dzisiejszych studentów polonistyki? Jak mówi dr Irena Masojć, poziom znajomości języka polskiego wśród uczniów, którzy zgłaszają się na polonistykę, jest bardzo różny — to zależy, jaką szkołę ukończyli, z jakiego środowiska i otoczenia pochodzą, (często są to osoby z rodzin mieszanych np. polsko-rosyjskich, w których komunikuje się w dwu językach, wówczas naleciałości z innego języka są bardziej widoczne).

Według słów kierownik katedry polonistyki, nie można twierdzić, że poziom polszczyzny wśród studentów jest teraz gorszy niż przed 10 czy 20 laty — studenci mają teraz nieco inne preferencje. Trudniej im przychodzi pisanie, mają większe trudności w konstruowaniu zwięzłych, poprawnych zdań, w uporządkowaniu myśli, czego wymaga język pisany. Wiąże się to z ogólnym upadkiem kultury języka pisanego pod wpływem nowych mediów.

— Język używany w mailach, w SMS-ach, na portalach społecznościowych jest zapisanym językiem mówionym. To zaciera w świadomości młodzieży różnicę pomiędzy językiem mówionym a pisanym. Stąd wynikają problemy z uporządkowaniem myśli na papierze. Jest to słabsze miejsce nowego pokolenia. Nie jest to wyłącznie problem uczniów szkół polskich na Litwie — na alarm bije się również w Polsce — mówi Irena Masojć.

Niemniej jednak nasi uczniowie świetnie sobie radzą na różnych polach zmagań z językiem: z pasją i artyzmem uczestniczą w konkursach recytatorskich „Kresy”, zmagają się z ortografią i interpunkcją na konkursie z dyktanda, ba, rywalizują na poziomie „olimpijskim” na corocznych Olimpiadach Literatury i Języka Polskiego, co roku zwycięsko stawiając czoła w rywalizacji ze swymi rówieśnikami z Macierzy.

Chociaż nawet podczas olimpiady z języka polskiego zauważa się jednak zjawisko przenikania języka mówionego do języka pisanego.

— Olimpijczykom również trudniej się pisze niż mówi, wypowiedzi pisane często są ciekawe, ale nieuporządkowane — stwierdza dr Irena Masojć, która niejednokrotnie zasiadała w olimpijskim jury. — Zawsze jesteśmy trochę zawiedzeni, czytając prace pisemne. W odpowiedziach ustnych uczniowie wypadają znacznie lepiej. Wcześniej często się zdarzało, że po „wyuczonej” odpowiedzi trudno było nawiązać dyskusję. Obecnie uczniowie z większą łatwością dyskutują, z większą swobodą operują językiem, przywołują ciekawe przykłady.

Uczestnikom olimpiady zdarzają się jeszcze różne potknięcia językowe, ale widać też, że uczniowie sięgają po opracowania naukowe, co na pewno ułatwia też dostęp do Internetu, i często mogą się popisać nie lada erudycją.

Adam Błaszkiewicz  Fot. Marian Paluszkiewicz
Adam Błaszkiewicz Fot. Marian Paluszkiewicz

— Przesunęły się więc akcenty w umiejętnościach językowych uczniów — gorzej wypadają w wypowiedziach pisemnych, ale lepiej — w ustnych. Widać to również po ich wynikach na olimpiadzie ogólnopolskiej — otrzymują wyróżnienia za wypowiedź ustną, co oznacza, że potrafią wykazać się bardzo dobrze również na tle kolegów z Polski — mówi Irena Masojć.

Jak mówi Teresa Michajłowicz, w olimpiadach, konkursach recytatorskich, dyktandach ortograficznych bierze udział całe mnóstwo dzieci i młodzieży, co podnosi rangę naszego języka.
— Są z tego same korzyści — dziecko uczy się korzystać z różnych źródeł, słowników, encyklopedii, opracowań; uczy się poprawnego formułowania myśli, poprawnej pisowni. Dzisiejszy świat z jego rozwojem współczesnych technologii stawia przed dzieckiem nieograniczone możliwości rozwoju — mówi dyrektor.

Jak wykazuje rzeczywistość, niekiedy współczesne technologie mogą też stać na przeszkodzie do samorozwoju. Książka niestety przegrywa z Facebookiem. Czyżby coraz rzadziej sięgamy po lektury?

— Uczniowie na pewno czytają chętnie SMS-y albo to, co znajdą w komputerze, natomiast do czytania książek to trzeba już specjalnej zachęty — mówi Adam Błaszkiewicz. — Są, naprawdę są uczniowie, którzy lubią czytać, ale tendencje są niepocieszające — coraz mniej czytają. Ale spójrzmy też na dorosłych, nawet na nauczycieli — ilu z nich czyta książki? Książka jest dziś dość drogą przyjemnością. Dla mnie to nawyk, bez lektury nawet kawa mi nie smakuje.

— To, że w sytuacji nieoficjalnej młodzież przechodzi na bardziej swobodny język — jest uzasadnioną normą komunikacji. Trzeba ten fakt przyjąć ze zrozumieniem i wymagać tylko tego, żeby młodzież miała świadomość, że w sytuacji oficjalnej trzeba się posługiwać staranną polszczyzną, na podstawie której ludzie sądzą o naszych umiejętnościach, aspiracjach i kulturze. Nie tylko w środowisku polskim, ale również litewskim — mówi dr Irena Masojć.

PS. Znalezione w sieci:

OBCZYZNA POLSZCZYZNA

Mądrze gada czy też plecie,
ma swój język Polak przecie,
tośmy już Rejowi dłużni,
że od gęsi nas odróżnił.

Rzeczypospolitej siła
w jej języku również tkwiła…
Dziś kruszeje ta potęga,
dziś z angielska Polak gęga…

Pierwszy przykład tezy tej:
zamiast dobrze — jest okej!
Dalej iść śladami tymi:
to nie twarz dziś masz, a imidż…

Co jest w stanie nas roztkliwić?
Nie życiorys czyjś, lecz siwi!
Gdzie byś chciał być w życiu, chłopie?
Nie na czubku, lecz na topie…

Tak, Polaku, gadaj wszędy —
będziesz modny… znaczy trendy
i w tym trendzie ciągle trwaj.
Nie mów żegnam — mów baj baj ….

Gdy ci nietakt wyjdzie spory —
nie przepraszaj, powiedz sorry,
a gdy elit chcesz być bliżej,
to nie Jezu mów, lecz Dżizes ….

Kiedy szczęścia zrąb ulepisz,
powiedz wszystkim, żeś jest hepi.
A co ciągnie cię na ksiuty?
Nie uroda ich, lecz bjuty!

Dobry Boże, trap się, trap…
Dziś nie knajpa już, lecz pab,
no, przykładów dosyć, zatem
trzeba skończyć postulatem:

bo gdy język rani uszy,
to jest o co kopie kruszyć…
Więc współcześni poloniści
walczcie o to, niech się ziści

żeby wbrew tendencjom modnym
polski znów był siebie godny
pazurami! wet za wet!
bo do kitu będzie wnet…

Postscriptum:
Angielskiemu nie ubędzie
kiedy polski polskim będzie…
Ja z zachwytu będę piał:
super! hiper! ekstra! Łał!