Więcej

    Bezpośrednie wybory merów już za rok (?)

    Czytaj również...

    Debaty o potrzebie wprowadzenia bezpośrednich wyborów merów na Litwie toczą się od lat i wciąż w nieskończoność Fot. Marian Paluszkiewicz
    Debaty o potrzebie wprowadzenia bezpośrednich wyborów merów na Litwie toczą się od lat i wciąż w nieskończoność Fot. Marian Paluszkiewicz

    Jeśli rządzący tym razem spełnią swoje obietnice, to już w wyborach samorządowych za rok będziemy wybierali merów miast i rejonów w wyborach bezpośrednich. Tyle obiecuje obecna koalicja centro-lewicowa, która twierdzi, że w tym tygodniu ostatecznie uzgodniła kwestię wyborów merów.
     
    — W ciągu miesiąca koalicja ma ostatecznie postanowić, na jakich zasadach będą wybierani merowie oraz jakie będą ich kompetencje – powiedział premier Algirdas Butkevičius po spotkaniu Rady Politycznej koalicji rządzącej. Jego Partia Socjaldemokratyczna proponuje bezpośrednie wybory merów wkomponować w obecną ordynację. Do tego wystarczyłoby zmiany ustawodawczej.
    Odpowiedni projekt w Sejmie już złożyła posłanka socjaldemokratów Milda Petrauskienė. Według autorki projektu, mer miałby te same pełnomocnictwa, jakimi dysponują obecni włodarze samorządów i byłby też członkiem Rady samorządowej, lecz byłby wybierany przez mieszkańców samorządów w wyborach bezpośrednich, a nie spośród członków Rady, przez członków Rady – jak jest obecnie.
    Okazuje się jednak, że nie ma absolutnej zgody wśród koalicji wobec propozycji socjaldemokratów.

    Posłanka Virginija Baltraitienė z drugiego co do wielkości partnera koalicyjnego – Partii Pracy (laburzystów) – uważa, że Sejm powinien wrócić do wcześniejszej propozycji wyborów merów, która włodarzy samorządów stawiałaby poza ramy Rad samorządowych, a ich pełnomocnictwa miałyby charakter władzy wykonawczej, jaką dziś częściowo dysponują dyrektorzy administracji samorządów. Taka propozycja wymagałaby jednak zmiany Konstytucji, co z kolei wymaga większości konstytucyjnej podczas głosowania w parlamencie. Jak dotąd ta koncepcja nie znajduje większościowej aprobaty. Niemniej, również koncepcja socjaldemokratów, do przyjęcia której wystarczy zwykła większość głosów, również może przepaść podczas głosowania, bo bez głosów przeciwnej tej koncepcji Partii Pracy, lewicy trudno będzie uzyskać nawet zwykłą większość.

    Polityczny spór o przyszłe pełnomocnictwa merów miast i włodarzy rejonów toczy się od wielu lat i jest główną przyczyną, dlaczego do dziś nie mamy bezpośrednich wyborów. Bo, że taki tryb wyborów jest potrzebny, o tym nikt z polityków (przynajmniej otwarcie) nie sprzecza się. Jak wynika bowiem z ostatnich sondaży, aż 80 proc. społeczeństwa chce wybierać merów w wyborach bezpośrednich, głosując na konkretną osobę. Stąd ta powściągliwość polityków wobec krytykowania samej koncepcji wyborów, aczkolwiek spór właśnie toczy się o władzę, jaką przyszli merowie będą nadzieleni.

    Algirdas Butkevičius Fot. Marian Paluszkiewicz
    Algirdas Butkevičius Fot. Marian Paluszkiewicz

    Przeciwnicy koncepcji merów niezależnych od Rad samorządowych zauważają, że taki model może szkodzić funkcjonowaniu samorządów w przypadkach, kiedy Rady będą w politycznej opozycji wobec merów. A że mogą to być przypadki nagminne, dowodzą przykłady sprzed prawie 20 lat. Do 1995 roku na Litwie funkcjonował już podobny system administracji samorządowych. Wtedy trwały notoryczne „wojny” między merami a Radami samorządowymi. Żeby zapobiec takiej sytuacji w przyszłości, lewica właśnie proponuje model stanowiska mera, które będzie podlegało Radom, aczkolwiek sami merowie będą wybierani w wyborach bezpośrednich. Ma też obowiązywać bardziej skomplikowany system odwołania mera ze stanowiska, żeby Rady nie mogły dowolnie zmieniać wybranych przez społeczeństwo włodarzy samorządów.

    Na marginesie dyskusji o bezpośrednich wyborach merów pojawia się też cicha propozycja pozostawienia obecnego systemu. Jej zwolennicy dopuszczają swobodny wybór mera jedynie w stolicy kraju. Ta propozycja jednak nie znajduje większego poparcia.
    Doświadczenie krajów europejskich, w których odbywają się bezpośrednie wybory burmistrzów, pokazuje, że lokalne społeczeństwa są bardziej aktywne i chętnie uczestniczą w wyborach. Dla porównania przykład litewski, gdzie wybierać merów w bezpośrednim głosowaniu chce 80 proc. społeczeństwa, tymczasem frekwencja w wyborach samorządowych stale maleje i ostatnio ledwo przekracza 40 proc. Natomiast w Austrii, Grecji czy Słowenii, gdzie burmistrzów wybiera się bezpośrednio, frekwencja wyborcza wynosiła ostatnio 80, 72,43 i 62,8 procent.
    Swoich włodarzy bezpośrednio wybierają również lokalne społeczeństwa Norwegii, Bułgarii, Polski, Włoch, Cypru, Portugalii, Rumunii i Węgier.

    Więcej od autora

    220. rocznica III rozbioru Rzeczypospolitej Obojga Narodów

    Dokładnie 220 lat temu z mapy Europy, w jej samym centrum, zniknął unikalny organizm państwowy, który na parę lat przed jego unicestwieniem zdążył jeszcze wydać na świat pierwszą na kontynencie konstytucję. Na jej podstawie miało powstać współczesne, demokratyczne na...

    Kto zepsuł, a kto naprawi?

    Przysłowie ludowe mówi, że „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. I tak zazwyczaj w życiu bywa. W polityce też. Po zakończeniu maratonu wyborczego w Polsce nasz minister spraw zagranicznych Linas Linkevičius wybiera się do Warszawy. Będzie szukał kontaktów z...

    Oskubać siebie

    Będący już na finiszu przetarg na bojowe maszyny piechoty został raptem przesunięty, bo Ministerstwo Ochrony Kraju tłumaczy, że otrzymało nowe oferty bardzo atrakcyjne cenowo i merytorycznie. Do przetargu dołączyli Amerykanie i Polacy. Okazało się, co prawda, że ani jedni,...

    Odżywa widmo atomowej elektrowni

    Niektórzy politycy z ugrupowań rządzących, ale też część z partii opozycyjnych, odgrzewają ideę budowy nowej elektrowni atomowej. Jej projekt, uzgodniony wcześniej z tzw. inwestorem strategicznych — koncernem Hitachi — został zamrożony po referendum 2012 roku. Prawie 65 proc. uczestniczących w...