Ród Sztrallów zaczął działać w branży kawiarnianej już w XIX w. Gdy się czyta wspomnienia, prasę z czasów międzywojennych, nazwisko Sztrall pojawia się tam bardzo często kojarzone z rozpoznawalnym i cieszącym się renomą miejscem. Po II wojnie światowej Aniela Sztrallowa wraz z dziećmi — córką Reginą Sztrallówną-Sobańską i synem Janem, osiedli w Toruniu. Tam też są pochowani.
W Domu Kultury Polskiej w Wilnie z prelekcją zatytułowaną „Od Karola do Reginy. Saga rodu Sztrallów w Wilnie” 21 maja b.r. wystąpił historyk i wilnianista dr Waldemar Wołkanowski.

Diana Kardis: Panie Waldku, skąd zainteresowanie Sztrallami?
Dr Waldemar Wołkanowski: Ze Sztrallami jest taka specyficzna sytuacja — oni się nie doczekali poważnej publikacji. Nikt nie sięgnął, żeby głębiej poznać tę rodzinę. A ponieważ ja zgromadziłem dziesiątki i setki detali, bo mnie recenzenci nazywają detalistą, na ich podstawie można budować narrację. I uznałem, że dobrze by było, gdyby ludzie to usłyszeli. Cała sprawa wynikła z faktu, że w Toruniu są groby Sztrallów, którym groziła likwidacja, pojechałem tam, gdy była zrzutka. Groby uratowano przed likwidacją, ale wymagają jeszcze remontu (zrzutka trwa). Powstał komitet, poproszono, żebym tę sprawę przybliżył ludziom. Zaprezentowałem to w Toruniu i Bydgoszczy, było bardzo dużo ludzi i dzięki temu przedstawiciele rodu Sztrallów przestali być anonimowi. Dzięki takim licznym detalom dotyczącym tej wileńskiej rodziny, odważyłem się nazwać swoją prelekcję „sagą”, bo obejmuje dłuższy okres i opowiada o bardzo wielu ludziach. To nazwisko wszystkim znane, ale ludzie niewiele wiedzieli o tym kto, co, jak, gdzie i kiedy.
Wileński wykład dr. Wołkanowskiego cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem i zgromadził sporo słuchaczy. Niezwykle interesująca była prezentowana ikonografia — zdjęcia budynków i ludzi z dawnego Wilna, drzewa genealogiczne, adresy, ogłoszenia reklamowe, interesujące fakty o życiu tej rodziny, a nawet ówczesne wierszyki o sztrallowskich lokalach.
Saga rodu Sztrallów miała również kontynuację następnego dnia, 22 maja, gdy odbyły się dwie (z uwagi na ogromne zainteresowanie) wycieczki śladami tej rodziny po wileńskiej starówce. Podczas spaceru dr Waldemar Wołkanowski poprowadził zwiedzających ulicą Zamkową, zatrzymując się przy obecnym Domu Sygnatariuszy, gdzie działała przed II wojną światową legendarna cukiernia „Biały Sztrall”. Następnie, z niewielkimi przystankami, udano się pod budynki dwóch kolejnych należących do tego ważnego dla Wilna rodu cukierni przy alei Giedymina. Pierwszej — na rogu z Tatarską, a potem dalej „Jerkiem” pod dawny budynek hotelu „Belweder”, gdzie mieściła się druga.

Diana Kardis: Prelekcja, a po niej wycieczka — to podwójnie pożyteczny format, gdyż najpierw słuchacz otrzymuje informację, następnie może umieścić ją, zwizualizować na żywo, w terenie, prawda?
Dr Waldemar Wołkanowski: Tak. Chciałem, żeby Wilnianie zobaczyli, jak te miejsca dzisiaj wyglądają. Co się zmieniło lub nie, czego nie ma, co jest, no i przede wszystkim, wycieczka była to taka żywa mapa narracji z prelekcji o Sztrallach.
Spacer po starówce z przewodnikiem o tak szczegółowej i bogatej wiedzy był niczym wędrówka w czasie do miasta, które istnieje już tylko na starych mapach, czarno-białych fotografiach, w zapisanych wspomnieniach i w detalach na budynkach, które cudem przetrwały zawieruchę wojenną i czasy komunistyczne. A wycieczkowicze mieli okazję poczuć nie tylko klimat przedwojennych lokali gastronomicznych, lecz również bliżej poznać ludzi, którzy kiedyś żyli, chodzili ulicami Wilna i tworzyli jego historię.
Zadanie dofinansowane w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą w 2026 roku.
Partnerem wydarzenia jest Fundacja „Pomoc Polakom na Wschodzie” im. Jana Olszewskiego.
Diana Kardis




