Chcą pomóc Wileńszczyźnie nie pytając — jak?

200
Projekt konserwatystów nie znajduje zrozumienia ani na Wileńszczyźnie, ani u obecnego rządu<br> Fot. Marian Paluszkiewicz
Projekt konserwatystów nie znajduje zrozumienia ani na Wileńszczyźnie, ani u obecnego rządu
Fot. Marian Paluszkiewicz

Od zakończenia prac działającej na początku 90. lat ubiegłego stulecia sławetnej rządowej Komisji ds. Problemów Litwy Wschodniej i późniejszego wyczerpania się również rządowego programu rozwoju Litwy Wschodniej, władze centralne wciąż myślą o wsparciu dla Wileńszczyzny. Uznając ją za region zacofany planują kolejne pomoce, przy tym zawsze kierują się zasadą „o was, bez was”.

Wczoraj, 25 września, Sejm miał głosować nad powołaniem Funduszu Regionalnego Rozwoju Litwy Wschodniej, z którego środki mają być przeznaczone na wsparcie socjalne i gospodarcze dwóch rejonów Wileńszczyzny — wileńskiego i solecznickiego. Aczkolwiek projekt odpowiedniej ustawy w ostatniej chwili wycofano z agendy czwartkowego posiedzenia Sejmu, była to już kolejna próba przeforsowania w parlamencie szlachetnej na pierwszy rzut oka inicjatywy ustawodawczej.
Warto jednak zauważyć, że autorami ustawy o Funduszu Regionalnego Rozwoju Litwy Wschodniej są konserwatywni posłowie Valentinas Stundys i Audronius Ažubalis oraz były doradca byłej przewodniczącej Sejmu Ireny Degutienė, obecnie prawicowy politolog Laurynas Kasčiūnas, którzy byli również inicjatorami wcześniejszych zmian reglamentacji ograniczających prawne ramy funkcjonowania mniejszości narodowych na Litwie. Przygotowując ustawę o specjalnym funduszu dla Wileńszczyzny jej autorzy zatroszczyli się też, żeby lokalne władze i społeczność zdominowana przez mniejszość polską nie miałaby faktycznie żadnego wpływu na rozdysponowanie środków z przyszłego funduszu. Projekt ustawy autorstwa Stundys-Ažubalis-Kasčiūnas zakłada bowiem, że decyzję o przyznaniu środków z funduszu ma podejmować 11-osobowa Rada, w której tylko 4 miejsca przewidziano dla przedstawicieli władz i wspólnot lokalnych z obydwu rejonów Wileńszczyzny. Resztę członków Rady, jak też jej prezesa ma wytypować rząd spośród przedstawicieli instytucji rządowych.

Merowie rejonów wileńskiego i solecznickiego — Maria Rekść i Zdzisław Palewicz — uważają z kolei, że wsparcie rejonom należałoby udzielać uwzględniając przede wszystkim opinię władz i wspólnot lokalnych, bo to one najlepiej znają potrzeby i problemy regionu.

— Nie wyobrażam, jak można skutecznie pomagać mieszkańcom bez współpracy z samorządem — zastanawia się mer Palewicz oceniając kolejną inicjatywę pomocową władz centralnych.

Włodarze rejonów zaznaczają też, że sytuacja gospodarcza i socjalna regionu polepszyłaby się, gdyby władze centralne przeznaczały wystarczająco środków na finansowanie funkcji państwowych zrzuconych z centrum na lokalne samorządy. Według Marii Rekść, jej samorząd wciąż otrzymuje mniej środków w przeliczeniu na jednego mieszkańca niż wynosi średnia krajowa. Stąd, zdaniem gospodarzy podwileńskich rejonów, bierze się brak środków na rozwój gospodarczy, poprawianie infrastruktury i opiekę społeczną, walkę z bezrobociem. Ich zdaniem sytuację można zmienić niekoniecznie bezpośrednio finansując te sektory, lecz przede wszystkim wspierając inwestycje w gospodarkę rejonów, które są odcięte od świata z jednej strony szczelną granicą z Białorusią, zaś z drugiej miastem stołecznym, które generuje większość inwestycji nie tylko w regionie, ale też w skali całego kraju.

Pomysł powołania Funduszu Regionalnego Rozwoju Litwy Wschodniej powstał jeszcze za poprzedniego rządu konserwatysty Andriusa Kubiliusa. Wówczas rządząca koalicja konserwatywno-liberalna nie zdążyła jednak zrealizować tego pomysłu. Dziś, już jako opozycja, konserwatyści próbują odkurzyć stary projekt i przeforsować go przez opozycyjny harmonogram prac posiedzenia rządu. Właśnie takie odbyło się wczoraj, 25 września. Projekt ustawy o funduszu jednak wycofano z głosowania, bo nie popiera go koalicja rządząca. Również prawnicy sejmowi mają zastrzeżenia do ustawy, bo ich zdaniem, może ona przeczyć konstytucyjnej zasadzie równoprawności jednostek regionalnych. Tymczasem konserwatyści proponują, żeby na fundusz dla Wileńszczyzny zrzuciliby się mieszkańcy całej Litwy. Według założeń ustawy, fundusz byłby zasilany z podatku akcyzowego na alkohol i wyroby tytoniowe. Dlatego konserwatyści proponowali zwiększyć ten podatek o 1 proc. Według naszych ustaleń oznaczałoby to, że budżet funduszu wynosiłby około 15 mln litów rocznie, gdyż roczne wpływy budżetowe z tytułu akcyzy na alkohol i papierosy wynoszą około 1,5 mld litów.

Projekt konserwatystów nie znajduje zrozumienia nie tylko władz lokalnych Wileńszczyzny, ale też obecnego rządu. W czwartek, w jednym z wywiadów radiowych premier Algirdas Butkevičius ocenił, że pomysł z funduszem nie jest właściwym rozwiązaniem problemów regionu, bo nie stwarza żadnej wartości dodatniej. Premier zapowiedział też, że jego rząd pracuje nad specjalnym programem dla Wileńszczyzny, który ma wspierać inwestycje w regionie.

Zdzisław Palewicz i Maria Rekść<br> Fot. Marian Paluszkiewicz
Zdzisław Palewicz i Maria Rekść
Fot. Marian Paluszkiewicz