Za ołowiem idzie kłamstwo. Pięć sposobów na to, jak nie stać się narzędziem propagandy

Inwazję Rosji na Ukrainę poprzedziła akcja dezinformacyjna. Jak informuje Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych, 24 lutego o godz. 9:00 około 300 kont uczestniczyło w masowym ataku informacyjnym. Praktyka działania jest prosta: przygotowaną wcześniej opracowaną treść propagandową wkleja się w komentarzach pod każdym postem dotyczącym działań na Ukrainie.

Dezinformacja — ta zamierzona jak i nie — wciąż jest dezinformacją, a szczególnie sprzyjają jej emocje
| Graf. Apolinary Klonowski, na podst. Wardle, Derakhshan

Bardzo podobne działania zaobserwowane były w 2014 r., kiedy najpierw separatyści poinformowali o zestrzeleniu ukraińskiego samolotu, ale po ukazaniu się pierwszych informacji, że to samolot cywilny, wpis zniknął, a w internet „pofrunęło” ponad 11 tys. wpisów oskarżających Kijów. Ich autorstwo wędruje do Petersburga, do tzw. trolli z Olgino prowadzonych przez Jiewgienija Prigożina, współpracownika Putina.

W konkretnym przypadku wojny na Ukrainie najważniejsze cele trolli to uzasadnienie ataku Rosji, a także zniechęcenie do jakiejkolwiek pomocy. W tym celu stosuje się retorykę historyczną oraz geopolityczną.

Odbierając informacje, musimy pamiętać o kilku prostych zasadach. Dzięki temu zamienimy intuicję na wiedzę — nie będziemy „czuli”, kiedy jesteśmy manipulowani, a będziemy wiedzieli, że próbuje się nami manipulować. To Ty, Czytelniku, jesteś pierwszą linią obrony przed dezinformacją. Wszelkie inne metody zwalczania propagandy są wtórne i przez to mniej skuteczne.

Po pierwsze — znaj źródło

Nie dziel się niesprawdzonymi źródłami informacji. Największym przyjacielem wroga jest panika, a wrogiem wroga — spokój i zorganizowanie. Wiarygodne źródło spełnia następujące cechy:

  • podaje źródło informacji;
  • nie powołuje się na „duchy” — eksperci bez nazwiska, komentatorzy bez imion (np. „eksperci są zgodni…”, „komentatorzy mówią…” – chyba, że są wymieniani wcześniej);
  • jest autentyczne — uważnie przyjrzyj się adresowi strony, jak i autorom treści, sprawdź, czy istnieją, prześledź wcześniejszą działalność.

Po drugie – potwierdzaj

Pamiętaj, że nieprawdziwe bądź naciągane informacje mogą pojawić się również w zaufanym medium. Może być to efekt błędu ludzkiego, nieuwagi, ataku, a być może celowego działania. Pierwszym frontem obrony przed takim scenariuszem stajesz się Ty jako odbiorca.

  • Jeśli coś jest silnie emocjonujące, nawet bulwersujące, spróbuj potwierdzić informację w innych źródłach, ale uważaj, aby nie była to ta sama treść przeklejona gdzie indziej;
  • Widząc odwołanie do wydarzeń historycznych, sprawdź ich prawdziwość;
  • Uważaj na zdjęcia i nagrania. Treść wizualna a opis to dwa różne dzieła i podpis pod filmem nie musi być dowodem na to, że film przedstawia to, za co się podaje. W tym miejscu zwróć uwagę na przedstawiony na zdjęciu czas, osoby oraz miejsce i sprawdź, czy nie ma nieścisłości;
  • Jeśli możliwe, dotrzyj do źródła, w którym informacja pojawiła się jako pierwsza (np. sprawdź, czy zdjęcie nie było wcześniej użyte, to można zrobić chociażby w wyszukiwaniu obrazem Google).

Po trzecie — wyluzuj, oddychaj

Nie daj się ponieść emocjom. Nie pozwalaj, aby Twoimi emocjami sterowały krzyczące nagłówki czy pełne tajemnicy zdania. W szczególności zwróć uwagę na:

  • sformułowania sugerujące zwalczaną prawdę — „niewygodne fakty”, „nikt ci tego nie powie, ale…” — mają zwiększyć rzekomą wartość przekazywanych informacji (w końcu to informacja, którą z trudem się zdobyło, no nie?);
  • wyrażenia sztucznie potęgujące zainteresowanie — „nie mogliśmy w to uwierzyć”, „TO naprawdę się stało!”, „nikt się tego nie spodziewał” — szczególnie w nagłówkach w internecie;
  • opinie przemycane jako fakty — np. „sztuczny twór »Ukraina« ogłosiła mobilizację” albo „faszystowskie oddziały ukraińskie” — mają na celu „przy okazji” powtórzyć skojarzenie, którego w tym momencie nie zanegujesz, bo przecież głównym tematem jest coś innego. Po czasie skojarzenie staje się faktem (bo „gdzieś już słyszałem”);

Nie daj się panice. Znajdź czas, w którym nie będziesz mieć styczności z wiadomościami — świat, jeśli ma się zawalić, zawali się niezależnie od tego, czy będziesz właśnie o tym czytać, czy nie. Ty musisz być w formie, również psychicznej. Rób przerwy od wiadomości.

Po czwarte — nie daj się gołębiowi

Jak dyskutować z trollami? Otóż w kulturze internetowej istnieje powiedzenie, że w grze w szachy z gołębiem zawsze wygrywa gołąb. Ostatecznie ptak zapaskudzi szachownicę i odleci dumny ze zwycięstwa. Tak samo w infosferze, uważaj na manipulację, bo w tej grze ZAWSZE przegrasz, nawet, jeśli trudno Cię zwieść.

Na wstępie trzeba rozróżnić dwa zjawiska — trolle i boty. Boty są sztucznym kontem „puszczonym” do powielania treści według wcześniej ustalonego algorytmu. Z kolei za komputerem trolla siedzi żywa osoba. Tym samym skuteczność trolla jest o wiele wyższa. I tak jak bot pod wypowiedzią zabitego w 2015 r. Borisa Niemcowa zapyta „gdzie byłeś przez ostatnie 8 lat?!”, tak troll ma lepsze techniki niż przeklejanie frazesów.

On Ci odpisze. I lepiej by było, jakby z Twojej strony, Czytelniku, odpowiedzi już nie było. Jeśli rozmowa toczy się w medium społecznościowym, zalecanym byłoby także zgłoszenie profilu, ale uwaga — w przypadku trolla (w przeciwieństwie do bota) rzadziej przynosi to skutek, próbować warto.

Ponieważ są to osoby zaprawione w tym, co robią, a także z wcześniej znanym skryptem argumentacji — wygrają przez całkowite rozbicie debaty oraz upokorzenie oponenta, a w najgorszym przypadku sprowokowanie go do dalszej żywiołowej dyskusji. Mogą używać argumentów emocjonujących, osobistych wręcz, sugerować ucieczkę od „merytorycznej” debaty, strach przed „oczywistymi faktami” — nie ma sensu prowadzić dyskusji, należy całkowicie to zignorować.

Rysunek Władysława Mickiewicza — Ławrow.
| Rys. Władysław Mickiewicz

Jak rozpoznać trolla?

Trolla w internecie możemy rozpoznać po kilku cechach:

  • Anonimowość — jeśli nie pod pseudonimem, to kryją się pod zmyślonym imieniem i nazwiskiem (często brzmiącym bardzo zwyczajnie);
  • Zdjęcie profilowe nie jest autentyczne (kotek, zamek, stare zdjęcie z internetu);
  • Konto monotematyczne, o niewielkiej aktywności prócz konkretnych dziedzin;
  • Konto założone niedawno (niektóre mogą być założone wcześniej i „spać” do czasu potrzeby);
  • Posługiwanie się argumentami-szablonami, najczęściej odwracającymi uwagę i mieszającymi tematy;
  • Kontrofensywa znana jako „a u was niegrow bjut” (pol. „a u was biją Murzynów”), taktyka z pewnością znana każdemu, kto przeżył Związek Sowiecki. W odpowiedzi na wojnę na Ukrainie wypomniane będzie bombardowanie Jugosławii, w odpowiedzi na groźby Rosji będzie rzekome „ludobójstwo ludności Doniecka”, w odpowiedzi na przerzucanie wojsk do separatystycznych republik będzie tekst o „ukraińskim banderyzmie”, na hasła solidarności z Ukrainą będzie śpiewka o rzezi wołyńskiej, a na zarzut o putinowskiej cenzurze pojawi się argument, że wolności słowa to tak naprawdę nie ma na Litwie, bo w 2009 r. policja spacyfikowała zamieszki pod sejmem, a teraz zablokowała rosyjskie kanały propagandowe. I tak w nieskończoność.

Czytaj więcej: Wojna w cyberprzestrzeni: kto zwycięży — elfy czy trolle?

Po piąte — diabeł śpi w szczegółach!

Bardzo ważnym jest, aby pod uwagę wziąć wszelkie możliwości, nawet sfabrykowanie materiału. Zdarzało się, że rosyjska telewizja pokazywała kadry z gry komputerowej jako kadry z wojny o Górski Karabach, a w ostatnim czasie tak samo kadr z gry rozszedł się jako nagranie „Ducha Kijowa” — którego istnienie dotychczas nie zostało potwierdzone i najpewniej jest legendą miejską.

W takim materiale zwróć uwagę na:

  • Język bohaterów;
  • Czas zdjęcia/nagrania;
  • Ubiory i środowisko;
  • Kontekst, w jakim został opublikowany;
  • Osobę, która publikuje;
  • Komentarz dołączony do materiału.

Jeśli nie masz czasu lub sił — wyłącz, odpowiednie instytucje po czasie na pewno odpowiednio to opracują i dowiesz się o tym w swoim czasie. Najważniejsze jednak, aby nie puścić tego dalej, bo inaczej staniesz się kolejnym ogniwem w procesie dezinformacji.

Porównuj, ale…

Dobrą praktyką jest porównanie narracji kilku mediów. Uwaga! Szczególna ostrożność musi być wobec tych źródeł, które uważasz za „swoje”, to znaczy, które odpowiadają Twojemu światopoglądowi. Weź pod uwagę, że w tym przypadku możesz mieć najmniej krytycyzmu. Sprawdź to samo wydarzenie:

  • W mediach pro-coś i anty-coś;
  • W mediach niezależnych;
  • Jeśli masz możliwość, sprawdź na miejscu (np. porozmawiaj z krewnym w danym mieście).

Pamiętaj też, że niektóre media mogą w ogóle nie podawać informacji w ramach prowadzonej polityki — np. o protestach w Moskwie nie przeczytasz na rosyjskich stronach ze względu na konsekwencje prawne, z jakimi muszą liczyć się dziennikarze.

Obok wojny konwencjonalnej zawsze toczy się wojna informacyjna. Pierwszym bastionem obrony jest odbiorca, nie instytucje
| Fot. Pavel Dorogoy, wol.lic.

Ostatnia uwaga — bój się „mydła”

Jednym ze sposobów walki informacyjnej — i to piekielnie skutecznej — jest rozmydlenie faktów oraz wprowadzenie szumu informacyjnego. Robi się to poprzez podawanie pojedynczych faktów w nieprawdziwym kontekście. Wyobraź sobie grę, w której musisz po pierwszych dźwiękach odgadnąć utwór muzyczny — i teraz pomyśl, jakie byłoby to trudne, gdyby podawano tylko jeden pierwszy dźwięk. Poprawne wywnioskowanie pełnego obrazu (utworu) jest niemal niemożliwe.

Tak też jest z „rzucanymi” faktami. Weźmy na tapet aktualny przykład — prawdą jest, że Rosja przed wojną zażądała od Ukrainy niewstępowania do NATO. Czy można na podstawie tej przesłanki twierdzić, że NATO wepchnęło Ukrainę do wojny, nie zaprzeczając stanowczo kandydaturze Ukrainy? Wydawałoby się, że tak — w końcu przez lata i tak NATO nie przyjmowało Ukrainy do sojuszu, można zatem twierdzić, że zachowali się nieracjonalnie. I okrasić to oskarżeniem, że Zachód nie chciał negocjować i nie zostawił Rosji innego wyboru. To jest właśnie POPRAWNY ARGUMENT na BŁĘDNYCH PRZESŁANKACH — coś jak wzorcowo wykonany kulebiak ze zgniłego mięsa. Co to znaczy?

Uszczuplanie kontekstu

Uszczuplenie kontekstu jest tutaj sprytną manipulacją, w której nie można posądzić o kłamstwo — a udowodnić manipulację niż kłamstwo jest o wiele trudniej.

Dla wyjaśnienia tej konkretnej sytuacji: Rosja zażądała też wycofania wojsk NATO z krajów wschodniej flanki, zniszczenia natowskiej infrastruktury w tych krajach (czyli również na Litwie), deklaracji nieprzyjmowania nikogo więcej do sojuszu i wiele innych warunków, które NATO odrzucić musiało. Musiało, ponieważ taki też był plan Rosji.

Jest to tzw. wariant rosyjski, w którym każde rozwiązanie jest na korzyść Moskwy. Jeśli NATO odmówi — Rosja ma wodę na młyn machiny propagandowej i może twierdzić, że nie miała wyboru. Jeśli NATO zgodzi się — to właściwie strzeli sobie w stopę i będzie musiało praktycznie zrezygnować z przestrzegania traktatu stojącego u podstaw sojuszu. Równie dobrze sojusz można rozwiązać.

Jak zatem reagować na tego typu manipulacje? Jeśli mamy czas, należy przedstawić pełny obraz sytuacji, bez niedopowiedzeń i bez mieszania tematów. Jeśli nie, po prostu zignorować — dyskusja jest obliczona na przekonanie obserwujących, a nie na przekonanie nas samych. My z tej potyczki wyjdziemy upokorzeni.