„Duchowo w Kresów, fizycznie z Pomorza” 30-lecie zespołu „Ina”

O kresowych korzeniach zespolaków, twórczym dorobku w ciągu trzech dekad działalności, współpracy z Niemcami i planowanym taneczno-muzycznym wojażu do Brazylii rozmawiamy ze Zbigniewem Łukaszewskim, kierownikiem i choreografem Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Goleniowskiej „Ina”.

Czytaj również...

Leszek Wątróbski: Po II wojnie światowej doszło do ogromnych zmian. Z zestawienia ilościowego osadników w ówczesnym Gołonogu a dzisiejszym Goleniowie na dzień 1 czerwca 1946 r. dowiadujemy się, że wśród jego pierwszych mieszkańców było aż 2 163 osadników z dawnych Kresów Wschodnich oraz 359 z głębi ZSRS i 758 z Polski centralnej. Łącznie w mieście mieszkało 3 280 osób pochodzenia polskiego, 62 osoby pochodzenia niemieckiego i 10 osób innych narodowości.

Zbigniew Łukaszewski: To wszystko prawda. Nasi mieszkańcy w roku 1946 to byli przede wszystkim osadnicy z Kresów Wschodnich. Pochodzili głównie z Wileńszczyzny, Grodzieńszczyzny, Polesia i zachodniej Ukrainy — m.in. z Wołynia. Opowiada o tym nasze widowisko „Kresowe pograjki w Gołonogu”, którego premiera miała miejsce trzy lata temu. Kiedy rozpoczynaliśmy nad nim pracę, nie zdawaliśmy sobie sprawy, jaki ładunek emocjonalny to nam samym przyniesie.

Zbigniew Łukaszewski, kierownik i choreograf Zespołu Pieśni i Tańca Ziemi Goleniowskiej „Ina”
| Fot. Leszek Wątróbski

Aktualnie w Waszym Zespole ponad 70 proc. osób deklaruje swoje korzenie i związki z przybyłymi do Gołonogu osadnikami z Kresów Wschodnich…

To jest bardzo łatwo zweryfikować. Wystarczy poprosić na spotkaniu z członkami zespołu o podniesienie ręki osoby, które mają, czy miały, babcię lub dziadka z Kresów Wschodnich. Zawsze podnosi się las rąk. Sam proces dojrzewania zespołu do tego widowiska nie był łatwy. Był np. pomysł, żeby mieć coś swojego, czyli skomponować muzykę i opracować do niej taniec. To nie doszło do skutku. Bo czy to by pokazało, co nam w duszy gra? Czy, że najcenniejszym ocalałym z zawieruchy wojennej skarbem rodzinnym był obraz Matki Boskiej, ostatni list ojca z niewoli rosyjskiej? Nasze pograjki przerywa i kończy żołnierz rosyjski.

Taki był to czas, kiedy w ówczesnym Gołonogu, Rosjanie stacjonowali po lewej stronie rzeki Iny, a Polacy po prawej. Każdy, kto przeszedł na lewą stronę, mógł się liczyć z kłopotami. Dochodziło do licznych spięć. Rosjanie wywozili stąd niemal wszystko.

„Kulig staropolski” (fragmenty) w choreografii Janusza Chojeckiego
| Fot. Leszek Wątróbski

16 maja 1945 r. zaprzysiężono oficjalnie w ówczesnym Gołonogu pierwszego burmistrza…

…któremu władza radziecka nie przekazała prawie żadnych uprawnień. Wykonywał on raczej wyłącznie rozkazy Rady Wojennej I Frontu Białoruskiego. Rosjanie bardzo często zmieniali też kolejnych włodarzy. I tak np. w ciągu kolejnych dwóch lat było ich tu aż 24. To było jedno, wielkie szaleństwo.

„Kulig staropolski” (uczta we dworze) w choreografii Janusza Chojeckiego
| Fot. Leszek Wątróbski

We wrześniu minęło 30 lat od Waszego pierwszego koncertu w Goleniowie…

To był koncert dożynkowy w roku 1993. Dziś mamy w zespole cztery grupy — poczynając od grup dziecięcych — poprzez młodzież, wreszcie osoby dorosłe — razem ponad sto osób. Jest jeszcze kapela młodzieżowa. Gramy i występujemy zawsze na żywo. Na dorobek zespołu składa się kilkanaście programów, suit oraz widowisk wielopokoleniowych, gdzie w widowiskach uczestniczą dzieci, młodzież i dorośli.

Najmłodsi artyści w czasie koncertu jubileuszowego
| Fot. Leszek Wątróbski

W ponad trzygodzinnym koncercie jubileuszowym „Fascynacje folklorem”, który odbył się w Rampie Kultura w Goleniowie (22 września br.), dokonaliście przeglądu Waszego dorobku artystycznego…

W jubileuszowym koncercie „Fascynacje folklorem” w naszym programie znalazły się fragmenty „Kuliga staropolskiego” w choreografii Janusza Chojeckiego. Było to spotkanie z tradycjami szlachty polskiej i tańcami z okresu złotego wieku Polski szlacheckiej. Było też witanie gości, wiwaty, spotkania z sąsiadami, a przede wszystkim — uczta we dworze. Jak należy się domyślać z tego, co pokazano na scenie, zazwyczaj suto zakrapiana. Były też tańce śląska opolskiego, Beskidu śląskiego, cieszyńskie i rzeszowskie. A w drugiej części tradycje łowickie, tańce od Szamotuł i wreszcie finał koncertu — narodowy krakowiak.

Najmłodsi artyści w czasie koncertu jubileuszowego
| Fot. Leszek Wątróbski

Współpracujcie bardzo aktywnie z Niemcami…

Mamy aktualnie trzy grupy partnerskie: Danz und Speeldeel „Ihna” z Erlangen w Bawarii (Niemcy), FritzReuterEnsemble e.V. z Anklam MV (Niemcy) oraz Děcka z Buchlovic z Moraw (Czechy). Zespół jest też aktywnym członkiem Porozumienia Festiwali Polski Zachodniej. Najdłużej, bo… 30 lat współpracujemy z IHNĄ z Erlangen. Spotykamy się z nią dwa razy w roku i razem prowadzimy warsztaty. Wymieniamy się też z nimi programami. Otrzymaliśmy od nich widowisko „Wesele pyrzyckie”. A ja podarowałem im program „Tańce kaszubskie”. I tu pojawia się ważna kwestia. Bo choć duchowo jesteśmy z Kresów, to fizycznie jesteśmy z Pomorza. I aby ten problem rozwikłać — co jest nasze, a co nie, rozpoczęliśmy długą dyskusję. Trochę wcześniej o niej wspomniałem mówiąc o dojrzewaniu do „pograjek …”. Jej wynikiem była decyzja o stworzeniu programu, który nas duchowo powiąże z naszą kresową tradycją oraz z drugiej strony, kiedy realizujemy „Wesele pyrzyckie” to podkreślamy jednocześnie znaczenie kultury materialnej Pomorza (dokładniej Przedpomorza tylnego).

Tutaj, w okolice Pyrzyc, przyjeżdżało przed II wojną światową do pracy wielu Polaków. Ziemie te były i nadal są bardzo urodzajne, bo przeważają areały I klasy — czyli ziemia pszenno-buraczana. Obok Polaków przyjeżdżali tam Białorusini, Ukraińcy, Rosjanie, Czesi. I elementy folkloru tanecznego i muzycznego tych narodów można odnaleźć w kulturze pomorskiej. Jednym z ciekawszych tego przykładów jest „Krakowiak pomorski”, który na melodię polskiego krakowiaka posiada figury, będące konglomeratem wszystkich wspomnianych wcześniej narodowości. To właśnie tego „Krakowiaka pomorskiego” i poloneza oraz „Tańce kaszubskie” będziemy m.in. tańczyć wspólnie z IHNĄ z Erlangen w przyszłym roku w Brazylii.

Dziś w zespole są cztery grupy — poczynając od grup dziecięcych — poprzez młodzież, wreszcie osoby dorosłe — razem ponad sto osób
| Fot. Leszek Wątróbski

gdzie mieszkają wysiedleni z Pomorza Zachodniego dawni mieszkańcy m.in. Waszego Goleniowa…

To też jest bardzo ciekawa historia. 1 mln 100 tys. ludzi z naszych stron w roku 1945 zostało wysiedlonych, z czego około siedemset tysięcy z nich zamieszkało w Bawarii, a pozostali na północy Niemiec w okolicach Hamburga, Lubeki — a część z nich wyjechała nawet do Brazylii. I wszędzie tam powstawały zespoły pielęgnujące ich tradycyjny, pomorski i niemiecki folklor. Do Brazylii jedziemy, aby pokazać, że wszystko może funkcjonować zupełnie inaczej — czyli normalnie, jeżeli darzymy się wzajemnym szacunkiem.

Łącznie mamy za sobą ponad 80 wyjazdów zagranicznych i 850 koncertów w kraju i za granicą. Praktycznie zjeździliśmy całą Europę i kawałek Azji. A przed nami przyszłoroczne wyzwanie, jakim jest wyjazd do Brazylii.

Tańce z Szamotuł
| Fot. Leszek Wątróbski

Co jest najważniejsze dla Was w tańcu…

Taniec to także piękne i niewyczerpane źródło rozwijania kreatywności i wielowymiarowego postrzegania świata. Daje też dużo radości, swobody i okazję do uwolnienia się od zwykłych trosk. I na pewno dużo bardziej socjalizuje niż smartfony, bo bez prawdziwej, bezpośredniej relacji, taniec nie istnieje.

Takich przeżyć więc Wam życzę i dziękuję za jubileuszową rozmowę.

Zespół Pieśni i Tańca Ziemi Goleniowskiej „Ina”
| Fot. Leszek Wątróbski

Afisze

Więcej od autora

„Dyneburg jest sercem polskości na Łotwie” — rozmowa z Mariuszem Podgórskim, Konsulem RP w Rydze

Leszek Wątróbski: Spotykamy się w Dyneburgu. Jak często w czasie swojej kadencji przyjeżdżał Pan do tego miasta?

Serce Szczecina bije pod platanami

Jasne Błonia im. Jana Pawła II w Szczecinie — to tutaj, w otoczeniu malowniczych, wiekowych platanów, po raz kolejny rozkwitła niezwykła energia. Choć majowe słońce i cień drzew przyciągają tu codziennie spacerowiczów, niedziela 31 maja 2026 r. była dniem zupełnie wyjątkowym. To właśnie wtedy zielone serce miasta zamieniło się w tętniące życiem centrum inspiracji, współpracy i społecznej solidarności za sprawą Wielkiego Pikniku Pasji, stanowiącego uroczysty finał XIX Tygodnia Inicjatyw Pozarządowych. Warto doprecyzować jedno małe organizacyjne zamieszanie w liczbach, które mogło umknąć niejednemu obserwatorowi: podczas gdy całe miasto świętowało XIX Tydzień Inicjatyw Pozarządowych, same Szczecińskie Spotkania Organizacji Pozarządowych POD PLATANAMI (czyli wspomniany Piknik Pasji) doczekały się już swojej imponującej XXIV edycji Wielkiego Pikniku Pasji. To niemal ćwierć wieku budowania tradycji, która na stałe wpisała się w krajobraz Szczecina.