Dyrektor wyjaśnia, na czym polega ta różnica i dlaczego jest nieusuwalna.
— (…) Dziecko przez zerówkę i pierwszą klasę uczy się języka litewskiego. To jest dla nich język wyuczony. I tutaj jest pewna różnica, której nie da się nigdy przekreślić. Nie da się zrobić z języka państwowego języka pierwszego. Język pierwszy to ten, którego pierwsze słowo dziecko usłyszało od mamy, od taty — to fiksuje się w głowie i w tym kierunku dziecko się rozwija. To musimy rozumieć jako odpowiedzialni pedagodzy — mówił Maciejewski.
Przyznał, że metodologia wymaga zmiany, choć decyzja leży poza kompetencją szkoły.
— Zawsze coś można udoskonalić, nic idealnego nie ma. Podstawowa różnica polega na liczbie godzin nauczania w klasach początkowych — to jest jeden ważny aspekt. Poza tym język litewski dla ucznia, który na co dzień mówi w domu po polsku czy po rosyjsku, jest językiem wyuczonym — i tutaj już jest pewna różnica — stwierdził.
Zapytany wprost, czy uczniowie mniejszości powinni mieć ulgi przy egzaminach z litewskiego, odpowiedział bez ogródek.
— Sądzę, że tak. Byłoby to uczciwsze. Nie jest to jednak kompetencją szkoły. Jest to kompetencja rządu. A rząd to już polityka ekipy rządzącej. Niestety, pomimo różnych inicjatyw społecznych Związku Polaków na Litwie, Macierzy Szkolnej, innych organizacji społecznych, pomimo starań AWPL-ZChR na razie nie ma pozytywnych rozwiązań [partia AWPL-ZChR jest obecnie w koalicji rządzącej i współtworzy rząd Republiki Litewskiej, wcześniej była w koalicji rządzącej w rządzie Sauliusa Skvernelisa — przyp. red.]. Ale próbować trzeba — powiedział dyrektor.
Więcej w pełnym wywiadzie opublikowanym w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 19 (53) z 16–22 maja 2026 r.


