Polacy na Litwie a Europa

485

Sprawa dyskryminacji polskiej mniejszości na Litwie już od blisko 20 lat pozostaje kwestią zatruwającą polsko-litewskie relacje. Niestety, na przeciągu minionych dziesięcioleci nie udało się rozwiązać żadnego z problemów litewskich Polaków. Strona litewska pozostaje na pozycji, że Polacy na Litwie właśnie nie mają żadnych problemów. Dzisiaj przedstawiamy czytelnikom artykuł znanego litewskiego publicysty Anatolijusa Lapinskasa w znacznej mierze odzwierciedlający pozycje strony litewskiej. Redakcja „Kuriera Wileńskiego” ma nadzieję, że ta publikacja posłuży do rozpoczęcia dyskusji na łamach naszej gazety i forum internetowym kurierwilenski.lt.


Polacy na Litwie a Europa

Być może czytelników zaskoczy taki tytuł artykułu, ponieważ Litwa i jej mieszkańcy geograficznie i historycznie już od tysiąca lat należą do Europy. Zwłaszcza obecnie, gdy się zatarły granice Europy i w kontaktach Litwy z Europą, w tym obywateli Litwy, Polaków, nic absolutnie nie stoi na przeszkodzie: jedźcie, pracujcie, uczcie się. Jednakże po otwarciu się Europy, Polacy litewscy inaczej zrozumieli ten dostęp: nie nawiązywać aktywnych kontaktów gospodarczych i kulturalnych z Europą, tylko skorzystać z nieograniczonej możliwości składania skarg w instytucjach europejskich, a dokładniej — oczerniać Litwę z powodu rzekomej dyskryminacyjnej polityki jej władz wobec Polaków na Litwie.

* * *
Jedną z takich pierwszych skarg europejskich było sprawozdanie duńsko-szwedzkiej delegacji komitetów helsińskich (założonych po roku 1975 na helsińskiej konferencji Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie komitetów obrony praw człowieka, początkowo zwanych grupami helsińskimi) z wizyty na Litwie w grudniu 1991 r.
Niewątpliwie „gorącej” informacji o sytuacji Polaków na Litwie delegacji udzielili liderzy miejscowych Polaków. O tym dokumencie, mówiąc oględnie, jego niedokładnościach, napisałem wtedy artykuł „Wypaczony duch Helsinek”, opublikowany w gazecie polskiej na Litwie „Kurier Wileński” (19 06 1991). Wkrótce (09 07 1992) ówczesny redaktor gazety Zbigniew Balcewicz w swoim artykule „Jak wyleczyć z nacjonalizmów” grzecznie i kulturalnie zareagował na mój artykuł, wyrażając swoją, nieco odmienną od moich myśli, opinię.
Pod ostatnim akapitem artykułu redaktora mógłbym się i sam podpisać, toteż zacytuję go: „Na zakończenie chcę wyrazić poparcie dla idei otwartej, szczerej i rzetelnej dyskusji na poruszone tematy. Czas już najwyższy, aby w stosunkach litewsko-polskich w naszym imieniu — w imieniu Polaków i Litwinów — przestali mówić ci, którzy pokłócili się ze sobą i skłócają narody. Niech inteligencja z prawdziwego zdarzenia oraz inni pozbawieni kompleksów nacjonalistycznych ludzie spotykają się ze sobą i dyskutują. Również przed kamerami telewizyjnymi. Dobre stosunki wzajemne są możliwe tyko wówczas, kiedy wyeliminujemy poczucie wzajemnego zagrożenia oraz krzywdy, przywrócimy wzajemne zaufanie do współobywateli innej narodowości naszej wspólnej Ojczyzny — Litwy”. Złote słowa, wypowiedziane w 1992 r., swą aktualność zachowały do dziś.
O czym więc była mowa w tym sprawozdaniu komitetów helsińskich? Rozpocznijmy od pierwszej niedorzeczności, że „Rząd litewski dąży do wysiedlenia i rozrzucenia po całym kraju Polaków zamieszkałych w tym tradycyjnie polskim regionie”. Ani jednego takiego faktu komitety helsińskie nie przedstawiły, ale o rzekomym „rozrzuceniu Polaków po Litwie” (dobrze, że nie Syberii…) poinformowały Europę z poważną twarzą. Żadnych przeprosin z powodu tego paszkwilu ze strony polskiej, oczywiście, nie było.
„Polacy narzekają, że są dyskryminowani w pracy. Mówi się, że przede wszystkim zwalnia się z pracy ludzi narodowości polskiej”. Nie było i nie ma żadnych faktów na potwierdzenie tego, iż Polacy są wyrzucani z pracy tylko za to, że są Polakami. Przeprosin za to ohydne kłamstwo również nie było.
I wreszcie odwieczny konik Polaków na Litwie: „W latach sowieckiego panowania system szkół polskich na Litwie podupadł. W 1945 r. było 300 szkół polskich, obecnie zostało zaledwie około 80”.
I to nie jest prawdą: w 1957 r. na Litwie było aż 350 szkół polskich, a więc w okresie sowieckim oświata początkowo nie podupadła, tylko wzrosła.
Co prawda, przed rokiem 1990, jak tłumaczą sami Polacy, z powodu usilnej rusyfikacji szkół polskich pozostało zaledwie 92. Po odrodzeniu niepodległości, zdaniem Polaków, „sytuacja zmieniła się kardynalnie” i w 1993 r. już działało 130 szkół polskich. Obecnie ich liczba zmniejszyła się do 99, przeważnie z przyczyn demograficznych oraz z powodu optymizacji sieci szkół (z tych samych przyczyn znacznie ubyło też szkół litewskich).
Sprawą najważniejszą jest jednak to, że z działającymi na Litwie blisko stu państwowymi szkołami polskimi nie może współzawodniczyć żadne inne państwo świata. Wydawana na Litwie po polsku „Nasza gazeta” (1995, Nr.32) pisała: „Na pierwszym polonijnym forum oświatowym (Pułtusk, 23-27 07 1995) z udziałem specjalistów oświaty polskiej mniejszości narodowej z 20 państw świata przyznano, że najlepszy system oświatowy polskiej mniejszości narodowej jest na Litwie”.
Niestety, zamiast reklamowania Litwy na całym świecie, jako najlepszego wzoru oświaty polskiej, działacze polscy na Litwie zarówno w roku 1991, jak i w 2010 besztali i nadal besztają władze Litwy z powodu oświaty polskiej najbrzydszymi słowami w najwyższych urzędach europejskich.

* * *

Nie mniej „ciekawe” rzeczy znalazł członek Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, rumuński Węgier Gheorge Frunda, który odwiedził Litwę wiosną 1995 roku. Informacji o mniejszościach narodowych, oczywiście, udzielili mu również działacze polscy na Litwie.
Jego memorandum o Litwie zawiera skargę, że „w przygotowaniu nauczycieli dla szkół polskich używa się języka litewskiego” (ang. „use of Lithuanian in training teachers for Polish language schools”). Trudno zrozumieć, co nie zadowoliło Frundy, czyżby to, że np. studentom polonistyki Wileńskiego Uniwersytetu Pedagogicznego psychologia czy filozofia na zajęciach ogólnowydziałowych jest wykładana w języku litewskim?
Sugeruje się również, że „szkoły polskie nie powinny rozmawiać z rodzicami uczniów po litewsku”, ponieważ „znacznie ogranicza to prawa lingwistyczne mniejszości”.
Kto i kiedy wydał tak dziwne rozporządzenie — z rodzicami dzieci polskich obowiązkowo rozmawiać po litewsku — autor dokumentu nie wskazuje. Co prawda, możliwe jest i to, że rodzice nie znają polskiego, a wtedy ludzie kulturalni szukają zrozumiałego dla obu stron języka, ale jeśli tym wspólnym językiem jest litewski, godzi to, jak się okazuje, w ich prawa.
Frunda w swoim memorandum ubolewa nad tym, że Polacy na Litwie nie mają „specjalnych praw”.
Niemniej w 1994 r. na piątym Zjeździe Związku Polaków na Litwie jego przewodniczący Ryszard Maciejkianiec potwierdził, że „Polacy, jako mniejszość narodowa, mają przedstawicieli swych organizacji we władzy ustawodawczej tylko w jednym państwie, tj. na Litwie”.
W ówczesnym Sejmie Litwy było czterech członków frakcji polskiej (w Restytucyjnym — aż ośmiu).
I o jakim „braku praw” może być tu mowa, skoro jak nigdzie indziej na świecie mieli całą „brygadę” członków parlamentu.
Wiadomo, że już sam ten fakt obraca w proch sugestie, że polska mniejszość narodowa ma ograniczone prawo udziału w życiu politycznym.
Jeszcze głupsza jest sugestia Frundy o tym, że parlament odrzuca każdą propozycję Polaków. Tę niedorzeczność obala też statystyka obrad Sejmu. Nikt jednak nie zwracał na nią uwagi.
Wreszcie w 1995 r. Frunda zaproponował przedłużyć okres nieznajomości języka urzędowego, ponieważ, jak głosi memorandum, „za wcześnie jest jeszcze na to, aby żądać od lekarza pisania po litewsku historii choroby”.
Wyobraźmy sobie, jakim Babilonem byłyby konsylia lekarskie, gdyby papiery chorego były w językach polskim, rosyjskim, litewskim, albo i żydowskim. Z niewiadomego powodu przestrzegając praw mniejszości narodowych również w salach operacyjnych, prawdopodobnie niemało chorych odprawilibyśmy na cmentarz…
Memorandum wniesiono pod obrady Komitetu Praw Człowieka Zgromadzenia Parlamentarnego w Paryżu w dniu 11 września 1995 r.
Po krótkiej debacie postanowiono opublikować ten dokument, aby rząd Litwy mógł oficjalnie odpowiedzieć na przedstawione zarzuty.
Kolejna wizyta Frundy nastąpiła wiosną roku 1997. Tym razem delegacja spotkała się również z akredytowanymi na Litwie ambasadorami Danii, Zjednoczonego Królestwa oraz innych państw Rady Europy. Przygotowane po tej wizycie memorandum bardzo się różniło od pierwszego swym duchem dobrej woli. Jesienią tegoż roku Zgromadzenie Parlamentarne przyjęło Rekomendację Nr. 1339 w sprawie Litwy, w której m. in. odnotowano, że różne reformy administracyjne są przeprowadzane według programów Rady Europy, a prawo używania języków mniejszości narodowych jest zapewnione prawnie zgodnie z założeniami Europejskiej Karty Języków Regionalnych lub Mniejszościowych, a sprawy mniejszości są rozstrzygane na zasadach wzajemnego kompromisu.
Zgromadzenie gratulowało Litwie ugruntowania państwa prawa i dobrych stosunków z państwami sąsiedzkimi oraz orzekło zakończenie monitoringu, rozpoczętego w roku 1995.

* * *

Mogłyby się na tym zakończyć i skargi przed Europą działaczy polskich na Litwie. Niestety! Nadal nie ucichały, a nowym bodźcem do tej konfrontacji posłużyła działalność wybranego do Parlamentu Europejskiego Waldemara Tomaszewskiego.
Teraz już nie są potrzebne wizyty na Litwę organizacji europejskich, skargi bez opuszczenia swego miejsca pracy w Brukseli redaguje nasz europoseł. Niekoniecznie we własnym imieniu, ostatnio częściej w imieniu swych kolegów z Polski. Oto kilka przykładów jego tegorocznej działalności.
24 lutego 2010 r. w Parlamencie Europejskim posłowie różnych państw mieli możliwość zwrócenia uwagi parlamentu na ważne dla Europy sprawy polityczne. Wśród tych mówców wyróżnili się dwaj europosłowie z Polski i jeden z Litwy, wszyscy mówili po polsku. Cała trójka, jak widać, jednocześnie i w jednym miejscu przygotowywała się do gromiących Litwę wystąpień, gdyż tymi samymi słowami mówiła o tym samym: „strasznej” sytuacji mniejszości polskiej na Litwie.
Polka Joanna Skrzydlewska rozpoczęła przemówienie następującymi słowami: „Wyrażam swe głębokie zaniepokojenie dynamicznie pogarszającą się sytuacją Rodaków na Litwie”. Jej zdaniem, „prawie 300 tysięcy Polaków nie ma prawa do publicznego posługiwania się językiem ojczystym jako pomocniczym… Są oni dyskryminowani przy zwrocie ziemi, uszczuplane jest prawo dzieci polskich do pobierania nauki w języku polskim, ograniczane są prawa wyborcze ich rodziców”. Te wszystko oskarżenia można z łatwością obalić.
Zdaniem innego przedstawiciela sąsiedniego państwa Ryszarda Czarneckiego, kraj należący do Unii Europejskiej powinien przestrzegać jej wszystkich standardów, ale Wilno nie robi tego: brak zgody na tabliczki z dwujęzycznymi nazwami ulic, istnieją istotne problemy w oświacie polskiej — zlikwiduje się 100 klas polskich, wprowadzono ograniczenia dla polskich zespołów artystycznych.
„Czas na elementarny ludzki rewanż” — straszył europoseł, jeszcze dobrze, że nie straszył rewanżem zbrojnym…
Zresztą nasz Waldemar Tomaszewski również niczym się nie różnił od swych współmówców. Rozpoczynając najpopularniejszym obecnie tematem — dwujęzycznych tabliczek, przeszedł do cięć finansowych szkół mniejszości, oryginalnej pisowni nazwisk, „zwrotu ziemi zagrabionej przez system komunistyczny”.
A ostatnie akordy jego przemówienia były zaiste muzyczne:
„Najstarszemu, reprezentacyjnemu, polskiemu zespołowi pieśni i tańca »Wilia« instytucja rządowa czterokrotnie zmniejszyła finansowanie i odebrała 3 etaty pozostawiając tylko jeden”.
Cóż tu dodać, skoro etat kierownika kapeli zespołu polskiego na Litwie jest tak ważny dla całej Europy i jego los jest wnoszony pod obrady parlamentu Europejskiego, to wkrótce, jak widać, kwestia tego kierownika, np. niedostatecznej jego kwalifikacji, a i rozstrojonego pianina również zostanie poruszona na najwyższym szczeblu europejskim.
Swoją drogą chcę zauważyć, że jeszcze w ubiegłym roku środki dla Wileńskiego Centrum Kultury „Taurakalnis”, (do którego należała podówczas „Wilia”), zostały okrojone ogółem o blisko 70 proc., w związku z czym zawieszono działalność aż 12 amatorskich zespołów artystycznych. W tym roku „Wilia” kontynuuje działalność w Centrum Kultury Regionu Wileńskiego, które również z powodu cięć finansowych musiało zrezygnować z jeszcze większej liczby zespołów, pozostawiając tylko 8, w tym wszystkie zespoły mniejszości narodowych. Tymczasem dla niektórych zespołów litewskich nie zostało pieniędzy i ich działalność została zawieszona.
W lipcu zaczął działać nowy teatr wojny propagandowej przeciwko Litwie, tym razem w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy.
Obowiązki dowódcy wojskowego przypadły szefowi delegacji polskiej na Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy Dariuszowi Lipińskiemu.
Ten działacz w lipcu przygotował projekt rezolucji „W sprawie równego dostępu do oświaty w szkołach mniejszości narodowych na Litwie”.
Zapewnia on, że projekt nowej ustawy o oświacie na Litwie „zagraża istnieniu szkół mniejszości narodowych”, ponieważ w szkołach uczących w językach mniejszości narodowych „część przedmiotów ma być wykładana w języku litewskim”.
Rezolucja groźnie stwierdza, że „polityka władz Litwy godzi w artykuły 8, 9 i 14 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawdopodobnie chodzi o Europejską Konwencję Praw Człowieka i Ochrony Podstawowych Wolności”. O czym jest mowa w tych artykułach? W artykule 8 mówi się o prawie każdego człowieka do poszanowania jego życia prywatnego i rodziny, do nietykalności mieszkania i poufności korespondencji, a artykuł 9 traktuje o prawie każdego człowieka do wolności myślenia, sumienia i wyznania. Co wspólnego z nauczaniem historii Litwy ma nietykalność mieszkania czy wolność wyznania?!
Przygotowana przez pana Lipińskiego rezolucja oskarża również Litwę o to, że polityka jej władz (odnośnie potencjalnego nauczania dwóch-trzech przedmiotów w szkołach mniejszości narodowych w języku urzędowym) koliduje z litewsko-polskim traktatem o przyjaźni, w którym obie strony zapewniają odpowiednie możliwości nauczania w języku mniejszości narodowej w instytucjach przedszkolnych, szkołach początkowych i średnich.
W tym traktacie nie ma jednak żadnej wzmianki o nauczaniu historii bądź geografii Litwy i nawet języka litewskiego w szkołach mniejszości narodowych na Litwie. Zarówno jak i historii oraz geografii Polski, czy języka polskiego w szkołach litewskich w Polsce.
Toteż autor rezolucji, zanim oskarżył Litwę o nauczanie kilku przedmiotów w języku litewskim, mógł się zainteresować, jak wyglądają te sprawy w kilku szkołach litewskich w jego ojczyźnie.
Już dawno uregulowano je ustawowo. Artykuł 13 polskiej Ustawy o systemie oświaty głosi:
„1. Szkoła i placówka publiczna umożliwia uczniom podtrzymywanie poczucia tożsamości narodowej, etnicznej, językowej i religijnej, a w szczególności naukę języka oraz własnej historii i kultury. 2. Na wniosek rodziców nauka, o której mowa w ust. 1, może być prowadzona… w osobnych grupach, oddziałach lub szkołach z dodatkową nauką języka oraz własnej historii i kultury… 3. Minister właściwy do spraw oświaty i wychowania określi, w drodze rozporządzenia, warunki i sposób wykonywania przez szkoły i placówki zadań, o których mowa w ust. 1 i 2…”.
Co ustala rozporządzenie, podpisane przez ministra edukacji Polski 14 listopada 2007 r. (Dz. U. 2007 nr 214 poz. 1579)? Paragraf 4 głosi, że „nauczanie języka mniejszości lub języka regionalnego może być organizowane: „w szkołach lub oddziałach z nauczaniem w języku mniejszości…, w których zajęcia edukacyjne są prowadzone w tym języku, z wyjątkiem zajęć obejmujących: a) w szkole podstawowej: w I etapie edukacyjnym — kształcenie zintegrowane w zakresie treści nauczania języka polskiego; w II etapie edukacyjnym — język polski oraz część historii i społeczeństwa dotyczącą historii Polski, b) w pozostałych typach szkół — język polski, część historii dotyczącą historii Polski i część geografii dotyczącą geografii Polski”.
Wyraźniej już być nie może: przyszła ustawa o oświacie na Litwie jest całkowicie zgodna z założeniami oświaty w Polsce, toteż zaskarżenie przez przedstawiciela Polski „dyskryminacyjnej” ustawy litewskiej w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy jest całkowitym absurdem. Czy usłucha tego argumentu, a dokładniej głosu zdrowego rozsądku autor rezolucji wraz ze swymi zwolennikami na Litwie, pokaże najbliższa przyszłość.

Anatolijus Lapinskas